Wisła Kraków nie wykorzystała siódmej szansy na awans do fazy grupowej Champions League. Wiślacy w beznadziejnym stylu przegrali 1:3 z APOEL-em Nikozja.

W pierwszym meczu na stadionie przy ul. Reymonta Wisła Kraków odniosła bezcenne zwycięstwo i przekroczyła, o duży palec u nogi, bramy raju – piłkarskiej Ligi Mistrzów. Patryk Małecki w końcu błysnął w bardzo ważnym spotkaniu i to za jego sprawą wiślacy polecieli na Cypr z wielkimi nadziejami i świadomością, że nigdy nie byli tak blisko celu. Znów go nie osiągnęli.
Faworyt tego meczu był tylko jeden – APOEL Nikozja. Wiedzą to także nikozyjczycy, którzy wykupili wszystkie bilety na to spotkanie. Cypryjczycy w Krakowie zaprezentowali się dobrze i, przyznajmy szczerze, nie zasłużyli na porażkę. Na szczęście sport jest nieprzewidywalny i nie zawsze wygrywa lepszy. Krakowianie na Cypr udali się w najsilniejszym składzie, także z Holendrem Michaelem Lameyem, który opuścił pierwszą rywalizację z powodu urazu. Do składu powrócił również Cezary Wilk. W poniedziałek wieczorem do mediów przeciekła informacja o kontuzji najważniejszego gracza Wisły – Maora Meliksona. Niedyspozycja Izraelczyka okazała się jednak typową, przed ważnymi meczami, zasłoną dymną i 25-letni pomocnik wybiegł na murawę od pierwszych minut, które należały do gospodarzy.
Niesieni dopingiem pełnego stadionu gracze APOEL-u bez animuszu zaatakowali mistrza polski. Wiślacy nie pozostali dłużni rywalowi i od początku polowali na kości przeciwnika, który próbował wpływać na decyzje arbitra. Szarpana gra z obu stron nie pozwalała na stworzenie dogodnej sytuacji do strzelenia bramki. Pierwszy, pełen nerwów kwadrans upłynął bardzo powoli na wielokrotnym zerkaniu na zegar meczowy. Jeszcze tylko 75 minut…
W 18 minucie pierwszy raz wykazał się Sergiej Pareiko. Macedończyk Trickowski uderzył z półwoleja z narożnika pola karnego, na krótki słupek strzeżony przez bramkarza Wisły. W kolejnych minutach przewaga APOEL-u nie malała. Defensywa Wisły cofała się zbyt daleko pod swoje pole karne, co nie pozwalało na pressing i dokładne rozegranie piłki. Niefrasobliwość Wisły mogła kosztować utratę gola w 25. minucie. Cypryjczycy wymienili trzy szybkie podania przed polem karnym i znaleźli się w odległości dziesięciu metrów od bramki, lecz strzał Ailtona zablokowali obrońcy „Białej Gwiazdy”. W 29. minucie Wisła otrzymała to, czego chciała. Dośrodkowanie Manduci z rzutu rożnego na krótki słupek, przy którym stał Małecki. Piłka odbiła się od słupka i głowy Polaka oraz przekroczyła całym obwodem linię bramkową. Gol w pełni zasłużony, jeszcze bardziej napędzający APOEL do lepszej gry i całkowitej dominacji wydarzeń na boisku. Wisła po kilkunastu minutach wyglądała jakby miała wyzionąć ducha. Za to APOEL z każdą akcją prezentował się świeżej. Manduca, Bonawentura, Ailton i Marcinho będą się śnić po nocach blokowi defensywnemu polskiej drużyny.










