Ekstraklasa w sezonie 2025/2026 dobiegła końca, zatem zapraszamy Was na podsumowanie sezonu. I cóż to był za sezon! Być może mistrzowski Lech Poznań nie wykręcił zawrotnej średniej punktowej na mecz. Nie zmienia to dla nas jednak tego, że zakończone właśnie rozgrywki zapamiętamy (my jak i kibice) jako jedne z najbardziej zakręcone, a jednocześnie wyrównane w ostatnich latach. Dziękujemy za te wszystkie emocje do samego końca, gdzie aż do ostatnich minut toczyły się losy o podium oraz utrzymania.
Od paru lat polska Ekstraklasa jest na fali wznoszącej. Dorobiliśmy się już pięknych stadionów, jednak jakość piłkarska na nich długo nie dorównywała poziomem estetyce architekturalnej. Nareszcie dowozi także poziom na boisku. Choć rekordów punktowych nie pobito, to ilość emocji całkowicie zrekompensowała nam tę niedogodność. Walka trwała do samego końca i jedyne co nas rozczarowało, to fakt że niektórzy nie wytrzymali do końca i zapewnili sobie spadek albo mistrza (Lech) za wcześnie.
Wszystko jest już jasne! ✅ Sezon 2025/26 zakończony! pic.twitter.com/OCAHKjYt12
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) May 23, 2026
Ekstraklasa podsumowanie sezonu: zaskoczenia
W tym sezonie otrzymaliśmy kilka bardzo przyjemnych niespodzianek. Choćby Zagłębie Lubin, które przez wielu skazywane było na spadek. Tymczasem aż do ostatniej kolejki bili się o europejskie puchary, a momentami nawet liderowało w tabeli, i nie były to pierwsze kolejki sezonu. Gdy Leszek Ojrzyński ratował Zagłębie w zeszłym sezonie, traktowano go jako tymczasowego strażaka, a trzeba uczciwie przyznać, że w zakończonych rozgrywkach również wykonał bardzo dobrą robotę.
Renesans śląskich klubów – romantyczne odrodzenie Górnika Zabrze i GKS-u Katowice
Historię ku pokrzepieniu serc napisał GKS Katowice. Wielu nie doceniło zespołu Rafała Góraka i skazywało go na pętanie się w dole tabeli. Tymczasem 53-letni trener z otrzymanych narzędzi zbudował bardzo solidną, dobrze grającą maszynę, choć większość nazwisk w zespole raczej nie budzi postrachu. Ile jednak znaczy siła jedności w drużynie i mądre zarządzanie – dzięki niej Gieksa zawita do Europy po raz pierwszy od sezonu 2003/2004, gdy występowali w Pucharze UEFA (dziś Liga Europy).
GKS KATOWICE ZAGRA W EUROPEJSKICH PUCHARACH! 🟡🟢⚫ pic.twitter.com/QM2qhFafsO
— GKS Katowice (@_GKSKatowice_) May 23, 2026
Okoliczności awansu były równie szalone jak ten sezon Ekstraklasy. Przegrywali do 96. minuty 0:1, w międzyczasie dostali gola na 0:2, który został anulowany z uwagi na spalonego. Potem czerwona kartka Pogoni w doliczonym czasie gry, a w 97. Marcel Wędrychowski swoją bramką ponownie wprowadził katowiczan do Europy.
A skoro już zostajemy przy Śląsku, to nie sposób pominąć Górnika Zabrze, triumfatora Pucharu Polski. Zabrzanie po blisko czterech dekadach zdobyli kolejne trofeum do kolekcji, a ponadto sezon zakończą na podium, po raz pierwszy od sezonu 1993/1994. Zaś wiedząc już, że proces prywatyzacji Górnika przez Lukasa Podolskiego zakończył się pomyślnie, to być może powrócą dawne, wielkie czasy tego zabrzańskiego klubu. Fundamenty położono, czas na kolejne elementy tej konstrukcji.
PIĘKNY SEZON I WIELKA DUMA. GÓRNIK ZABRZE – WICEMISTRZ POLSKI 2025/2026 🥈 pic.twitter.com/fh2wLTROU7
— Górnik Zabrze (@GornikZabrzeSSA) May 23, 2026
Lech broni tytuł mistrza jako trzeci zespół w XXI wieku
Małe słowo o Lechu (będzie u nas w innych tekstach). Miłym zaskoczeniem jest ich obrona tytułu, co w ostatnich latach nie było normą. Dla ekipy Frederiksena należą się brawa, bo choć po 20. kolejce mieli 9 punktów straty do lidera, to sezon kończą z przewagą czterech nad drugim Górnikiem.
Ekstraklasa podsumowanie sezonu: Mieli bić się o medale, a drżeli o utrzymanie
Ten sezon był również piękny choćby z tego powodu, że kilka dużych marek dostało po nosie. Najgłośniejszy przykład – Widzew Łódź. Mimo wydania 20 ponad milionów euro na transfery, mimo najbogatszego właściciela, dopiero w ostatniej kolejce zapewnili sobie byt w Ekstraklasie pokonując Piasta Gliwice 2:1. Oj Robert Dobrzycki dużo będzie musiał zmienić, jeśli marzy mu się coś więcej niż 14. miejsce w tabeli.
Myślimy także o Pogoni Szczecin, dla której rok nieśmiertelności okazał się rokiem rozczarowania. Masa flopów, dużo meczów, po których zgrzytano zębami. Dlatego patrząc momentami na ich grę i wcześniejsze lokaty sezonu, finalne 9. miejsce należy uznać za sukces. I punkt startowy do wykonania rachunku sumienia, a następnie pokuty.
