Legia nie wygrywa, ale i nie przegrywa. Niedosyt jednak pozostaje


Legia Warszawa jest ostatnio w coraz lepszej formie. Tym razem zremisowała na własnym stadionie z Górnikiem Zabrze 1:1

12 kwietnia 2026 Legia nie wygrywa, ale i nie przegrywa. Niedosyt jednak pozostaje
Mateusz Kostrzewa / Legia Warszawa

Legia Warszawa jest ostatnio w dobrej formie i nieprzypadkowo remis z Górnikiem Zabrze to już jej dziewiąty mecz bez porażki w tym sezonie. Mimo tego, że niedosyt oczywiście pozostaje.Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1, a bramki zdobyli Rafał Augustyniak z rzutu karnego oraz Paweł Bochniewicz po strzale głową w ostatniej minucie. Legia zajmuję na tę chwilę 13 miejsce w tabeli.


Udostępnij na Udostępnij na

Pomijając kwestie związane z piłką nożną, mecz został poprzedzony hołdem dla zmarłego dnia 10.04.2026 trenera Jacka Magiery. Dla byłego piłkarza i trenera drużyny „Wojskowych”, ostatnio pełniącego rolę drugiego trenera reprezentacji Polski. Przede wszystkim jednak świetnego człowieka, o czym mówi każdy, kto się z nim zetknął w swoim życiu. Zanim przejdziemy do samego meczu, w imieniu całej redakcji iGol.pl chcielibyśmy złożyć rodzinie i bliskim szczere i głębokie kondolencje. Spoczywaj w pokoju, Trenerze Jacku.

Legia wciąż ma swoje problemy, ale naprawdę wygląda lepiej

Legia pod wodzą Marka Papszuna rozegrała już 10. mecz, z czego przegrała tylko jeden. A zrobiła to dawno, bo w pierwszym spotkaniu rundy jesiennej z Koroną Kielce. Patrząc głębiej, wygrała jednak zaledwie 3 mecze – aż 6 zremisowała. Pod kątem liczby remisów w tym sezonie nie ma sobie równych – ma ich aż 13, co jest liczbą o 2 większą od plasującego się na drugim miejscu w tej klasyfikacji Motoru Lublin. Tym bardziej niedosyt pozostaje, jeżeli pomyślimy sobie, w jakich okolicznościach Legia te punkty traciła. Często bywa tak, że „Wojskowi” serio są stroną lepszą, jednak w ostatecznym rozrachunku tracą głupie gole po błędach i wypuszczają prowadzenie. Zresztą podobnie było z Górnikiem. Legia była o wiele lepszym zespołem i choć oddała w całym meczu zaledwie jeden celny strzał na bramkę rywali, przewaga była wyraźna.

Podopieczni Papszuna grają pragmatycznie – to, że tak będzie, dało się przewidzieć już w momencie podpisania przez byłego szkoleniowca Rakowa kontraktu. Tym bardziej że okoliczność, jaką jest walka o utrzymanie w lidze, trochę „Wojskowych” do tego zmusiła. „Jakkolwiek, byle skutecznie” stało się pewnego rodzaju mottem Legii. I to się faktycznie udaje. Legia jest na nieco innym etapie rozwoju, niż pewnie zakładaliśmy, i przynajmniej do końca sezonu powinna grać dla swojego dobra w taki sposób. A trener Marek Papszun ma zawodników, którzy w jego systemie odnajdują się bardzo dobrze. Tak grająca Legia nie powinna spaść – oczywiście samymi remisami trudno będzie się utrzymać, jednak tak grająca Legia powinna osiągać wyniki przynajmniej zadowalające.

To wygląda naprawdę dobrze. A ze względu na specyfikę tego sezonu, wcale nie można wykluczać walki o coś więcej. Górnik to kandydat nawet do walki o mistrzostwo – na tle tak zorganizowanej Legii nie było tego widać. W tym może tkwić siła „Wojskowych”. Nieważne, w jakim miejscu jest Legia – jest dla wszystkich po prostu bardzo, ale to bardzo niewygodna.

