Legia nie daje szans Koronie. Pogrom w Warszawie


Wicemistrz Polski pokonuje na swoim stadionie Koronę Kielce 4:0

30 listopada 2019 Legia nie daje szans Koronie. Pogrom w Warszawie
Rafał Oleksiewicz / PressFocus

Kibice, którzy przychodzą na Łazienkowską, mogą być zadowoleni. Legia Warszawa ponownie rozegrała świetny mecz i w efektownym stylu pokonała Koronę Kielce 4:0. Na listę strzelców wpisali się Liquinhas, Niezgoda, Gvilia i Kante. Korona natomiast mogła się podobać jedynie w pierwszych minutach tego spotkania.


Udostępnij na Udostępnij na

Zwycięstwo Legii pozwala jej zbliżyć się do Śląska Wrocław na jeden punkt. Korona pozostaje na 13. miejscu, mając jedynie oczko przewagi nad Arką Gdynia.

Legia – poprawić popsute humory

Kiedy wydawało się, że Legia nabiera wiatru w żagle i rozpędza się, łyżkę dziegciu w beczkę miodu dolała Pogoń Szczecin. „Portowcy” bowiem drugi raz w tym sezonie pokonali wicemistrzów Polski. Podopieczni Kosty Runjaicia pewnie pokonali legionistów 3:1 i to szczecinianie zostali liderem PKO Ekstraklasy. Porażka ta była tym bardziej zaskakująca, że wcześniejsze wyniki Legii wyglądały bardzo dobrze. Cztery zwycięstwa z rzędu w lidze, w tym 7:0 z Wisłą Kraków, sprawiały, że warszawscy kibice mogli patrzeć na mecz w Szczecinie z optymizmem. Rzeczywistość okazała się brutalna. Dwa gole Adama Buksy oraz Srdjana Spiridovicia sprawiły, że od 74. minuty było aż 3:0 dla szczecinian. Legionistów stać było tylko na honorowe trafienie Jarosława Niezgody. Mecz z Koroną był więc ważny, żeby odbić się po ostatniej klęsce.

Przed spotkaniem z kielczanami trener Legii Aleksandar Vuković wypowiadał się z szacunkiem o swoim dzisiejszym przeciwniku. – Każda drużyna chce wypaść jak najlepiej, a my musimy lepiej zagrać niż ostatnio. Ostatnio przeciwnik w trzech meczach nie stracił bramki i zdobył siedem punktów, dlatego spodziewam się trudnego meczu. W tej chwili nasz rywal ma dużo pewności siebie. My z kolei nie możemy powiedzieć, że po jednej porażce ją straciliśmy. Chcemy wrócić na zwycięską ścieżkę.

Korona – podtrzymać dobre wyniki

W Kielcach pojawiło się światełko w tunelu. Ostatnie wyniki kielczan nie są najgorsze. Po trzech porażkach z rzędu nastąpiło przełamanie. Zwycięstwo nad Zagłębiem Lubin, remis z Lechem Poznań oraz pewne pokonanie Rakowa Częstochowa mogą napawać optymizmem. Wiele wskazuje na to, że w Koronie coś drgnęło i trener Mirosław Smyła znalazł sposób na tę drużynę. Szczególną uwagę należy skupić na defensywie koroniarzy. Ostatnią bramkę „Złocisto-krwiści” stracili w meczu z Piastem Gliwice, a spotkanie to odbyło się 26 października – była to ostatnia porażka Korony.

Dzisiaj przed kielczanami jedno z najtrudniejszych spotkań. Jakiś czas temu, gdy wyniki Korony były bardzo słabe, pisaliśmy o tym zespole. Obecnie jednak gra koroniarzy wygląda lepiej. Co więcej, kielczanie mieli Legii coś do udowodnienia. W ostatnim spotkaniu obu drużyn, w lipcu, „Wojskowi” pokonali Koronę w Kielcach 2:1. Decydującą bramkę strzelił wtedy w 94. minucie Valeriane Gvilia. Korona w tamtym starciu była drużyną przeważającą, tym bardziej ta porażka mogła być dla niej bolesna.

Mamy świadomość, z kim gramy i co zdarzyło się w Kielcach w meczu z Legią. Mamy szacunek do przeciwnika, ale i sportową złość po oddaniu punktu w ostatnich sekundach meczu. To fajne miejsce do tego, by pokazać się z dobrej strony, i do pokazania, że ostatnie wyniki to nie jest przypadek – tak przed dzisiejszym meczem skomentował lipcowe starcie trener Korony Mirosław Smyła.

