Cel został osiągnięty. Lechia Gdańsk po roku przerwy wraca do PKO BP Ekstraklasy i nie ma w tym ani grama przypadku. Znakomita runda wiosenna spowodowała, że od kilku tygodni można było tylko wyczekiwać, kiedy uda się przyklepać awans. Drużyna prowadzona przez Szymona Grabowskiego nie traciła przy tym chłodnej głowy i mimo pojedynczych wpadek doprowadziła temat do końca. Teraz już pozostaje jej się skupić na ostatnich trzech kolejkach sezonu. Przed nią jeszcze oczywiście derby Trójmiasta, na których szykuje się wielkie święto na trybunach.
Awans najlepiej smakuje po wygranym meczu nie rywala, ale swoim. W piątek GKS Katowice zdobył komplet punktów w Tychach, więc sprawa awansu była wyłącznie w rękach Lechii Gdańsk. Należycie zmotywowana przez Szymona Grabowskiego drużyna zrobiła więc swoje. Lechia w bardzo dobrym stylu pokonała na wyjeździe 4:3 Wisłę Kraków i tym samym przypieczętowała powrót po roku do PKO BP Ekstraklasy.
Grad bramek, czerwone kartki dla gospodarzy i finalnie zasłużony wynik dla najlepszej drużyny tego sezonu. Tym meczem po raz kolejny Lechia udowodniła, że ten awans nie jestem przypadkiem. Taka drużyna musiała doprowadzić temat do końca, ale przed nią jeszcze walka o wygranie ligi. Za tydzień mecz z Arką Gdynia.
Komplikacje tylko na początku
Rzadko doświadczamy sytuacji, że spadkowicz z ekstraklasy jest w stanie już po jednym sezonie wywalczyć awans. Ostatni taki przypadek mieliśmy w 2017 roku, gdy tej rzeczy dokonał Górnik Zabrze. W przypadku Lechii Gdańsk latem trudno było oczekiwać takiej sytuacji, ba, nawet można było się zastanawiać, czy drużyna z północy będzie w stanie powalczyć o baraże. Wiadome było oczywiście to, że po przyjściu nowego właściciela nadejdą również wzmocnienia zespołu. Na konkrety trzeba było jednak poczekać, chociaż mocny start i pozyskanie Luisa Fernandeza mocno pobudziły apetyty kibiców.
Początek sezonu do najłatwiejszych nie należał, ale nikogo to nie mogło dziwić. Nowi zawodnicy pojawiali się w Gdańsku już po rozpoczęciu sezonu i to nie była komfortowa sytuacja dla Szymona Grabowskiego. Trener musiał zachowywać cierpliwość i krok po kroku wprowadzać swoje schematy. W pierwszych ośmiu kolejkach Lechia Gdańsk wygrała trzy razy, a przełomowym momentem stała się wysoka porażka 2:5 w Sosnowcu na początku września. Tuż po tym w klubie postanowiono, że drużyna podczas przerwy reprezentacyjnej uda się na kilkudniowy obóz w Gniewinie, by mieć chwilę na spokojną pracę z nowymi zawodnikami.












