Czwarta kolejka nad Sekwaną pokazała, iż rozgrywki w tym roku mogą być niezwykle pasjonujące i zarazem wielce efektowne. Forma rewelacyjnego Montpellier wciąż nie spada, pomimo porażki w Lyonie, a w hitowym pojedynku dwie zawodzące początkowo ekipy mistrza i wicemistrza Francji zaprezentowały wspaniałe widowisko. Oto 10 najważniejszych rzeczy, o których trzeba powiedzieć przy okazji 4. serii spotkań Ligue 1. Zapraszam!
Skuteczny Traore
Kto by się spodziewał, że najskuteczniejszym strzelcem po czterech kolejkach będzie niepozorny w poprzednich latach Alain Traore? Pomocnik Auxerre zdobywa gola za golem i o ile przed meczem z Ajaccio utrzymywał średnią bramki na mecz, to w sobotę postanowił popisać się dubletem, i to jakim. Jeden z jego goli wybraliśmy na trafienie kolejki. Oprócz umiejętności strzeleckich, burkiński piłkarz jest w stanie obsłużyć kolegów z drużyny dokładnymi podaniami. Innym plusem po stronie AJA jest na pewno dobra postawa Dariusza Dudki. Polak ponownie wyszedł w pierwszym składzie i podczas rozegranych 90 minut zaliczył piękną asystę przy golu Anthony’ego Le Talleca.
Bramkarze górą
Lloris bardzo przyczynił się do zwycięstwa OL (fot. skysports.com)
Choć Guillermo Ochoa z Ajaccio wpuścił w ten weekend aż cztery gole, to i tak zasługuje na wielki słowa uznania. Przy bramkach nie miał większych szans na interwencję, a wielokrotnie uratował swój zespół przed kompromitacją. To Meksykanin wychodził zwycięsko z każdego pojedynku jeden na jeden z Dennisem Oliechem, a było ich ze cztery. Podobna potyczka miał miejsce w Lyonie, gdzie golkiper gospodarzy, Hugo Lloris, zatrzymał największą gwiazdę Montpellier, Oliviera Girouda. Reprezentant Francji rozegrał fantastyczny mecz i dzięki niemu „Les Gones” wygrali spotkanie z liderem Ligue 1.
Chwała pokonanym?
Rzadko się zdarza, by ktokolwiek chwalił zespół pokonanych, a jednak. Rewelacyjne Montpellier nie utraciło we wspomnianym spotkaniu na Stade Gerland nic z dotychczasowego blasku. Podopieczni Rene Girarda grali koncertowo, po raz kolejny dając do zrozumienia, iż ligowych potęg się nie obawiają. Zabrakło im co najwyżej skuteczności albo gorszego bramkarza po stronie przeciwnej. Stracone bramki były przejawami geniuszu Miralema Pjanicia i trudno mieć większe pretensje do defensywy. „La Pallade”, pomimo porażki, wciąż przewodzą w tabeli i w następnych spotkaniach postarają się nie stracić tego wyróżnienia. Utrudnieniem w następnej rywalizacji, z Niceą po przerwie na mecze międzynarodowe, może być wykluczenie z powodu czerwonej kartki Younesa Belhandy, który jest głównym motorem napędowym ofensywy Montpellier.
Pierwsze dwa gole w obecnych rozgrywkach zainkasował król strzelców poprzedniego roku. Moussa Sow, bo oczywiście to o nim mowa, zdobył dwie kluczowe bramki w wielkim pojedynku mistrza i wicemistrza Francji. Dzięki Senegalczykowi „Les Dogues” mogli zrewanżować się rywalowi za dotkliwe dwie porażki z minionego roku. Jeszcze w lipcu oba zespoły spotkały się w marokańskim Tangerze, by walczyć o krajowy superpuchar. Do 85. minuty utrzymywał się wynik 3:1 dla Lille, lecz trzęsienie ziemi w końcówce przyniosło cztery bramki dla OM i tylko jedną dla mistrzów Francji. Nie lepiej było jesienią 2010 roku, gdy marsylczycy odrobili jednobramkową stratę z pierwszej połowy i wygrali 3:1. Tamto spotkanie udowodniło, że pomimo ładnej gry piłkarzom Rudiego Garcii brakuje doświadczenia i pewności siebie w walce z najlepszymi. Wczoraj zobaczyliśmy coś zupełnie innego. Fantastyczny prognostyk przed zbliżającą się wielkimi krokami Ligą Mistrzów.