Sentymenty na bok

Przed dzisiejszym spotkaniem łezka w oku mogła zakręcić się kilku osobom. Mowa naturalnie o trenerze Legii Aleksandarze Vukoviciu oraz o Michale Żyrze, piłkarzu Korony. Pierwszy z nich był zawodnikiem „Złocisto-krwistych” w latach 2009-2013 i to w Kielcach Serb kończył swoją sportową karierę. Drugi natomiast jest wychowankiem stołecznej drużyny oraz jej ważnym ogniwem przez wiele lat. Kariera Żyry potoczyła się jednak w taki sposób, że dzisiaj stanie naprzeciw swojemu byłemu klubowi. Polak jednak rozpoczął spotkanie na ławce rezerwowych.

Wynik Legii lepszy niż gra

W pierwszych minutach meczu Korona wyglądała lepiej niż gospodarze. Legia była wyjątkowo niemrawa. Na domiar złego na samym początku spotkania problemy z oddychaniem zgłosił Arvydas Novikovas. W późniejszym etapie pierwszej połowy Legia przebudziła się. Szczególnie widoczny był Paweł Wszołek, który był bardzo aktywny na swojej prawej stronie. Mimo to Korona była odważniejsza oraz konkretniejsza.

W 20. minucie spotkania Novikovas musiał opuścić boisko, a za niego wszedł Jose Kante. Korona jednak również zmuszona była przeprowadzić zmianę, ponieważ kilka minut później kontuzji doznał Ognjen Gnjatić, a w jego miejsce na placu gry pojawił się Milan Radin.

Pierwszy strzał w bramkę Korony skończył się bramką – i to nie byle jaką. Liquinhas po indywidualnej akcji pięknym, finezyjnym strzałem pokonał Marka Kozioła. Chociaż Brazylijczyk mógł dogrywać na skrzydło, postanowił sam zejść do środka, co okazało się świetną decyzją.

Kilka minut później było już 2:0 dla Legii. Po lekkim zamieszaniu w polu karnym Korony ręką zagrał obrońca gości Ivan Marquez Alvarez. To poskutkowało „jedenastką” dla „Wojskowych”, którą na bramkę zamienił Jarosław Niezgoda. To jego trzeci rzut karny w tym sezonie i trzeci zamieniony na gola. Co więcej, to już jedenaste trafienie napastnika Legii w tej kampanii. Polak ma na swoim koncie jedną bramkę więcej niż… cała drużyna Korony Kielce.

Chociaż kielczanie mogli się podobać, to Legia Warszawa prowadziła się przerwy 2:0.

W drugiej połowie pełna kontrola

O ile w pierwszej części spotkania można było mieć zastrzeżenia co do gry Legii, o tyle w drugiej nastąpiła pełna dominacja stołecznej drużyny nad Koroną. Goście nie stwarzali praktycznie żadnego zagrożenia Majeckiemu, natomiast pod bramką Kozioła często było gorąco. Wszołek niezmiennie dwoił się i troił na swoim skrzydle, lecz to wejście Waleriana Gvilii okazało się kluczowe. Gruzin zmienił na boisku Jarosława Niezgodę w 67. minucie, a 120 sekund później cieszył się z gola. Legia przeprowadziła świetną akcję, w której to Gvilia zagrał do Luquinhasa, ten odegrał do niego z powrotem, co sprawiło, że stanął sam na sam z bramkarzem Korony. Reprezentant Gruzji nie zmarnował tej okazji.

Korona w drugiej połowie wyglądała bardzo słabo i sprawiała wrażenie drużyny pogodzonej z wynikiem. Legia w pełni kontrolowała przebieg spotkania. W 80. minucie Jose Kante umieścił po mocnym strzale piłkę w siatce, lecz wcześniej znajdował się na pozycji spalonej. W doliczonym czasie gry jednak spuentował swój dobry występ golem. Na minutę przed końcem spotkania, po strzale Vesovicia, Kozioł wypluł piłkę przed siebie, najszybciej dobiegł do niej Gwinejczyk i ustalił wynik spotkania na 4:0. Zdaje się więc, że mecz w Szczecinie z Pogonią był tylko wypadkiem przy pracy.

Korona natomiast musi nadal walczyć o utrzymanie. Jeśli ta drużyna nie zacznie strzelać bramek, nie będzie miała szans na pozostanie w lidze. Do tej pory kielczanie strzelili zaledwie trzy bramki na wyjeździe, co jest wynikiem wręcz koszmarnym.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski