W cieniu półfinału mistrzostw Europy i batów, jakie zebrała Legia w Superpucharze Polski, Zagłębie i Cracovia grały o awans do kolejnej rundy eliminacji. Tylko ci pierwsi sprostali zadaniu. O krakowskiej drużynie trudno jest napisać coś pozytywnego. Mimo zapowiedzi trenera Zielińskiego szału nie było i „Pasy” po raz kolejny zebrały baty.
Zagłębie stałych fragmentów gry
Przed rewanżowymi meczami pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy obie polskie ekipy miały do odrobienia straty. Większe szanse na to mieli podopieczni Stokowca, którzy przegrali pierwszy mecz 0:1. Zagłębie zadanie wykonało bez większych problemów, pokonując Sławiję Sofia 3:0. Wynik zdecydowanie przekonuje, ale zdaje się być trochę lepszy niż sama gra. Choć podkreślmy, że Zagłębie piłkarsko było zwyczajnie kilka klas wyżej niż Bułgarzy.
Zagłębie od samego początku starało się prowadzić grę, lecz jakby bez większej koncepcji. Dwumecz ze Sławiją pokazał, jak istotnym piłkarzem w lubińskim zespole jest Filip Starzyński. „Miedziowi” są jedną z bardziej wybieganych drużyn w ekstraklasie, są też bardzo dobrze poukładani taktycznie. Jedyne, czego brakowało temu zespołowi w dwumeczu z Bułgarami, to kreatywności w akcjach ofensywnych. Cóż z tego, że Zagłębie błyskawicznie zmuszało rywali do błędów, skoro mając piłkę przy nodze, żaden z lubinian nie był w stanie rzucić koledze dobrego, otwierającego podania.
(…) Kluczem do zwycięstwa miała być cierpliwość… i była, a nagrodzona została wysokim zwycięstwem i zachowaniem twarzy przez polski klub.
Całe szczęście, że w swoich szeregach Zagłębie ma graczy, którzy lubią i umieją wchodzić w pojedynki jeden na jeden. To dzięki nim rywale bardzo często faulowali „Miedziowych”, a Ci w czwartkowe popołudnie świetnie potrafili wykorzystać stałe fragmenty gry. Wszystkie bramki, jakie zobaczyli kibice zgromadzeni na stadionie w Lubinie, padły po wrzutkach ze stojącej piłki. Jak powtarzał przed spotkaniem Piotr Stokowiec, kluczem do zwycięstwa miała być cierpliwość… i była, a nagrodzona została wysokim zwycięstwem i zachowaniem twarzy przez polski klub.
Panom już dziękujemy
Wspomnianej twarzy nie zachował drugi reprezentant naszego kraju w europejskich pucharach. Przed rewanżem w Krakowie trener Zieliński twierdził, że jego podopieczni zostali skreśleni zbyt szybko. Jak pokazało boisko, szkoleniowiec krakowian racji nie miał. Szkendija Tetowo była po prostu drużyną lepszą. Natomiast prezes Filipiak może już zmienić cel swojego klubu na ten sezon.











