Legia Warszawa jest zdecydowanie największym zawodem tegorocznych rozgrywek PKO Ekstraklasy. To zespół, który latem bardzo się wzmocnił. Jego ambicje opiewały na wygraniu wszystkiego w Polsce. Dodatkowo marzył o poważnej walce w Lidze Konferencji Europy. Z rozgrywek pucharowych odpadł, a w lidze jest… przedostatni. Dosłownie, tylko Bruk-Bet Termalica Nieciecza będzie pod nimi. Ma gorszy tylko bilans bramkowy. Muł i wodorosty…
Tak słabej rundy Legia dawno nie zaliczyła (o ile kiedykolwiek). Pomimo pojedynczych momentów, całościowo „Wojskowi” pokazali się fatalnie. Z meczu na mecz było coraz gorzej. Legia wygrała w PKO Ekstraklasie ostatni raz 28 września. Od tamtej pory zdobyła zaledwie cztery punkty w dziewięciu starciach. To bardzo dużo mówi o tegorocznej dyspozycji klubu. Absolutna tragedia. Lepiej tego opisać się nie da. Czas na podsumowanie tego, co w Legii było i co być może.
Dobrze się zapowiadało…
Zaczynamy od początku – a w zasadzie przed początkiem. Okienko transferowe obfitowało w świetne ruchy transferowe – a przynajmniej zapowiadające się na świetne. I choć większość z nich została przeprowadzona zdecydowanie zbyt późno, mało który kibic Legii narzekał na to, jacy zawodnicy wzmocnili warszawski klub.
Ermal Krasniqi, Noah Weisshaupt, Petar Stojanović, Arkadiusz Reca, Antonio Colak, Damian Szymański, Henrique Arreiol, Kacper Urbański, Kamil Piątkowski i nowy rekord transferowy – Mileta Rajović. 10 zawodników na różnych pozycjach, na których brakowało jakości – czy to ze względu na zeszłoroczne braki, czy odejścia wyróżniających się postaci. Rewolucja udana – choć początek rozgrywek 2025/2026 nie był wcale taki zły – zwycięstwo w Superpucharze Polski z Lechem Poznań po naprawdę dobrym spotkaniu w wykonaniu „Wojskowych”. Następnie przejście Aktobe i Baníka Ostrawy w kolejnych rundach eliminacyjnych Ligi Europy oraz kolejne punkty zbierane w rozgrywkach ligowych. Choć nowi zawodnicy nie do końca dobrze wprowadzili się do zespołu, widać było, że sam klub podąża w dobrym kierunku i zaczyna budować swoją nową tożsamość. Legia miała swoje defekty i punkty niepokojące, jednak nic nie zapowiadało tego, co stało się później…

…ale się ze…psuło, lekko mówiąc
Nie przypadkiem poprzedni akapit był tak krótki. Pozytywne wrażenie z gry Legii zaczęło podupadać szybko. Wyniki i gra pogarszały się z meczu na mecz. Pierwszy sygnał przyszedł w starciu z AEK Larnaka. „Wojskowi” dostali solidną lekcję futbolu. Cypryjczyków trudno nazwać topowym zespołem. Porażka 1:4 na wyjeździe i zwycięstwo 2:1 u siebie. W międzyczasie udało się awansować do Ligi Konferencji po dwumeczu z Hibernian. Triumf nie był przekonujący. Widać było, że Iordanescu zaczyna się gubić. Tak samo jak cały zespół. Niewiadome było, w jakim kierunku zmierza drużyna. Jasne było tylko to, że w złym. Mało wskazywało, że będzie lepiej.












