Ledwo skończyły się we Francji emocje 7. serii spotkań, a już kolejne mecze w kontekście walki o prymat nad Sekwaną staną się zaraz faktem. Hitem dzisiejszych i jutrzejszych pojedynków jest zapewne przyjazd rozpędzonego klubu ze stolicy do rewelacyjnego, jak co roku, Montpellier.
Czołówka francuskiej ekstraklasy od samego początku rozgrywek ściśnięta jest jak sardynki w konserwie. Bo do czego innego porównać sytuację, w której od lidera z Langwedocji z 16 punktami tylko dwa oczka mniej mają następne cztery zespoły (m.in. PSG), a z miejsc szóstego i siódmego wciąż tylko cztery? W ciągu ostatnich dwóch kolejek fotel lidera znajdował nowego właściciela, gdyż nikt z rywalizujących nie był w stanie pokusić się o stabilność w pomnażaniu zdobyczy punktowej.

Tak oto w tabeli przoduje Montpellier, które rok w rok od momentu powrotu do Ligue 1 pełni rolę rewelacji rozgrywek z mniejszym lub większym efektem. W sezonie 2009/2010 zrobiło furorę, gdy jako beniaminek zakwalifikowało się z ostatniego miejsca do europejskich pucharów, a mogło być jeszcze lepiej. Co prawda zagraniczna przygoda nie wyszła francuskiemu wizerunkowi na dobre, gdyż skończyła się węgierskim upokorzeniem. W lidze zaś długa gonitwa czołowej piątki ostatecznie znalazła swój finał w drugiej części tabeli.
W tym roku może być jednak zdecydowanie inaczej i jasno wskazują na to dotychczasowe rezultaty. Szkoleniowiec „La Pallade”, bo taki przydomek, pochodzący od dzielnicy Montpellier, noszą piłkarze z Langwedocji, jasno deklarował, iż finanse klubowe nie pozwalają na walkę o najwyższe cele. Jednak rzeczywistośćnie raz jest przewrotna i obecnie tak się dzieje. Jego zawodnicy już od paru kolejek są faworytami, nawet w starciach z silniejszymi kadrowo rywalami.
Niewiele to od biega również od dzisiejszej sytuacji. W Montpellier zagoszczą rozpędzeni paryżanie, którzy we wszystkich rozgrywkach przegrali tylko raz, na inaugurację tego sezonu z Lorient, a po komplet punktów sięgnęli siedem spośród dziesięciu okazji. U dzisiejszych gospodarzy nie wygrali oni ani razu od 1999 roku, lecz z drugiej strony, od tamtego czasu przegrali tylko raz. Jednak nic innego jak trzy punkty nie usatysfakcjonują paryskich piłkarzy, kibiców, a przede wszystkim włodarzy. – To będzie trudny pojedynek – stwierdził Kevin Gameiro. – Postawi nam się bardzo silna ekipa Montpellier. Jednak jeśli będziemy w stanie utrzymać chart ducha, który już pokazaliśmy, to będziemy w stanie tam czegoś dokonać – dodał były napastnik Lorient.
Nie ma sensu po raz kolejny wspominać o gigantycznych inwestycjach, jakie dokonali tego lata w stolicy Francji katarscy właściciele, ale trzeba powiedzieć, że sytuacja ekonomiczna i kadrowa w obu ekipach to niebo a ziemia. Zabójczy kwartet ofensywny PSG, czyli Nene – Pastore – Menez i na szpicy Gameiro zdobył dziewięć z jedenastu dotychczasowych bramek w lidze (w LE – wynik trzy z pięciu) i mimo wciąż braku stabilności na przestrzeni pełnych 90 minut, to ta czwórka jest bez większych problemów w stanie rozgryźć każdą defensywę. Większe zmartwienia trener Antoine Kombouare ma na tyłach. Przed fantastycznie spisującym się golkiperem Salvatorem Sirigu brakuje piłkarzy spełniających podobny standard. Dopiero w połowie października spodziewany jest powrót rewelacyjnego w zeszłym roku Mamadou Sakho, z powodu czerwonej kartki zawieszony jest Christophe Jallet (prawy obrońca lub skrzydłowy), a również występ innego środkowego defensora, Milana Bisevacia, stoi z powodu kontuzji pachwiny pod znakiem zapytania. Ponownie zatem tę strefę boiska powierzy się duetowi Lugano – Armand, który jednak w potyczce z beniaminkiem z Evian dał się ogrywać nieraz jak dzieci. Warto powiedzieć, że okazję na debiut dziś będzie miał sprowadzony również latem defensywny pomocnik, Mohamed Sissoko.