Rafał Augustyniak to największy wygrany przyjścia Marka Papszuna

Marek Papszun sprawił, że kilku zawodników, którzy dotychczas grali gorzej lub mniej (lub to i to), urosło i zdecydowanie podniosło swój poziom względem tego, do czego byliśmy przyzwyczajeni. Wspominaliśmy w poprzednich artykułach o Kacprze Chodynie czy Patryku Kunie. Jest jednak jeszcze jeden lepszy przykład… Chodzi tu o Rafała Augustyniaka, który nie cieszył się zbyt dużym uznaniem kibiców. Bo poza charakterem, tak naprawdę za niewiele można go wyróżnić. Można wręcz powiedzieć, że teraz tak naprawdę wskoczył na swoją topową formę. Taką, której być może wcześniej nie pokazał. Z jakiej kibice nawet nie do końca mogli go kojarzyć.

Dotarł do zawodnika i odpowiednio zbudował kontekst wokół niego Marek Papszun. Nie dość, że wymyślił mu nową pozycję, powierzył mu miejsce w centrum defensywy, to ten z nią sobie bardzo dobrze dotychczas radzi. Wspomniana pozycja to środek obrony, który nie jest Augustyniakowi obcy. Jednak system na trzech obrońców zupełnie zmienia oblicze defensora. Z tym były piłkarz między innymi Uralu nie miał już tak dużej styczności. Tego musiał się nauczyć – nie zajęło mu to długo. Jest jedną z najważniejszych postaci w obecnej Legii.

***

Czy to oznacza, że należy mu się nowy kontrakt? Ten obecny wygasa po tym sezonie i zdania w tej kwestii są dość mocno podzielone. Rozumiemy wszystkie głosy, bo kwestia dobrej formy działa jednak na wyobraźnię – „a może będzie tak już zawsze”. Tego niestety nie wiemy. Niemniej zważywszy na to, że raczej znajduje uznanie w oczach trenera, pewnie zostanie doceniony przedłużeniem współpracy. Augustyniak w formie jest dla zespołu bardzo dużą wartością dodaną. Teraz, za Marka Papszuna, nie tylko wskoczył na wyższy poziom, ale otrzymał uznanie, pierwszy skład i najprawdopodobniej nowy kontrakt – przynajmniej na to mogą mocno wskazywać ostatnie bardzo dobre występy. Legia na tej pozycji musi jeszcze kogoś mieć ekstra – nawet do rotacji, Rafał Augustyniak wydaje się natomiast bardzo solidną opcją do rotacji. Jeszcze tak dobrego czasu w zespole „Wojskowych” nie miał – wydaje się, że grzechem byłoby tego nie wykorzystać…

Nieciekawy przypadek Kacpra Urbańskiego

Na drugim biegunie – ktoś musiał stracić na przyjściu Marka Papszuna. Pech chciał, że padło na wielki talent polskiej piłki, Kacpra Urbańskiego, który naprawdę nie pokazał w tej Legii jeszcze nic – samo przyjście Papszuna wydaje się, że jeszcze bardziej podkopuje jego szanse na zaistnienie. To nie jest niestety piłkarz walczący, biegający, silny fizycznie. Oczywiście, tacy zawodnicy też pojawiali się w systemach Papszuna i potrafili radzić sobie dobrze. Musieli jednak czymś szczególnym się wyróżniać (np. Ivi Lopez). Polak tego nie robi.

Kacper Urbański trochę nam niestety sprzeciętniał i ostatnie występy zamiast odwracać stworzoną narrację o niemocy byłego gracza Bolonii, jeszcze bardziej ją potęgują. W kontekście meczu z Górnikiem Kacper Urbański znowu tylko wszedł z ławki. Nie jest to wielkim zaskoczeniem, bo w sumie ostatni raz zagrał w podstawowym składzie 8 marca z Cracovią. A od tego czasu:

  • brak występu w kadrze przeciwko Radomiakowi,

  • 4 minuty z Rakowem,

  • 30 minut z Pogonią,

  • 23 minuty z Górnikiem.

Co jednak tym razem było inaczej: wypadł z gry Wahan Biczachczjan – mimo to zagrał Wojciech Urbański, który być może na dziś jest już wyżej w hierarchii od Kacpra. Sytuacja jest nieciekawa i jeżeli za chwilę, korzystając z tych pojedynczych minut, „Urbi” nie pokaże błysku, może być nieciekawie. Bo przecież nie możemy wykluczyć scenariusza, w którym Papszun tworzy „czarną listę” i na niej jest Kacper Urbański. Gra słabo, nie przekonuje… Po prostu nie daje argumentów, aby było inaczej. A jak teraz odejdzie, po takim sezonie nie będzie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze