Sobota w Ligue 1 przyniosła sporo zaskakujących rezultatów. Niewątpliwie należy do nich zaliczyć zaledwie remis walczącego o mistrzostwo Francji Girondins Bordeaux oraz porażkę wciąż marzącego o udziale w europejskich pucharach zespołu Lille. Znaczący wkład w ustalenie się tego ostatniego wyniku miał Ireneusz Jeleń.
Zdecydowanym faworytem starcia w Auxerre byli goście. Większość argumentów przemawiała na ich korzyść. Piłkarze Lille wygrali cztery z pięciu ostatnich potyczek. O takiej serii gospodarze mogli jedynie pomarzyć. Oni w ostatniej kolejce zwyciężyli pierwszy raz od 15 listopada. Ich kibice mieli nadzieję, że to przełamanie okaże się zwiastunem lepszej gry. I nie pomylili się. Od samego początku to ich pupile prezentowali się lepiej i to oni jako pierwsi wyszli na prowadzenie. Skutecznym strzałem popisał się polski napastnik Ireneusz Jeleń, dla którego była to bramka zdobyta w drugim kolejnym meczu, a piąta od początku sezonu. Zanim zawodnicy z Lille otrząsnęli się z szoku po utracie gola, przegrywali już 0:2. Zaledwie 240 sekund potrzebował zespół Auxerre, by ponownie pokonać Malicky’ego, a na liście strzelców znalazło się nazwisko Kamela Chafniego. Do końca pierwszej połowy rezultat się nie zmienił. Po przerwie goście starali się odrabiać straty. Wierzyli, że powtórzy się historia z zeszłotygodniowego pojedynku z Sochaux i uda im się odrobić dwubramkową stratę. Tak się jednak nie stało. Lille przegrał w Auxerre 0:2 i wizja jego gry w przyszłorocznej edycji europejskich pucharów znacznie się oddaliła. Zwycięstwo pozwoliło gospodarzom na zachowanie bezpiecznej odległości od strefy spadkowej i stawia ich w pozycji faworyta przed pojedynkiem z Le Havre w następnej kolejce.
O wiele więcej po zawodnikach z Bordeaux spodziewali się zarówno fani, jak i ich trener, Laurent Blanc. „Żyrondyści” najwyraźniej wpadli w jakiś kryzys. Zespół, który jako pierwszy od ośmiu lat miał zdetronizować Olympique Lyon, nie wygrał trzeciego kolejnego meczu. Po remisie z Lille i przegranej z Olympique’iem Marsylia podopieczni byłego mistrza świata nie potrafili pokonać słabiutkiego Grenoble. Pierwsza połowa nie była najlepsza w wykonaniu obu drużyn. Oba zespoły nie potrafiły dojść do czystej sytuacji strzeleckiej. Lepiej spisywali się gospodarze, ale brakowało im piłkarskiego szczęścia. Po przerwie trybuny w Bordeaux w napięciu czekały na gola dla „Żyrondystów”. Nie było końca ich radości, gdy po kwadransie drugiej połowy skapitulował Gregory Wimbee, a w objęciach kolegów z zespołu utonął Marouane Chamach. Jednak radość gospodarzy trwała zaledwie 15 minut, bo po takim czasie do wyrównania doprowadził Cesar. Pomimo usilnych prób miejscowych, wynik nie uległ już zmianie. Strata dwóch punktów może spowodować, że liderujący Lyon znowu powiększy swoją przewagę nad drugimi w tabeli podopiecznymi Laurenta Blanca, co sprawi, że wizja detronizacji może w ostatecznym rozrachunku zostać odłożona co najmniej o rok.
O miejscu premiującym grą w pucharach mogą powoli zapominać gracze Stade Rennais. Podopieczni Guya Lacombe’a chyba już są zmęczeni grą na najwyższych obrotach i ponownie zawiedli. Tym razem nie potrafili pokonać przeciwnika Lecha Poznań w rywalizacji grupowej Pucharu UEFA, AS Nancy. Po pierwszej bezbramkowej połowie wynik otworzyli goście za sprawą Hadjiego. Na minutę przed końcem wyrównał Briand, ale zaledwie remis to zdecydowanie za mało, by na koniec sezonu liczyć na dobre miejsce. Piłkarze Stade Rennais powoli odpadają z rywalizacji o mistrzostwo, ale i tak należą im się słowa uznania za to, jak prezentowali się dotychczas.










