Drużyny Rennais i Lille po remisach w swoich ostatnich, niedzielnych meczach straciły szansę na grę w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. W dolnej części tabeli w coraz trudniejszej sytuacji znajduje się FC Nantes. „Kanarkowi” nie potrafili utrzymać prowadzenia do końca spotkania, co może na koniec sezonu się na nich zemścić.
Lille OSC – OGC Nice 1:1 (0:1)
Przed tą kolejką Lille wciąż miało szanse na awans do europejskich pucharów, warunkiem koniecznym by nadal liczyć się w grze o Ligę Europejską (w przyszłym sezonie zastąpi ona Puchar UEFA), było zwycięstwo nad nie grająca już o nic Nice. Gospodarze od pierwszych minut rzucili się do ataku. Najbardziej aktywny z nich grający z nr. 8 Michel Bastos dwukrotnie próbował pokonać bramkarz gości, Ospine. Najpierw w 21. minucie ładnie przyjął piłkę na klatkę piersiową i uderzył niecelnie z półobrotu, a następnie dwie minuty później w zamieszaniu pod bramką nie potrafił trafić do siatki. W odpowiedzi na bramkę Lille uderzał z woleja prawy obrońca Nice Diakite. Kiedy wydawałosię , że Lille opanowuje sytuacje na boisku, w 34. minucie Anthony Modeste dostał piękne dwudziestometrowe prostopadłe podanie z głębi pola i nie dał szans w sytuacji sam na sam bramkarzowi Ludovicowi Butelle. W drugiej połowie podobnie jak w pierwszej od początku do ataku ruszyli piłkarze Lille. Już minutę po wznowieniu gry pięknym rajdem popisał się grający z „siódemką” na plecach Yohan Cabaye, jednak nie potrafił skopiować wyczynu Ireneusza Jelenia z soboty i nie trafił w światło bramki z bardzo ostrego kąta. W 54. minucie meczu trener gospodarzy wpuścił na boisko Ludovica Obraniaka, a ten odwdzięczył się mu już 16 minut później dośrodkowując na głowę Cabaye, który nie miał problemów z pokonaniem bramkarza gości. Do końca meczu atakowała drużyna Lille jednak OGC Nice mądrze się broniła i wyprowadzał groźne kontry, trafiając min. w słupek w 84. minucie po indywidualnej akcji Loic Remy. Remis ten praktycznie eliminuje z walki o puchary drużynę z północy Francji.
FC Nantes – Stade Rennais FC 1:1 (1:0)
Derby Bretanii na Stade De La Beaujoire Loui Fonteneau, mogły rozstrzygnąć o tym, czy „Kanarki” z Nantes pozostaną na kolejny sezon w Ligue 1. Wielu francuskich dziennikarzy uważa, że Nantes jak nikt inny w tym sezonie zasłużyła na spadek. Poza kiepską dyspozycją piłkarzy, bałagan organizacyjny w klubie Waldemara Kmity powoduje, że piłkarze i trenerzy nie zawsze mogą się skupić na swojej pracy. W odróżnieniu od rywala zza miedzy Rennais, które walczyło jeszcze o europejski puchary. Mecz rozpoczął się pod dyktando piłkarzy gości, którzy zdominowali gospodarzy technicznie i fizycznie. Co chwila pod bramką Jerome Alonzo było groźnie. Gospodarze starali się kontrować, ale ich strzały były albo za lekkie, albo niecelne. Właśnie po jednej z takich kontr piłkarze Nantes wyszli na prowadzenie. Mamadou Bagayoko dostał długie podanie z linii obrony i po dużym błędzie stopera przyjezdnych Szweda Pettera Hanssona umieścił piłkę w siatce.
Po zmianie stron gra się wyrównała, a walka toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Dramatyczna za to była końcówka spotkania. Najpierw kontuzji doznał przebywający na boisku zaledwie minutę Ricardo Faty, przez co Nantes kończyło mecz w dziesiątkę, ponieważ trener wykorzystał już limit zmian, a chwilę później wyrównującą bramkę zdobył prawy pomocnik gości Moussa Sow. Po stracie bramki Nantes starało się atakować jednak nic z tych starań nie wynikło. Mecz zakończył się remisem, a Nantes jest na najlepszej drodze do Ligue 2.










