Każdy z nas w swoim życiu marzy o wspaniałym prezencie, gdy zbliżają się nasze urodziny. Piłkarze często sami chcą sprawić sobie podarunek w postaci wygranego meczu lub strzelenia bramki. Dado Prso 11 lat temu nie spodziewał się chyba, że może dać sobie tyle radości w dniu swoich urodzin.5. listopada 1974 roku – to dzień w którym na świat przyszedł Dado Prso w mieście Zadar w byłej Jugosławii. Dzisiaj Chorwat obchodzi swoje 40. urodziny, ale w jakikolwiek sposób by ich nie świętował, to i tak najbardziej w pamięci pozostanie mu 29. jubileusz, który miał miejsce w 2003 roku. Wtedy to rosły napastnik rozgrywał sezon życia w barwach AS Monaco, które występowało w Champions League. Właśnie jesienią 2003 roku, dokładnie 5. listopada, drużyna z księstwa podejmowała w ramach rozgrywek Ligi Mistrzów ekipę Deportivo La Coruna i… zacznijmy może od początku.
Dado Prso nie wydawał się być wielkim talentem. Przynajmniej dla chorwackich trenerów. Po nieudanej przygodzie w drużynie Hajduka Split, pałętał się gdzieś w drugiej lidze swojego kraju i dorabiał sobie jako mechanik samochodowy. Nie było to jednak spełnieniem marzeń wyrośniętego i mocno zbudowanego nastolatka, który zdecydował się wyjechać do Francji, aby w tamtejszych zespołach amatorskich pokazać się skautom lepszych zespołów. Po grze w amatorskich klubach z Rouen i Saint Raphael, Prso trafił, ni stąd ni zowąd, do AS Monaco. Nie miał tam większych szans przebicia, bo rywalizacja z Henry czy Trezeguet była zbyt trudna. Gdy wydawało się już, że chorwacki piłkarz będzie musiał się pożegnać z południem Francji, do klubu przyszedł młody trener z wielką wiedzą, Didier Deschamps. Były reprezentant Francji, mistrz świata i Europy zaryzykował i postawił na rosłego napastnika w sezonie 2002/2003. Prso nie czekał zbyt długo, żeby zacząć odwdzięczać się trenerowi i stał się czołową postacią zespołu.
Jednakże dopiero sezon 2003/2004 okazał się dla 29-letniego wtedy zawodnika najlepszym okresem w życiu. Chorwat wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce Monaco i brylował w Lidze Mistrzów. Mający bardzo dobre warunki fizyczne napastnik, przyczynił się do wielkiego sukcesu francuskiego zespołu, który dotarł aż do finału LM. W całej edycji Champions League piłkarz Monaco zdobył siedem goli. Jednak to spotkanie z Deportivo La Coruna zostanie najbardziej zapamiętane przez samego zawodnika i kibiców.
Była 4. kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów sezonu 2003/2004. AS Monaco podejmował na własnym stadionie Deportivo La Coruna. W składzie francuskiego zespołu wybieg na boisko jubilat tego dnia, Dado Prso, który obchodził 29. urodziny. Chorwat pragnął sam dać sobie prezent w postaci bramki i zwycięstwa swojej drużyny, które znacznie przybliżyłoby Monaco do awansu do strefy pucharowej. Pamiętacie jakim wynikiem zakończył się tamten mecz? 8:3 dla gospodarzy! Nie, tam nie grano w hokeja, a tylko w piłkę nożną i to na najwyższym światowym poziomie. A Dado Prso nie dał sobie jednego prezentu, ale aż cztery. Chorwat czterokrotnie wpisał się na listę strzelców w meczu Champions League w dniu swoich urodzin. Nie sądzicie, że to nawet lepszy prezent, niż mógł sobie wymarzyć?











