Lech Poznań dobrze rozpoczął zmagania w grupie C Ligi Konferencji Europy. „Kolejorz” przegrał, ale w dobrym stylu, z Villarrealem w pierwszej kolejce, a następnie poskromił Austrię Wiedeń 4:1. Tym właśnie zapewnił sobie drugie miejsce w grupie. Dziś zaprezentował się nieco gorzej.
Dzisiaj miał miejsce kolejny ważny test dla ekipy Johna van den Broma. Zdany? Nie do końca. Cel był przed meczem jeden – wygrać i utrzymać drugą lokatę w tabeli. O to jednak nie było tak łatwo. Obydwa kluby są ostatnio w dobrej dyspozycji. Lech Poznań po słabym początku nabiera coraz większego kolorytu, za to izraelski rywal nie przegrał meczu już od miesiąca. Czy dziś przedłużyli tę udaną passę? Tak. Lech szarpał, lecz ostatecznie górą nie wyszedł nikt – 0:0.
Lech zbyt zachowawczo
Mimo że mecz z Austrią Wiedeń został wysoko wygrany i wynik ostatecznie jak najbardziej mógł napawać optymizmem, to gra „Kolejorza” nie do końca we wszystkich fragmentach to oddawała. Przede wszystkim niepokój wśród polskich kibiców mogła budzić pierwsza połowa tamtego spotkania. Austriacy wówczas wręcz przeważali nad poznaniakami. Tu może i pierwsza sytuacja należała do Hapoela Beer Szewa, natomiast im dalej w mecz, tym Lech powiększał swoją przewagę.
„Kolejorz” badał przeciwnika, trzymał go na dystans, rozgrywał pojedyncze akcje i ogółem wyglądał na tle izraelskiego rywala dość dobrze. Defensywa nie popełniała większych błędów, aczkolwiek miała tak właściwie niewiele szans do popisu. Zawodziło u Lecha jedynie ostatnie podanie i czasem też odwaga w swoich ofensywnych poczynaniach. Mistrz Polski był zachowawczy, co było dobre, bo ograniczało niebezpieczeństwo pod ich bramką. Z drugiej strony niestety prowadziło to do statycznych momentów gospodarzy, co dziać się już nie powinno.
Brakowało czegoś specjalnego
Lech Poznań w poprzednich dwóch meczach Ligi Konferencji Europy zdobył łącznie aż siedem bramek. To pokazuje, że Lech do tych spotkań miał podejście bardzo ofensywne. Liczby zresztą potwierdzały się na boisku. „Kolejorz” w najlepszych momentach tych meczów mógł, a nawet musiał się podobać. Grał efektownie i efektywnie. Tu grał, jakby bronił wyniku, mimo że wciąż ten był bezbramkowy.











