Na zakończenie 10. kolejki Ligue 1 Paris Saint-Germain pokonało w klasyku drużynę Olympique’u Marsylia 4:2! W pozostałych dzisiejszych meczach również nie zabrakło bramek. Nancy zremisowało z Sochaux 1:1, natomiast beniaminek z Grenoble ograł drużynę „Zielonych” 0:2.
AS Saint-Etienne – Grenoble Foot 38 0:2
Ten mecz rozpoczął się lepiej dla drużyny Grenoble, która już w trzeciej minucie udowodniła, że nie przyjechała na Stade Geoffroy Guichard wyłącznie się bronić. Daniel Moreira wykorzystał fatalny błąd obrońcy Saint-Etienne Yohana Benalouane i bez najmniejszych problemów pokonał Vivianiego. Wydawało się, że dzięki tej bramce to Grenoble będzie nadal atakowało. Lecz tak się nie stało. Gospodarze nie zamierzali składać broni i ruszyli do odrabiania strat. W 15. minucie strzał z daleka oddał Blaise Matuidi, jednak Francuz nie zdołał pokonać Wimbee. Następne minuty to była walka obu drużyn w środku pola, lecz żadnych klarownych sytuacji nie było. W 27. minucie swoje umiejętności strzeleckie wypróbował Paulo Ricardo Machado, ale jego strzał nie zmusił nawet do interwencji Wimbee. Przed przerwą „Zieloni” mieli jeszcze dwie okazje do zdobycia gola, ale ani Machado, ani Dimitri Payet nie wykorzystali ich. Na drugą połowę Saint-Etienne wyszło już w innym składzie. Trener Laurent Roussey zdecydował się wprowadzić na plac gry Dernisa i Gigliottiego. Ci zawodnicy od razu ożywili grę. Początek drugiej połowy to całkowita dominacja Saint-Etienne. W 50. minucie swojej niezłej okazji nie wykorzystał Bafetimbi Gomis, a cztery minuty później zawiódł wprowadzony po przerwie Gigliotti. Po tej okazji gospodarze opadli troszkę z sił. Nie stwarzali sobie nowych okazji, natomiast Grenoble powoli opanowali sytuację na boisku. W 82. minucie niespodziewanie Grenoble zadało decydujący cios w tym meczu. Z rzutu rożnego dośrodkował Laurent Battles, a do główki wyskoczył Franck Dja DjeDje i ustalił wynik tego meczu. Dzięki temu zwycięstwu Grenoble przenosi się na szóste miejsce w tabeli.
AS Nancy Lorraine – FC Sochaux 1:1
Dla Nancy ten mecz był ważny, ponieważ w najbliższym czasie będzie musiałoi pokonać Lecha Poznań w Pucharze UEFA. Dlatego to był sprawdzian formy Nancy, które ostatnio była słaba. W 18. minucie meczu to Sochaux objęło prowadzenie, dzięki bramce Stephane Dalmata. Nancy próbowało odrabiać straty, lecz w pierwszej połowie bezskutecznie. W drugiej części gry drużyna Nancy stworzyła sobie kilka niezłych okazji do wyrównania. W 54. minucie Macalusco, a w 60. minucie Fortune, zawiedli swojego trenera. Ale w 74. minucie Teddy Richert musiał skapitulować. Akcja bramkowa rozpoczęła się od Pascala Berenguera, który dograł do Chrisa Malongi, a ten wyłożył piłkę Fortune, który dopełnił formalności. Pod koniec meczu zwycięstwo mogła odnieść drużyna gości, lecz swoich okazji nie wykorzystał młody Geoffrey Tulasne. Mecz stał na niezłym poziomie, ale mimo przewagi Nancy zakończył się podziałem punktów.