Legia długo była na dnie, a koniec końców zabrakło im punktu (i kilku minut) do europejskich pucharów
Mamy również Legię Warszawa. Zajęli 6. miejsce, choć zanotowali kilka antyrekordów (choćby najdłuższą serię bez zwycięstwa w lidze) i przez osiem kolejek z rzędu (w tym zimę) przebywali w strefie spadkowej. Na wiosnę byli jednak drugą siłą ligi i najśmieszniejsze jest to, że mimo fatalnej jesieni byli dosłownie kilka minut od europejskich pucharów! Po takim sezonie, gdzie padły groźby śmierci po meczu z Arką.
To byłby najzabawniejszy chichot sezonu, gdyby warszawski klub wcisnął się do pucharów. Jednak wynik ze Szczecina sprawił, że to będzie kolejny w ostatnich latach sezon do zapomnienia przez Legionistów, których ambicje sięgają znacznie wyżej.
Legia zagrała dziś świetny mecz i jako druga drużyna wiosny kończy sezon 25/26.
Na puchary to nie wystarczyło, jednak nie ma co załamywać rąk.
Za rok mamy pełen focus na ligę i tam do wzięcia będzie możliwość gry od 4. rundy el. Ligi Mistrzów. Niech to będzie nasz cel!#LEGMOT
— Karol Tyniec (@karoltyniec369) May 23, 2026
Ekstraklasa podsumowanie sezonu: tabela nie kłamie – w tym roku trzeba było się mocniej się postarać
Widać to było również w tabeli. Wszyscy zwrócili uwagę na to, że w tym roku czołowe zespoły zdobyły mniej punktów niż dotąd. Jest to jedna strona medalu. Natomiast nikt nie zwrócił uwagi na to, że drużyny, które pragnęły pozostać w Ekstraklasie, musiały się znacznie bardziej wysilić niż w poprzednich latach.
W poprzednich latach (liczymy od sezonu 21/22 z 34. kolejkami) do utrzymania starczało 38, a nawet 35 oczek. Czyli taka Lechia mogłaby spokojnie się utrzymać, a nawet i Arka nie byłaby bez szans. Oprócz tego zwykle 90% ważnych miejsc było rozstrzygnięte. W tym roku trzy kluby walczyły o podium, trzy o puchary, zaś cztery o utrzymanie. Fajna Multiliga, prawda?
Poza tym, w tych rozgrywkach długo nie było wyraźnego lidera peletonu. 90% zespołów była zbita w bardzo wąską kupkę, z której jako outsider najmocniej odstawała jedynie Termalica i to też od pewnego momentu. Spójrzcie na tabelę na 5. kolejek przed końcem sezonu. Tutaj można zobaczyć, że zarysował się podział na Europę/spadek. Pół ligi zamieszane było w walkę o utrzymanie, różnice były znikome. Szaleństwo!
Każdy mógł pokonać każdego
Najpiękniejsze coś w tym sezonie było to, że tu naprawdę każdy mógł pokonać każdego. Dalibyście wiarę, że Górnik Zabrze w tym sezonie nie dał rady pokonać Bruk-Betu?! Pewnie nie, ale takie są fakty: Słonie z Żabolami raz wygrały, raz zremisowały. Jagę w tym sezonie pokonali dwa razy (brązowego medalistę) a i tak lecą.
Lech Poznań, mistrz Polski, nie umiał zgnieść Arki? Tak było. Gdynianie u siebie zbili Lecha 3-1, a na wyjeździe wyszarpali punkt. Lechia, Widzew, Cracovia – zespoły z dołów tabeli też sprawiły kilka psikusów możnym ligi. Weźmy takie Pasy – nie przegrały u siebie żadnego spotkania z pierwszą piątką ligi. Logiczne, co nie? I takich przykładów jeszcze parę byśmy znaleźli. Wiecie, o co nam chodzi.
A jeszcze w sprawie Termaliki: dalibyście wiarę, że to oni rozdawali karty w kontekście utrzymania, i w ostatnich dwóch kolejkach przybili spadek Arki i Lechii? Najsłabsza ekipa wyrzuciła Trójmiasto z Ekstraklasy.
Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Prawdziwy postrach Trójmiasta. #RCZARK #BBTLGD pic.twitter.com/Xtn0vqo2cL
— Urbus 🇸🇪 (@Urbus_) May 23, 2026
Lechia Gdańsk z królem strzelców, największą ilością goli i spadkiem
Kolejny dowód na geniusz i szaleństwo tego sezonu. Lechia Gdańsk może poszczycić się największą ilością goli w sezonie, jej zawodnik Tomas Bobcek zdobył koronę króla strzelców. Nic to jednak nie dało. Z uwagi na pięć ujemnych punktów gdańszczanie lecą z ligi, choć przez długi czas dzielnie kręcili się w środku tabeli.
Nie marudźmy, doceńmy ten sezon. Bo jest za co
Niektórzy powiedzą, że wygrywał ten kto rzadziej się potykał, w końcu ileż razy narzekaliśmy na wyścig żółwi w poprzednich latach przy lepszych średnich na mecz. Jednak ten sezon był inny i dało się to wyczuć. Nie było frajerów, byli po prostu równi siebie przeciwnicy – i to nie była dotychczasowa słabość zespołów.
Siły się wyrównały, dzięki czemu naprawdę każdy mógł wygrać z praktycznie każdym. Część zespołów nawet w ostatniej kolejce mogło nawet przeskoczyć o kilka lokat dzięki jednemu zwycięstwu. Powtórzymy się, możecie się z nami zgadzać lub nie: dawno nie widzieliśmy tak emocjonującego sezonu Ekstraklasy.
Przeczytaj także: