Leicester City zaczął sezon Premier League od trzech porażek i remisów. Mistrz Anglii z sezonu 2015/2016 nie przekonuje swoją grą, w czym nie pomaga brak jakichkolwiek wzmocnień. Zespół prowadzony przez Brendana Rodgersa po dobrych rozgrywkach 2019/2020 i 2020/2021 zanotował słabszy sezon 2021/2022, a teraz zanosi się na jeszcze gorszą kampanię. Czy „Lisy” zaliczą najsłabszy sezon od lat? Czy Brendan Rodgers ostanie się na stanowisku do końca?
Na King Power Stadium na pewno nie panuje dobra atmosfera. Choć to dopiero cztery kolejki sezonu, „Lisy” mogą już czuć presję. Leicester nie punktuje, a niewiele wskazuje, aby ten stan rzeczy miał w najbliższym czasie ulec zmianie. „Lisy” wyjątkowo łatwo ulegają swoim przeciwnikom. Czy trzeba już bić na alarm?
Nieskuteczność i słaba gra w obronie
Drużyna Brendana Rodgersa utrzymuje się długo przy piłce i konstruuje sobie sytuacje, ale jest bardzo nieskuteczna. Rywale sami oddają im futbolówkę i czekają na kontrataki, ewentualnie wykorzystują bardzo proste środki, co niestety na ogół kończy się źle. Zobaczmy, jak to wyglądało w poszczególnych meczach.
Zaczniemy więc od spotkania z Brentfordem. Jedynego, w którym Leicester City zdobył punkt. Drużyna prowadzona przez irlandzkiego szkoleniowca dochodziła do sytuacji, ale nie umiała wielu z nich wykorzystać. Ostatecznie zdobyła dwie bramki, ale to nie wystarczyło. Brentford też zdobył dwa gole i podciągnął się z wyniku 0:2. Jednak obu bramkom można było zapobiec.
Przy pierwszym golu można winić bocznego obrońcę drużyny z King Power Stadium, który powinien był doskoczyć do dośrodkowującego piłkarza, zamiast niego doskakiwał Tielemans, ale on był dalej i nie zdążył zablokować rywala. Potem błąd popełnił Amartey, który źle pokrył przeciwnika i pozwolił mu na przyjęcie piłki i oddanie strzału. Tutaj więc raczej nie mamy doczynienia z błędem całej linii obrony, tylko pojedynczych zawodników.
Jednak przy drugim golu mamy już pełne prawo doczepić się do zbytniej bierności obrońców i pomocników Leicester. Najpierw po zablokowanym strzale piłka opadała tak długo, że James Justin powinien był do niej doskoczyć. Zamiast tego piłkarz Brentfordu pozwolił jej jeszcze odbić się od ziemi, potem ją sobie przyjął i ruszył do przodu, gdzie powinien do niego doskoczyć Daniel Amartey. Ten tego nie zrobił, co poskutkowało straconym golem.
W przypadku meczów z Southampton i Leicester kontrolowało piłkę, ale już sytuacji praktycznie nie było. Była za to słaba gra w obronie i brak odpowiedniego pressingu. Oczywiście były błędy indywidualne, ale nie może też dochodzić do sytuacji, w której obok gracza Arsenalu stoi w polu karnym czterech zawodników Leicester, a rywal oddaje strzał i zdobywa bramkę. Albo jest zupełnie niekryty przy rzucie rożnym, stojąc kilka metrów od bramki.