Dobre i złe decyzje
Po wczorajszym hicie na Stade Lille Metropole warto także wspomnieć o innych postaciach niż zawodnicy Lille. Na plus trzeba określić postawę pana Clementa Turpina. Francuski arbiter na bardzo wysokim poziomie poprowadził tak ważny mecz, będąc pewnym w swoich decyzjach i nie ulegając w trudnych momentach presji piłkarzy. Za przykład może stać sytuacja, w której cały zespół Marsylii dopominał się karnego po faulu Florenta Balmonta na Andre Ayewie, lecz sędzia bez wahania wskazał na rzut wolny z 17. metra, w czym się nie pomylił. Znacznie gorzej z podejmowaniem decyzji radził sobie tego wieczoru szkoleniowiec gości. Didier Deschamps w bardzo trudnym momencie dla swojego zespołu zdjął najlepszego na boisku Mathieu Valbuenę, a wprowadził zawsze zawodzącego Gignaca. Niedługo później „Les Phoceens” stracili trzeciego gola, a w ich zespole zabrakło kogokolwiek kreatywnego, by zagrozić bramce Landreau.
Chodzące złoto Ligue 1
Javier Pastore, nadzieja nie tylko Paris Saint-Germain, ale także całej ligi na zwiększenie popularności rozgrywek, zagrał swój pierwszy pełny mecz w Ligue 1. Argentyńczyk, który kosztował paryżan aż 42 miliony euro, dołączył do zespołu tuż przed rozpoczęciem sezonu i musiał nadrobić braki treningowe. Już przed tygodniem, wchodząc z ławki rezerwowych pokazał, że ani wydane na niego pieniądze, ani oczekiwania fanów nie wywołują na nim większej presji. W niedzielne popołudnie to on poprowadził swój nowy klub do drugiego zwycięstwa z rzędu. Jego dwie asysty były dotknięciami nie z tej ziemi. Ważne również było to, że koledzy z drużyny wykazali się odpowiednią skutecznością. Przed PSG otwiera się sezon wielkich możliwości.
Gramy do końca
Aż w trzech spotkaniach kwestia zwycięstwa rozstrzygnęła się w ostatnich minutach meczu i w każdym z nich przegrana schodziła z boiska ekipa obejmująca prowadzenie. Determinację w tym przypadku wykazały wspomniane PSG (gole w 90. i 93. minucie), Lorient w pojedynku z Nancy (gol w 92. minucie) i Bordeaux w Valenciennes (również w 92. minucie), dla którego było to pierwsze zwycięstwo w sezonie. We Francji gra się zawsze do końca.
Stade du Hainaut zobaczył bramki
Pastore jest świetną reklamą Ligue 1 (fot. psg.fr)
Od sierpnia tego roku drużyna Valenciennes rozgrywa mecze u siebie na zupełnie nowym stadionie Hainaut. Mogący pomieścić ponad 25 tysięcy obiekt nie zasłużył sobie jednak na taką inaugurację jak przed dwoma tygodniami, gdy ani gospodarze, ani przyjezdni z Bretanii zawodnicy Brestu nie byli w stanie wpakować piłki do siatki. Pierwsza bramka padła dopiero w ostatnią sobotę, choć zdobyta została w sposób niedozwolony. Zgromadzona publiczność mogła cieszyć się, iż arbiter nie dostrzegł spalonego Mathieu Dosseviego, lecz na nic to się zdało w obliczu pierwszej porażki VFC na własnym boisku.
Niepokonani
We francuskiej ekstraklasie pozostały tylko dwie drużyny, które mogą pochwalić się zerem w kolumnie porażki. Są nimi Stade Brestois i Olympique Lyon. To ich łączy, ale dzieli aż 13 pozycji w tabeli. „Les Gones” oprócz dwóch remisów zanotowali także dwie wygrane i są gorsi o zaledwie punkcik od zasiadającego na szczycie Montpellier. Brest za to jest na tę chwilę specjalistą od remisów, bo każdy ich pojedynek zakończył się wynikiem nierozstrzygniętym, z czego aż dwa były bezbramkowe. W czerwcu najlepsi w tej statystyce okazali się zawodnicy Auxerre, którzy zremisowali aż 19 meczów. Czy Bretończycy będą próbowali pobić ten wyczyn?
Lyon odetchnął
Pomimo wygranej z Montpellier, sympatycy OL byli bardzo zaniepokojeni po sobotnich wydarzeniach. Po bardzo groźnie wyglądającej kontuzji stawu skokowego, Lisandro Lopez, lider i snajper Lyonu, został odwieziony do szpitala. Strach przed dłuższą absencją był tak wielki, że klub zdecydował się natychmiast po pierwszych badaniach wystosować odpowiedni komunikat. Okazało się, że noga Argentyńczyka nie jest złamana. Dziś „Les Gones” oznajmili, że zwichnięcie kostki będzie kosztowało piłkarza 10 dni w gipsie i cztery tygodnie rozbratu z piłką. Lyon odetchnął.
Na zakończenie podsumowania zapraszamy tradycyjnie do zapoznania się z najlepszą jedenastką, zawodnikiem i golem czwartej kolejki Ligue 1.
Gol kolejki: Alain Traore (AJ Auxerre) Kolega Dariusza Dudki zdominował wyróżnienia w obecnym podsumowaniu. Nie dość, że prezentuje bardzo dobrą formę na boisku, to potrafi również zachwycić kibiców swoimi bramkami. Oto wszystkie gole z tego meczu, naszą zaś uwagę przykuło uderzenie z rzutu wolnego Traore na 2:0 dla Auxerre. Przy okazji można także zobaczyć asystę Dudki przy golu na 4:1.
Cytat kolejki: Ścigaliśmy duchy przeszłości z Trophee des Champions [francuski superpuchar – przyp. red.] Rudi Garcia po meczu z Marsylią
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Czwarta kolejka nad Sekwaną pokazała, iż rozgrywki w tym roku mogą być niezwykle pasjonujące i zarazem wielce efektowne. Forma rewelacyjnego Montpellier wciąż nie spada, pomimo porażki w Lyonie, a w hitowym pojedynku dwie zawodzące początkowo ekipy mistrza i wicemistrza Francji zaprezentowały wspaniałe widowisko. Oto 10 najważniejszych rzeczy, o których trzeba powiedzieć przy okazji 4. serii spotkań Ligue 1. Zapraszam!
Skuteczny Traore
Kto by się spodziewał, że najskuteczniejszym strzelcem po czterech kolejkach będzie niepozorny w poprzednich latach Alain Traore? Pomocnik Auxerre zdobywa gola za golem i o ile przed meczem z Ajaccio utrzymywał średnią bramki na mecz, to w sobotę postanowił popisać się dubletem, i to jakim. Jeden z jego goli wybraliśmy na trafienie kolejki. Oprócz umiejętności strzeleckich, burkiński piłkarz jest w stanie obsłużyć kolegów z drużyny dokładnymi podaniami. Innym plusem po stronie AJA jest na pewno dobra postawa Dariusza Dudki. Polak ponownie wyszedł w pierwszym składzie i podczas rozegranych 90 minut zaliczył piękną asystę przy golu Anthony’ego Le Talleca.
Bramkarze górą
Lloris bardzo przyczynił się do zwycięstwa OL (fot. skysports.com)
Choć Guillermo Ochoa z Ajaccio wpuścił w ten weekend aż cztery gole, to i tak zasługuje na wielki słowa uznania. Przy bramkach nie miał większych szans na interwencję, a wielokrotnie uratował swój zespół przed kompromitacją. To Meksykanin wychodził zwycięsko z każdego pojedynku jeden na jeden z Dennisem Oliechem, a było ich ze cztery. Podobna potyczka miał miejsce w Lyonie, gdzie golkiper gospodarzy, Hugo Lloris, zatrzymał największą gwiazdę Montpellier, Oliviera Girouda. Reprezentant Francji rozegrał fantastyczny mecz i dzięki niemu „Les Gones” wygrali spotkanie z liderem Ligue 1.
