Swoją szansę na zwiększenie przewagi nad resztą stawki w Ligue 1 wykorzystali piłkarze Lille, którzy w zaległym spotkaniu z Nancy wygrali 3:0. Ponownie zespół Rudiego Garcii udowodnił, że obecnie nie ma sobie równych.
Pierwsze 45 minut zdecydowanie należało do lidera Ligue 1. Szczególnie przez kwadrans Lille prowadziło grę w zastraszającym tempie, właściwie nieosiągalnym dla śmiertelników takich, jak zawodnicy Nancy. Wraz z przewagą przyszły i sytuacje, w których główne role spełniało jak zwykle fantastyczne trio: Gervinho – Hazard – Sow, dobrze wspierane przez dwóch środkowych pomocników Cabaye’a i Balmonta. Temu pierwszemu piłkę świetnie wystawił Hazard, lecz na drodze do bramki stanął Damien Gregorini. Prawdziwy ostrzał świątyni Nancy nastał w okolicach 20. minuty, gdy najpierw uderzenie Sowa, potem Hazarda wybronił z trudem golkiper, Gervinho zaś dobijając, nie trafił czysto w piłkę.

Później „Les Dogues” zwolnili trochę tempo gry najwyraźniej zmęczeni piorunującymi pierwszymi minutami. Wtedy to zatrudniony został ich bramkarz. Zawodnicy Nancy wymienili parę podań, jakby próbowali naśladować swoich rywali i w dogodnej sytuacji uderzał Youssouf Hadji, lecz Michael Landreau zachował się bez zarzutu. Najlepszą okazję do otwarcia wyniku mieli jednak gospodarze, którzy tuż przed przerwą wykonywali rzut karny, a dokładnie Yohann Cabaye po tym, jak Balmonta faulował Berenguer. Rezultat jednak nie uległ zmianie, bo ponownie w bramce świetnie interweniował Gregorini i do przerwy goli nie było.
Co się odwlecze, to nie uciecze, jak mówi przysłowie. Wystarczyło 240 sekund drugiej odsłony, a kibice zgromadzeni w Lille mogli cieszyć się z dwubramkowego prowadzenia swoich pupili. Najpierw kilka szybkich piłek wymienili między sobą Gervinho i Cabaye, a ten drugi posłał do wychodzącego kolegi prostopadłe podanie, wystarczyło jedynie przypilnować, aż lekki strzał, mijający ręce bramkarza, wtoczy się do bramki. Fani na stadionie nie zdążyli ochłonąć z radości po pierwszym trafieniu, a już musieli fetować następne. Tym razem w duecie z Gervinho zagrał Hazard, który otrzymał od reprezentanta WKS na szesnastym metrze futbolówkę. Podanie było trochę za plecy, lecz znakomicie wyszkolony Belg przyjął piłkę i strzałem w długi róg nie dał szans bramkarzowi gości. Trzeba przyznać, iż imponującą szybkością przy wyprowadzeniu kontry popisał się Gervinho.
Dwubramkowe prowadzenie wyraźnie uspokoiło zapędy „Les Dogues”, którzy chętnie oddali inicjatywę rywalom. Jednak podopieczni Pablo Correi nie potrafili zbytnio z tego skorzystać. Jedynym efektem było większe posiadanie piłki, gdyż świetnie zorganizowana obrona Lille nie pozwalała się przedrzeć we własne pole karne. Większe zaangażowanie w ataku spowodowało odsłonięcie swoich tyłów i zagrożenie kontratakami. Na efekty długo nie trzeba było czekać. W 61. minucie piękną długą piłkę za linię obrony otrzymał Sow i stanął oko w oko z Gregorinim. Bramkarz wygrał ten pojedynek, lecz ciągnący z odsieczą Gervinho doskoczył do wybronionej piłki i podwyższył wynik na 3:0.











