Dziś rozegrano osiem spotkań we francuskiej lidze. Nie grali tylko wczorajsi finaliści Pucharu Ligi, czyli Marsylia i Montpellier oraz ich rywale. W najważniejszych dla oblicza czoła tabeli meczach punkty pogubiły Lille i Paris Saint-Germain.
Wielkie emocje w Bretanii
Zgromadzeni na Stade Francis le Ble kibice oczekiwać dziś mogli bardzo dobrego widowiska. Do Brestu przyjechał zespół ze stolicy, który po dwóch zwycięstwach uwierzył w swoje możliwości. Jesienią w Paryżu padł wynik 3:1 dla gospodarzy po bardzo szybkim i otwartym spotkaniu. Nie gorzej było i dzisiaj. Lepiej rozpoczęli przyjezdni, którzy pierwsze 20 minut przewagi udokumentowali trafieniem Mathieu Bodmera. Bardzo mądrze podopieczni Antoine’a Kombouarego wykonali rzut wolny tuż zza pola karnego. Najpierw piłkę lekko wycofał Nene, ruszony zaś z tego powodu mur nie był w stanie zablokować precyzyjnego uderzenia po ziemi pomocnika PSG i było 1:0.

Gospodarze nie chcieli jednak być tłem dla rozpędzonych rywali i za wszelką cenę próbowali nie powtórzyć jesiennego rezultatu. Z dominacji przeciwnika otrząsnęli się dopiero po pół godzinie gry, dzięki golkiperowi PSG. Otóż Apoula Edel, który kilka chwil wcześniej zastąpił między słupkami kontuzjowanego Gregory’ego Coupeta, sfaulował wbiegającego w pole karne Toure. Rezerwowy bramkarz obronił „jedenastkę” Grougiego, lecz przy dobitce poszkodowanego skrzydłowego SB29 nie miał już szans.
Wydawało się, że remis utrzyma się do przerwy. Nic bardziej mylnego. W doliczonym czasie gry z szybką kontrą wyszli gospodarze. Na prawym skrzydle rozgrywający kolejny dobry mecz Nolan Roux wypuścił Larsena Toure, a ten z pierwszej piłki dośrodkował do niepilnowanego w polu karnym Grougiego i gol był już formalnością. Paryżanie na ten przykry cios próbowali natychmiast odpowiedzieć, lecz wyśmienitej sytuacji nie wykorzystał strzelec bramki. Bodmer, będąc w odległości kilkunastu metrów, uderzył z półwoleja nad bramką Steeve’a Elany.
Druga odsłona nie była prowadzona już w tak zawrotnym tempie. Widać było, iż piłkarzy obu zespołów dużo kosztowało premierowe 45 minut. Dopiero po godzinie gry przyjezdni zaczęli gościć pod bramką Elany. Najpierw mocnym strzałem popisał się Nene, choć wprost w bramkarza, a następnie faulowany w „szesnastce” był Hoarau, który otrzymał cios łokciem w krtań. Niestety, sędzia nie dostrzegł przewinienia i skończyło się na przerwie w grze. Po drugiej stronie boiska szalał Roux, dla którego nie było obrońcy nie do przejścia. Dobrze jednak przy dośrodkowaniach Francuza spisywał się Edel, rehabilitując się za popełniony w pierwszej połowie błąd.
Mecz zmierzał ku nieubłaganej klęsce PSG. Po dwóch zwycięstwach z rzędu piłkarze Kombouarego bliscy byli utraty kompletu punktów, co w aspekcie walki o Ligę Mistrzów było tragedią. Punkt zdołał jednak uratować Guillaume Hoarau. Na dwie minuty przed zakończeniem regulaminowego czasu gry z kontrą wyszli przyjezdni. Wydawało się, że cała akcja spali na panewce, gdy wprowadzony na boisko Bahebeck wygonił się z piłką na skrzydło. Młody gracz udowodnił jednak swoją klasę i potwierdził, że można w jego talencie pokładać wielką nadzieję. Z obrońcą na plecach zdołał się obrócić i dośrodkować wprost na głowę kolegi, który uderzył po dłuższym słupku, a właściwie wymusił na obrońcy samobójczą bramkę, strzeloną nietypowo, bo ręką. Remis nie zadowala żadnej z ekip, ale z dwojga złego zawsze to lepsze niż porażka. Tylko liczyć trzeba na wpadki innych zespołów