Chwała pokonanym?
Rzadko się zdarza, by ktokolwiek chwalił zespół pokonanych, a jednak. Rewelacyjne Montpellier nie utraciło we wspomnianym spotkaniu na Stade Gerland nic z dotychczasowego blasku. Podopieczni Rene Girarda grali koncertowo, po raz kolejny dając do zrozumienia, iż ligowych potęg się nie obawiają. Zabrakło im co najwyżej skuteczności albo gorszego bramkarza po stronie przeciwnej. Stracone bramki były przejawami geniuszu Miralema Pjanicia i trudno mieć większe pretensje do defensywy. „La Pallade”, pomimo porażki, wciąż przewodzą w tabeli i w następnych spotkaniach postarają się nie stracić tego wyróżnienia. Utrudnieniem w następnej rywalizacji, z Niceą po przerwie na mecze międzynarodowe, może być wykluczenie z powodu czerwonej kartki Younesa Belhandy, który jest głównym motorem napędowym ofensywy Montpellier.
Sow przebudzony rewanżuje się Marsylii
Pierwsze dwa gole w obecnych rozgrywkach zainkasował król strzelców poprzedniego roku. Moussa Sow, bo oczywiście to o nim mowa, zdobył dwie kluczowe bramki w wielkim pojedynku mistrza i wicemistrza Francji. Dzięki Senegalczykowi „Les Dogues” mogli zrewanżować się rywalowi za dotkliwe dwie porażki z minionego roku. Jeszcze w lipcu oba zespoły spotkały się w marokańskim Tangerze, by walczyć o krajowy superpuchar. Do 85. minuty utrzymywał się wynik 3:1 dla Lille, lecz trzęsienie ziemi w końcówce przyniosło cztery bramki dla OM i tylko jedną dla mistrzów Francji. Nie lepiej było jesienią 2010 roku, gdy marsylczycy odrobili jednobramkową stratę z pierwszej połowy i wygrali 3:1. Tamto spotkanie udowodniło, że pomimo ładnej gry piłkarzom Rudiego Garcii brakuje doświadczenia i pewności siebie w walce z najlepszymi. Wczoraj zobaczyliśmy coś zupełnie innego. Fantastyczny prognostyk przed zbliżającą się wielkimi krokami Ligą Mistrzów.
Dobre i złe decyzje
Po wczorajszym hicie na Stade Lille Metropole warto także wspomnieć o innych postaciach niż zawodnicy Lille. Na plus trzeba określić postawę pana Clementa Turpina. Francuski arbiter na bardzo wysokim poziomie poprowadził tak ważny mecz, będąc pewnym w swoich decyzjach i nie ulegając w trudnych momentach presji piłkarzy. Za przykład może stać sytuacja, w której cały zespół Marsylii dopominał się karnego po faulu Florenta Balmonta na Andre Ayewie, lecz sędzia bez wahania wskazał na rzut wolny z 17. metra, w czym się nie pomylił. Znacznie gorzej z podejmowaniem decyzji radził sobie tego wieczoru szkoleniowiec gości. Didier Deschamps w bardzo trudnym momencie dla swojego zespołu zdjął najlepszego na boisku Mathieu Valbuenę, a wprowadził zawsze zawodzącego Gignaca. Niedługo później „Les Phoceens” stracili trzeciego gola, a w ich zespole zabrakło kogokolwiek kreatywnego, by zagrozić bramce Landreau.
Chodzące złoto Ligue 1
Javier Pastore, nadzieja nie tylko Paris Saint-Germain, ale także całej ligi na zwiększenie popularności rozgrywek, zagrał swój pierwszy pełny mecz w Ligue 1. Argentyńczyk, który kosztował paryżan aż 42 miliony euro, dołączył do zespołu tuż przed rozpoczęciem sezonu i musiał nadrobić braki treningowe. Już przed tygodniem, wchodząc z ławki rezerwowych pokazał, że ani wydane na niego pieniądze, ani oczekiwania fanów nie wywołują na nim większej presji. W niedzielne popołudnie to on poprowadził swój nowy klub do drugiego zwycięstwa z rzędu. Jego dwie asysty były dotknięciami nie z tej ziemi. Ważne również było to, że koledzy z drużyny wykazali się odpowiednią skutecznością. Przed PSG otwiera się sezon wielkich możliwości.
