Wczorajszy remis Marsylii dał szansę piłkarzom Bordeaux na to, aby ci mogli się poważnie do nich zbliżyć. Dziś podopieczni Laurenta Blanca pokonali na własnym boisku Sochaux 3:0 i dzięki temu zrównali się punktami z Marsylią.
Dziś na boiskach Francji doszło do aż dwóch niespodzianek. Nantes na własnym boisku nie zdołało pokonać spadkowiczów z Hawru, natomiast PSG nie poradziło sobie na Parc de Princes z Rennes.
Nantes – Havre
Popularne „Kanarki” jeszcze niedawno nie były zagrożone spadkiem z ligi. Jednak jeśli nie wygrywa się spotkań, to nie można myśleć, że utrzymanie samo przyjdzie. Dziś podopieczni Elie Baupa nie potrafili pokonać drużyny z Hawru. Mecz zaczął się jednak dla nich całkiem nieźle. W 24. minucie objęli prowadzenie za sprawą Christiana Bekamengi. Kontrolowali grę i mało kto się spodziewał, że ten mecz po prostu przegrają. Jeszcze przed przerwą gola kontaktowego zdobył Mamadou Diallo, który w ostatnim czasie coraz częściej występuje w podstawowej jedenastce. Dla 27-letniego zawodnika było to pierwsze trafienie w tym sezonie w lidze. Ten gol pomógł gościom, którzy po przerwie coraz częściej zagrażali bramce rywali. Niezłe okazje mieli Diallo i Dieuze, ale nie potrafili oni pokonać doświadczonego golkipera Nantes, Jerome’a Alonzo. W 61. minucie już się jednak udało. Pierwszego gola w tym sezonie zdobył środkowy obrońca beniaminka, Florian Marange. Ta bramka ustawiła pozostałe minuty. Goście grali mądrze i nie dopuszczali do groźnych okazji. Ta kolejna już porażka sprawiła, że Nantes spadło na osiemnastą pozycję w tabeli. Jak tak dalej pójdzie, to „Kanarki wylądują w drugiej lidze, natomiast Elie Baup pożegna się z posadą trenera tej drużyny.
PSG – Rennes
Ostatnie spotkania PSG potwierdzają tezę dziennikarzy francuskich, którzy mówią, że drużyna ze stolicy ma za krótką ławkę na to, aby zdobyć mistrzostwo i walczyć na kilku frontach. Paryżanie odpadli w ostatnim czasie z ćwierćfinału Pucharu UEFA, z Pucharu ligi i widać było, że oddychają już rękawami. Dziś nie zdołali zdobyć nawet punktu w meczu z Rennes. Patrząc jednak na ilość sytuacji w tym meczu, to paryżanie byli zdecydowanie bliżsi zwycięstwa niż Rennes. Bardzo aktywni byli: Peguy Luyindula i Stephane Sessegnon. Obaj chcieli udowodnić, że wracają do formy, ale byli bardzo nieskuteczni. Sessegnon oddał cztery strzały na bramkę Rennes, ale żadne z tych uderzeń nie było celne. Luyindula uderzał piłkę sześciokrotnie, z czego dwa celnie, ale również nie potrafił znaleźć sposobu na dobrze grającego w tym meczu bramkarza gości Nicolasa Doucheza. Co jeszcze ciekawsze, Rennes grało bardzo asekuracyjnie, a to jednak oni wygrali to spotkanie. Jedyną bramkę w tym meczu zdobył Jerome Leroy, który w przeszłości był zawodnikiem PSG. Ten mecz potwierdził, że nie ważne, kto ile się utrzymuje przy piłce, i nie ważne też jest to, kto ile ma sytuacji strzeleckich. Trzeba po prostu strzelić więcej goli niż przeciwnik – tą zasadą posłużyli się zawodnicy z Bretanii, którzy mają jeszcze iluzoryczne szanse na europejskie puchary.
Bordeaux – Sochaux










