W pierwszym niedzielnym spotkaniu T-Mobile Ekstraklasy KGHM Zagłębie Lubin uległo Lechii Gdańsk 0:1. Jedyną bramkę w tym meczu zdobył w doliczonym czasie do pierwszej połowy Marcin Pietrowski.
Przed spotkaniem dużo mówiło się o tym, że stawką starcia na Dialog Arenie są głowy trenerów obu ekip, dlatego od pierwszego gwizdka sędziego obie drużyny grały odpowiedzialnie, bez zbędnego ryzyka.
W 3. minucie Nowak dośrodkował z rzutu wolnego, a do główki najwyżej wyskoczył Kozans, jednak jego strzał poszybował nad poprzeczką. Na odpowiedź Zagłębia trzeba było czekać do 10. minuty, gdy Wilczek uderzył z obrębu pola karnego wprost w ręce Pawłowskiego.
Chwilę później Woźniak był blisko dołożenia nogi tuż przed pustą bramką po strzale Sernasa, ale na przeszkodzie stanął rozpaczliwie interweniujący obrońca Lechii. W 29. minucie meczu po dośrodkowaniu Janickiego z prawego skrzydła futbolówka dotarła do Tadicia, którego wolej z około siedmiu metrów został w ostatniej chwili zablokowany przez Horvatha.
Kolejny kwadrans spotkania w Lubinie nie był zbyt porywający. Piłkarze skoncentrowali się przede wszystkim na zachowaniu czystego konta, co miało przełożenie na małą liczbę sytuacji podbramkowych. Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, do ataku ruszyła Lechia. W 44. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Traore, jednak na przeszkodzie do szczęścia stanął słupek. Niespełna 60 sekund później, co nie udało się w tej sytuacji Traore, powiodło się Pietrowskiemu, którego precyzyjne uderzenie sprzed pola karnego dało przyjezdnym prowadzenie.

Na reakcję Jana Urbana nie trzeba było długo czekać. Szkoleniowiec Zagłębia po przerwie od razu wpuścił na plac gry Pawłowskiego, który z powodu problemów zdrowotnych mecz musiał rozpocząć na ławce rezerwowych. Piłkarz od razu dał znać o swojej obecności na boisku, omal nie strzelając gola bezpośrednio z rzutu rożnego.
W 54. minucie mogło być już 2:0. Traore ładnie ograł z lewej strony Kowalczyka i uderzył z około szesnastu metrów, jednak tym razem trafił w poprzeczkę. Dalszy ciąg obijania bramki miał miejsce w 66. minucie. Po kapitalnym strzale Wilczka futbolówka trafiła w słupek. W odpowiedzi Janicki groźnie główkował po rzucie rożnym, ale piłkę zmierzającą w okienko za bramkę wybił Isailović.
W samej końcówce meczu Benson mógł jeszcze podwyższyć prowadzenie gdańszczan, jednak jego strzał z kilku metrów nogą wybił bramkarz Zagłębia. Lubinianie powinni doprowadzić do remisu w doliczonym czasie gry, ale Pawłowski z kilku metrów obronił uderzenie Wilczka, a po chwili zabrzmiał końcowy gwizdek sędziego.