Gramy do końca
Aż w trzech spotkaniach kwestia zwycięstwa rozstrzygnęła się w ostatnich minutach meczu i w każdym z nich przegrana schodziła z boiska ekipa obejmująca prowadzenie. Determinację w tym przypadku wykazały wspomniane PSG (gole w 90. i 93. minucie), Lorient w pojedynku z Nancy (gol w 92. minucie) i Bordeaux w Valenciennes (również w 92. minucie), dla którego było to pierwsze zwycięstwo w sezonie. We Francji gra się zawsze do końca.
Stade du Hainaut zobaczył bramki
Pastore jest świetną reklamą Ligue 1 (fot. psg.fr)
Od sierpnia tego roku drużyna Valenciennes rozgrywa mecze u siebie na zupełnie nowym stadionie Hainaut. Mogący pomieścić ponad 25 tysięcy obiekt nie zasłużył sobie jednak na taką inaugurację jak przed dwoma tygodniami, gdy ani gospodarze, ani przyjezdni z Bretanii zawodnicy Brestu nie byli w stanie wpakować piłki do siatki. Pierwsza bramka padła dopiero w ostatnią sobotę, choć zdobyta została w sposób niedozwolony. Zgromadzona publiczność mogła cieszyć się, iż arbiter nie dostrzegł spalonego Mathieu Dosseviego, lecz na nic to się zdało w obliczu pierwszej porażki VFC na własnym boisku.
Niepokonani
We francuskiej ekstraklasie pozostały tylko dwie drużyny, które mogą pochwalić się zerem w kolumnie porażki. Są nimi Stade Brestois i Olympique Lyon. To ich łączy, ale dzieli aż 13 pozycji w tabeli. „Les Gones” oprócz dwóch remisów zanotowali także dwie wygrane i są gorsi o zaledwie punkcik od zasiadającego na szczycie Montpellier. Brest za to jest na tę chwilę specjalistą od remisów, bo każdy ich pojedynek zakończył się wynikiem nierozstrzygniętym, z czego aż dwa były bezbramkowe. W czerwcu najlepsi w tej statystyce okazali się zawodnicy Auxerre, którzy zremisowali aż 19 meczów. Czy Bretończycy będą próbowali pobić ten wyczyn?
Lyon odetchnął
Pomimo wygranej z Montpellier, sympatycy OL byli bardzo zaniepokojeni po sobotnich wydarzeniach. Po bardzo groźnie wyglądającej kontuzji stawu skokowego, Lisandro Lopez, lider i snajper Lyonu, został odwieziony do szpitala. Strach przed dłuższą absencją był tak wielki, że klub zdecydował się natychmiast po pierwszych badaniach wystosować odpowiedni komunikat. Okazało się, że noga Argentyńczyka nie jest złamana. Dziś „Les Gones” oznajmili, że zwichnięcie kostki będzie kosztowało piłkarza 10 dni w gipsie i cztery tygodnie rozbratu z piłką. Lyon odetchnął.
Na zakończenie podsumowania zapraszamy tradycyjnie do zapoznania się z najlepszą jedenastką, zawodnikiem i golem czwartej kolejki Ligue 1.
Gol kolejki: Alain Traore (AJ Auxerre) Kolega Dariusza Dudki zdominował wyróżnienia w obecnym podsumowaniu. Nie dość, że prezentuje bardzo dobrą formę na boisku, to potrafi również zachwycić kibiców swoimi bramkami. Oto wszystkie gole z tego meczu, naszą zaś uwagę przykuło uderzenie z rzutu wolnego Traore na 2:0 dla Auxerre. Przy okazji można także zobaczyć asystę Dudki przy golu na 4:1.
Cytat kolejki: Ścigaliśmy duchy przeszłości z Trophee des Champions [francuski superpuchar – przyp. red.] Rudi Garcia po meczu z Marsylią