Miała być walka o najwyższe cele… jest walka! O utrzymanie. Miał być sukces sygnowany nazwiskiem Bielsy… jest degrengolada, z której Lille stara się wyciągnąć Christophe Galtier. Kibice na północy Francji nie wytrzymują już ciśnienia, które gniecie ostatnio ich klub, a upust temu dali po meczu z Montpellier, wkraczając na murawę i bijąc swoich pilkarzy. Chociaż podobno akurat na Zachodzie poradzono sobie z tym problemem.
Gdy w meczu 29. kolejki Ligue 1 Lille – Montpellier rozbrzmiał gwizdek kończący spotkanie, na murawie pojawili się rozwścieczeni fani gospodarzy, próbując dostać się do swoich zawodników i atakując ich.
Swój cel osiągnęli, a stewardom dobrą chwilę zajęło doprowadzenie piłkarzy do tunelu prowadzącego do szatni, tak by byli bezpieczni.
Praktycznie moment po tym incydencie klub z północy Francji wydał oświadczenie, w którym informuje o wszczęciu natychmiastowych procedur mających na celu wyjaśnienie całej sytuacji i nałożenie sankcji na krewkich „lillois”. Wszystko to w porozumieniu i za zgodą miejscowego prokuratora.
Zajście oczywiście potępiamy. Takie zachowania na murawach nie powinny mieć miejsca i nie tak powinno się rozwiązywać problemy piłkarskich szatni.
Trzeba jednak powiedzieć, że w klubie z Lille problem istnieje. I to ogromny! A co do niego doprowadziło?
Ekonomia po luksembursku
W Polsce do kultowej już rangi urosło hasło „ekstraklasa albo smierć”, we Francji natomiast sympatycy z Lille trochę je przekształcili, używając zmodyfikowanej formy – „jeśli spadniecie, to zginiecie”. Takim właśnie dopingiem kibice LOSC zachęcali swoich „pupili” do lepszej gry przeciwko Montpellier. Urocze, prawda? Szkoda tylko, że nie podziałało.
Trudny to sezon dla klubów z północno-wschodniej Francji, bo i RC Lens, i Lille OSC nie grają tak, jak miały to robić i jak przed obecnym sezonem zapowiadano. Dodatkowo w Lille problemy nawarstwiają się z niespotykaną regularnością…
Nowy właściciel LOSC, Luksemburczyk Gerard Lopez, wraz z jego przejęciem zapowiadał projekt „Lille Unlimited” aspirujący do bycia – przynajmniej na papierze – jednym z bardziej wizjonerskich w całej Francji.
Ekonomiczny model klubu opierać się miał w największej części na sprowadzaniu młodych, ale zarazem dających jakość piłkarzy za stosunkowo niewielkie pieniądze i późniejszej ich sprzedaży z dużym zyskiem. Zyskiem, który miał być przeznaczony na spłatę zadłużenia i kredytów masowo zaciągniętych na zakup klubu – prawdobodobnie około 160 milionów euro.











