W poprzednim sezonie Goncalo Feio był na ustach całej piłkarskiej Polski średnio raz w tygodniu. Kolejne wypowiedzi czy afery z udziałem tego szkoleniowca wyskakiwały nawet z lodówki. Jednak w przerwie między tym a poprzednim sezonem wiele się zmieniło. Legia pożegnała trenera Feio, a jego następcą został Edward Iordanescu. Pierwsze dwa miesiące pracy tego szkoleniowca przypadły na wakacje. W tym okresie czasem rozgrywa się Superpuchar Polski, ale także — europejskie puchary. Czy ta zmiana wyszła Legii na dobre?
Goncalo Feio przyszedł do Legii wiosną 2024 roku. Końcówkę sezonu 2024/2025 miał całkiem niezłą — remis z Rakowem w debiucie oraz zwycięstwo nad Lechem Poznań przy ulicy Bułgarskiej. 14 punktów w siedmiu spotkaniach to obiecujący początek. Jednak z czasem w Legii zaczęło się dziać źle. Nie tyle pod względem sportowym, ile pod względem medialnym. Atmosfera wokół klubu zrobiła się, lekko mówiąc, gęsta.
Złoty okres Goncalo Feio
Między 10 kwietnia a 15 września Legia Goncalo Feio tylko dwukrotnie mogła uznać wyższość rywala. Zdecydowanie był to złoty okres portugalskiego szkoleniowca przy ulicy Łazienkowskiej. Właśnie w tamtym okresie Legia z powodzeniem walczyła na dwóch frontach, bezproblemowo awansując do Ligi Konferencji, ale także utrzymując się w czołówce ekstraklasy. To właśnie wtedy klub — na czele z trenerem — zaczął nadużywać słowa „mistrzostwo”.
Przeciętna runda jesienna i początek 2025 roku
Pierwsze wpadki zaczęły się 15 września. Legia wtedy przegrała u siebie z Rakowem, potem dostała na wyjeździe od Pogoni, zremisowała u siebie z Zagłębiem, a po wygranej z Realem Betis znowu podzieliła się punktami — tym razem z Jagiellonią. Jedno zwycięstwo w pięciu spotkaniach spowodowało, że był to pierwszy gorszy okres Legii Goncalo Feio. Nie pomagały także wypowiedzi trenera, w których często krytykował poszczególnych piłkarzy bądź zarząd klubu. Wpadką było także spotkanie wyjazdowe z Lechem Poznań, które zakończyło się wynikiem 5:2 — oczywiście na niekorzyść stołecznego klubu.
Drugim takim punktem zwrotnym była końcówka roku 2024 i początek 2025. To wtedy Legia w sześciu spotkaniach zanotowała tylko jedno zwycięstwo — w domowym starciu z Puszczą Niepołomice. Tylko dobra gra na jesieni uchroniła ją przed barażami Ligi Konferencji. W tamtym okresie piłkarska społeczność na dobre podzieliła się na dwie grupy. Pierwsza z nich — armia Feio. Ci kibice bronili Portugalczyka za wszelką cenę, a wszystkie winy zganiali na zarząd klubu. Druga grupa — przeciwnicy Feio — tylko czekała na jakiekolwiek potknięcie stołecznego klubu, by wystrzelić w tego szkoleniowca całą amunicję.
Szczęśliwe zakończenie
Gdyby w tamtym okresie Legia pożegnała Goncalo Feio, wielu — na podstawie jego wyników z wiosny oraz lata 2024 roku — dobrze wspominałoby jego kadencję. Wśród kibiców panowałaby narracja, że to wina Zielińskiego oraz Mioduskiego, a sam Feio dolałby swojej oliwy do ognia. Jednak działacze Legii nie dali się ugiąć pod presją. Klub w pewnym momencie jakkolwiek wyszedł na prostą, dzięki czemu wygrał krajowy puchar. Dodatkowym smaczkiem może być także zwycięstwo 2:1 na legendarnym Stamford Bridge. Jednak tylko porażka 0:3 w pierwszym meczu spowodowała taki wynik w drugim spotkaniu.











