Pierwsze wtorkowe spotkania już za nami. Lille rzutem na taśmę pokonało Marsylię, a FC Nantes pewnie wypunktowało Valenciennes.
Na Grand Stade Lille Metropole byliśmy świadkami całkiem niezłego meczu. Lille pokonało Marsylię 1:0. Przed tym spotkaniem wszyscy spodziewali się wielkiego show. Pierwsza połowa nie mogła zadowolić nas pod żadnym względem. Akcji podbramkowych było jak na lekarstwo. Lepsze ogólne wrażenie sprawili gospodarze. Pierwszą, i tak de facto jedyną, groźną sytuację stworzyli sobie zawodnicy Olympique. Thauvin wypracował okazję dla Andre Gignaca. Francuz zatrzymany został przez Enyeamę, który wyszedł z bramki i bezbłędnie interweniował.

Drugie 45 minut w lepszym stylu rozpoczęli zawodnicy z Marsylii, lecz Gignac zmarnował kolejną sytację. Napastnik Olympigue nie odpuszczał i już po chwili dwukrotnie zagroził bramce Lille. Najpierw próbował zdobyć bramkę nogą, a zaraz potem głową. Gospodarze wspierani głośnym dopingiem swoich kibiców zaczęli atakować. W 68. minucie spotkania Roux ostro starł się z Mandandą, jednak sędzia nie dopatrzył się faulu. Lille odnajdywało coraz więcej miejsca do gry. Marsylia, nie chcąc pozwolić rywalom na zbyt wiele, starała się kontrować. Kilkukrotnie z dobrej strony pokazał się duet Gignac-Thauvin. W 86. minucie spotkania bardzo zakotłowało się pod bramką Lille. Niezłą wrzutką z rzutu wolnego popisał się Cheyrou i szanse na zdobycie gola miał Khalifa. Odpowiedź gości była natychmiastowa. Balmont świetnie zagrał piłkę w pole karne, a Nolan Roux pięknym strzałem głową pokonał Mandandę.
W tym samym czasie w Nantes „Kanarki” podejmowały Valenciennes. Gospodarze nie mieli większych problemów i pokonali drużynę byłego wiślaka Maora Meliskona 2:1. Mecz podobnie jak w przypadku poprzednika rozstrzygnął się dopiero w drugiej połowie. Pierwszą bramkę i właściwie pierwszą groźną sytuację zobaczyliśmy w 53. minucie spotkania. Meliskon zagrał dobrą piłkę do Jose Saeza, a pomocnik gości pięknym lobem pokonał Riou. Rozłoszczone Nantes od razu wzięło się za odrabianie strat. Po niespełna pięciu minutach gry do siatki Penneteau trafił Alejandro Bedoya. Skrzydłowy „Kanarków” złamał akcję do środka i pięknym strzałem w pełnym biegu doprowadził do remisu. 10 minut później Dordević wywalczył rzut karny dla gospodarzy. Sam poszkodowany podszedł do wykonania „jedenastki” i fatalnie przestrzelił. Dominacja FC Nantes była niezaprzeczalna. Kilka chwil później Bessat znalazł się sam na sam z Penneteau i tym razem górą był bramkarz Valenciennes. Drugi gol dla podopiecznych Michela Der Zakariana padł w 88. minucie meczu. Aristeguieta popisał się pięknym technicznym strzałem. Całkiem niezłe spotkanie rozegrał Maor Melikson. Wiele wskazuje na to, że Valenciennes nie utrzyma się w Ligue 1.