Olympique Marsylia – Paris Saint-Germain 2:4
Na ten klasyk czekali wszyscy we Francji. Na Stade Velodrome zebrało się blisko 60 tysięcy widzów i każdy liczył na znakomite widowisko. Początek meczu należał do PSG. Goście wygrywali więcej piłek w środku pola i starali się dobrze i mądrze rozgrywać piłkę. W 10. minucie Jerome Rothen perfekcyjnie dośrodkował w pole karne z rzutu rożnego, do piłki wyskoczył Guillaume Hoarau i mimo że był kryty przez dwóch obrońców Marsylii (Cana i Hillton), to zdobył gola przecudnej urody. Piłka po tym strzale z głowy odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do siatki obok bezradnego Mandandy. W 18. minucie PSG miało sytuację na podwyższenie wyniku, lecz Stephane Sessegnon nie strzelił wystarczająco precyzyjnie, aby pokonać Mandandę. Trzy minuty później był już remis. Wydawało się, że niegroźne dośrodkowanie przetnie wychodzący z bramki Mickael Landreau, ale Francuza uprzedził kolega z drużyny Gregory Bourillon, który niefortunnie przedłużył głową piłkę , do której dopadł zupełnie niekryty Mamadou Niang i bez najmniejszych problemów strzelił do pustej bramki. Ta bramka obciąża konto Bourillona, bo niepotrzebnie przedłużał głową piłkę, którą mógł przechwycić Landreau. Ten gol zdecydowanie odmienił Marsylię. Drużyna Erica Geretsa przejęła inicjatywę i szukała drugiego gola. Jej akcje kończyły się jednak przed polem karnym PSG, ponieważ grała bardzo niecelnie, a do tego goście grali wysoko pressingiem. W 45. minucie przeważająca Marsylia zdobyła drugą bramkę. Przed szesnastką uderzył piłkę rozpędzony Bakari Kone, którego strzał zdołał jeszcze odbić Landreau, ale do dobitki doszedł Mathieu Valbuena i blisko 60 tysięcy ludzi oszalało z radości. Ale po przerwie drużyna Erica Geretsa powróciła do gry z początku pierwszej połowy. To paryżanie przejęli inicjatywę i od razu szukali gola na remis. W 46. minucie Guillaume Hoarau brutalnie sfaulował Hilltona, za co obejrzał od sędziego Laurenta Dumahela żółty kartonik. Kilka minut po tym zdarzeniu Hillton musiał opuścić na chwilę boisko z powodu bardzo dużego bólu, który towarzyszył mu od starcia z Hoarau. W tym czasie gdy był poza linią boiska, Paris Saint-Germain zdobyło wyrównującą bramkę. Sessegnon ładnie zagrał do Pancratego, ten ładnie zauważył Luyindulę, który świetnie ograł dwóch obrońców i podciął piłkę nad wychodzącym z bramki Mandandzie. Była to równie piękna bramka, albo jeszcze piękniejsza od bramki Hoarau z pierwszej połowy. Marsylia mimo straconej bramki nie zrezygnowała z ataków na bramkę Landreau. W 70. minucie Bakari Kone zagrał do Benoita Cheyrou, który uderzył z pierwszej piłki na bramkę gości, ale zabrakło mu naprawdę niewiele, ponieważ piłka zatrzymała się na poprzeczce. W 77. minucie Jerome Rothen udowodnił swoją prawdziwą klasę. PSG zyskało rzut wolny z ponad trzydziestu metrów, do którego podszedł lewy pomocnik i spróbował swoich sił. Chciał bardzo ostro dośrodkować, a wyszedł z tego strzał. Szukał w polu karnym Hoarau, ale ten nie trafił w piłkę, myląc przy okazji Mandandę, który fatalnie interweniował i puścił trzeciego gola. W 83. minucie Marsylia się pogrążyła, tracąc czwartą bramkę. Świetnie popędził Peguy Luyindula, był już w polu karnym, po czym wystawił piłkę do wbiegającego Hoarau, a ten dobił piłkę do pustej bramki. Dzięki tej bramce Guillaume Hoarau ustalił wynik meczu i zrównał się golami z Karimem Benzemą. To spotkanie mimo wyniku było naprawdę piękne. Dużo bardzo dobrych akcji, a co najważniejsze, dużo ładnych bramek. Mimo porażki Marsylii, kibice na Stade Velodrome oglądali naprawdę wyśmienite zawody. To pokazało także jedną rzecz o Paris Saint-Germain. Gdy grają w pełnym składzie, mogą wygrać z każdym. Oby było więcej takich spotkań. Już w listopadzie odbędzie się inny szlagier Ligue 1, pomiędzy Girondins Bordeaux a Olympique Lyonem.










