Fot. PSG pierwszy raz od sześciu lat strzeliło bramkę w Bordeaux
Jak jeden mąż punkty potraciły wszystkie sześć pierwszych zespołów Ligue 1. Najgorzej z tego grona wypadły Lyon i Tuluza, gdyż nie potrafiły ugrać nawet punktu. Mniej bolesna, choć też dotkliwa, może być przerwa w serii sześciu ligowych zwycięstw PSG. Stołeczna lokomotywa zatrzymała się w Bordeaux.
Lille OSC – Evian TG FC 1:1 Mistrz Francji po raz kolejny traci punkty na własne życzenie. Tak jak przed tygodniem w derbach z Valenciennes, tak teraz z beniaminkiem spod Alp podopieczni Rudiego Garcii nie stanęli na wysokości zadania i nie wykorzystali (wtedy jeszcze nieznanych) potknięć rywali z czołówki. Tym razem jak na faworytów przystało inicjatywa należała do gospodarzy, którzy jednak albo nie byli w stanie przełamać swojej wyjątkowej tego wieczoru niemocy, albo przeciwnikiem okazał się arbiter. „Les Dogues” nie mogą się usprawiedliwiać oczywiście błędami sędziowskimi, jak to czynił na konferencji prasowej ich szkoleniowiec, ale o pracy pana Benoit Millot niestety trzeba wspomnieć parę słów.
Garcia był wybitnie niezadowolony z pracy sędziego (fot. fff.fr)
Otóż nie uznał on jeszcze w pierwszej połowie poprawnie zdobytej przez Joe Cole’a bramki (tu wina leży głównie po stronie asystenta, który nie poradził sobie w sytuacji dynamicznej, pokazując spalonego), a po przerwie powinien wskazać na jedenasty metr, gdy przewracany był Laurent Bonnart. Mistrzom Francji nie przystoi jednak zwalać winy na sędziego i mimo przeciwności losu muszą ogrywać takich rywali, jakimi są „Krzyżowcy” z trzech wiosek ze wschodniej części kraju.
SM Caen – Dijon FCO 3:0 Po porażce w poprzedniej kolejce trener Dijon, Patrice Carteron, wprost zwrócił się do swoich piłkarzy, mówiąc, że muszą chyba znaleźć się dopiero w strefie spadkowej, by zrozumieć, iż w meczach nie chodzi o widowiska, lecz o zdobywanie punktów. Do tej pory Burgundczycy efektownie przegrywali z Paryżem, Montpellier czy Marsylią, ale żadnej zdobyczy punktowej nie było. Teraz przeciwnik był w zasięgu ręki. Co prawda Caen prezentuje się solidnie w tym sezonie, szczególnie na własnym obiekcie, ale jeżeli ma zdobyć punkty potrzebne do utrzymania, to kiedy, jak nie teraz? Nic z tego, Normandczycy strzelili przeciwnikowi trzy bramki i Dijon wciąż ma najgorszą defensywę w Ligue 1. Na dodatek piłkarze znaleźli się na przedostatnim miejscu i teraz czeka ich ciężka walka o ligowy byt.
FC Lorient – AC Ajaccio 2:0 Bretończycy zakończyli passę trzech ligowych spotkań bez zwycięstwa i bez problemów uporali się z bardzo dołującym Ajaccio. Korsyka ponownie zawitała do Ligue 1, ale szybko będzie się chyba musiała z nią pożegnać, bo nie dorasta do poziomu rywali. Do wyczynu Arles Avignon z poprzedniego roku nie równają, ale ich sytuacja w dole tabeli staje się coraz niebezpieczniejsza. Cztery punkty straty wyglądają niewinnie, ale jeżeli spojrzeć na to z perspektywy całej tabeli, to jest to największa różnica punktowa pomiędzy sąsiadującymi drużynami. W tych fatalnych okolicznościach pozytywów wciąż szuka trener Pantaloni. – – mówił po meczu szkoleniowiec. Najbardziej w tej całej sytuacji szkoda ich golkipera, który poziomem odstaje od reszty stawki. Dla reprezentanta Meksyku, Guillermo Ochoi, gra w takim zespole jest raczej świetną możliwością na wypromowanie się, by możniejsi zapytali się o niego, aniżeli próbą ratowania klubu przed spadkiem.
Byliśmy pod presją i paradoksalnie, w porównaniu do poprzednich dwóch kolejek, byliśmy solidni w defensywie. Nigdy nie jest dobrze przegrać, gdy jest się na samym dole, ale nie wszystko było na minus
Olympique Marsylia – OGC Nice 2:0 Podobną ilość, a nawet jeszcze więcej niż w spotkaniu z Ajaccio, szczęścia mieli marsylczycy w starciu z „Orlętami”. W derbach południowego wybrzeża do przerwy goście powinni prowadzić różnicą dwóch goli, lecz wyśmienicie spisywała się tego dnia bramka OM, która dwukrotnie przy użyciu poprzeczki wybiła strzały rywali. Brzmi to może bardzo ironicznie, ale trzeba przyznać, iż ostatnimi czasy jakieś pozytywne moce stoją po stronie piłkarzy ze Stade Velodrome, by wyrównać pech z początku sezonu. On jednak w pewnym momencie powróci i zdać się wreszcie trzeba będzie na własne umiejętności w defensywie, których wciąż wśród „Les Phoceens” bardzo brakuje. Jak zbawienia na pewno wyczekują sympatycy OM powrotu Kameruńczyka, Stephane’a Mbii, który po sierpniowym złamaniu w stopie nie może dojść do siebie.
AS Nancy – Stade Brestois 29 2:1 W pierwszej jedenastce Nancy ponownie roiło się od obrońców. Jean Fernandez po bardzo nieudanym początku sezonu postanowił budować drużynę według starej i znanej recepty, czyli od tyłu. Proszę sobie wyobrazić, że przeciwko Brestowi na murawę wybiegło aż siedmiu nominalnych obrońców, którzy mieli zapewnić słabiutkim Lotaryńczykom czyste konto z tyłu. Cel ten wykonany został, ale tylko 85. minuty. Na szczęście były szkoleniowiec Auxerre przyprowadził do obecnego klubu wielki zaciąg piłkarzy z poprzedniego miejsca pracy. I tak znalazło się miejsce dla byłego kolegi z ataku Jelenia, Rumuna Daniela Niculae, który wyśmienitą indywidualną akcją zapewnił gospodarzom trzy punkty, dopiero drugie w tym sezonie.
Stade Rennais FC – Valenciennes FC 1:1 Po sromotnie przegranym przez „Czerwono-czarnych” meczu w Lidze Europy z Celtami w Glasgow (ostatecznie grzebiącym ich szanse na wyjście z grupy) doszło do niemałej awantury pomiędzy trenerem Frederikiem Antonettim a prezesem Patrickiem Le Layem, co może zwiastować rychły koniec przygody Korsykanina na zachodnich rubieżach Francji. Jednak jak dobrze Antonetti pracuje z młodzieżą w Bretanii, co w Rennes jest jednym z najwyższych priorytetów, pokazało zachowanie piłkarzy po strzeleniu pierwszej bramki z Valenciennes. Gdy Jires Kembo-Ekoko uderzył wyśmienicie i nie do obrony, cały zespół popędził cieszyć się wraz ze swoim szkoleniowcem w okolicach ławki dla rezerwowych. Podopieczni charyzmatycznego przywódcy Rennes nie zdołali co prawda ograć coraz mocniejszych graczy z północy, ale i tak otrzymali od niego ciepłe słowa. – Jestem zadowolony pomimo naszej chwili spowolnienia. Chłopcy pokazali wiele odwagi i samopoświęcenia – słodził zawodnikom Antonetti. Dla „Czerwono-czarnych” był to czwarty mecz z rzędu bez zwycięstwa we wszystkich rozgrywkach, najgorsza seria w tym sezonie.
AS Saint-Etienne – Montpellier HSC 1:1 Wicelider nie zagrał w tej kolejce powalającego spotkania. Jeden gol w jego wykonaniu to wynik zdecydowanie poniżej przeciętnej, tym bardziej że jego autorem był defensywny pomocnik, Joris Marveux (brat Sylvaina, który podbija teraz serca kibiców Newcastle). „Zieloni” z Doliny Rodanu zdecydowanie lepiej zaprezentowali się na tle bladej w tym meczu rewelacji tegorocznych rozgrywek i tylko muszą pluć sobie w brodę, iż przy jednym stałym fragmencie gry nie upilnowali rywali dokładniej.
Rozpędzone PSG zatrzymane zostało w Bordeaux (fot. psg.fr)
FC Sochaux-Montbeliard – Olympique Lyon 2:1 Pierwszy wielki triumf Sochaux w bieżących rozgrywkach. Grająca wybitnie, w szczególności na swoich śmieciach pod wodzą Francisa Gillota, drużyna tej jesieni zawodzi, tracąc mnóstwo bramek (gorsze w defensywie są tylko dwie ostatnie w tabeli ekipy beniaminków). Tym razem jednak Ryad Boudebouz, Marvin Martin i spółka pokazali utytułowanemu rywalowi, że w piłkę grać potrafią. Szczególnie ten pierwszy, który do tej pory był w cieniu reprezentanta Francji, był najjaśniejszą postacią „Les Lionceaux” i ten sezon, jak przepowiadają niektórzy, może należeć do niego. Warto dodać, że ważną rolę przy pierwszym trafieniu odegrał Damien Perquis. Lyon zaś potwierdza, iż ostatnie wyniki nie były kwestią przypadku i po dobrym początku podopieczni Remiego Garde’a płacą cenę za brak wzmocnień w lecie.
AJ Auxerre – Toulouse FC 2:0 90 minut Dariusza Dudki i jego zespół sięgnął po pierwszy od ponad miesiąca komplet punktów, a przeciwnik nie należał do najgorszych. Utrzymująca się wciąż w czubie tabeli Tuluza ma jedną z najlepszych, a przed tą kolejką najlepszą defensywę w lidze (obecnie 12 puszczonych bramek). Dla Auxerre to zwycięstwo przyszło z wielkim trudem, a przyjęte zostało z wielką ulgą. Widmo dramatycznej walki o utrzymanie zaglądało piłkarzom w oczy, gdy z meczu na mecz coraz trudniej przychodziło zdobywaniu oczek. Teraz w Burgundii nastroje się nieco uspokoiły…
Girondins Bordeaux – Paris Saint-Germain 1:1 Hit kolejki, który po obiecujących pierwszych piętnastu minutach (wtedy padły oba gole), zawiódł w późniejszych fragmentach. Faworyzowani paryżanie przyjechali na nielubiany przez siebie teren w Akwitanii. Ostatni raz wygrali tu przecież w 2005 roku i był to dopiero ich szósty triumf w historii na Stade Chaban Delmas. Nic się jednak w tej mierze nie zmieniło. Mecz może nie stał na najwyższym poziomie, jak kibice by sobie tego życzyli, ale na brak emocji narzekać nie można było. Paryż dołączył do grona klubów z czołówki, również tracąc punkty, czym przerwał swoją passę sześciu wygranych z rzędu. Nie zmienia to jednak faktu, iż podopiecznych Antoine’a Kombouarego pokonać w lidze byli w stanie tylko Bretończycy z Lorient, a było to jeszcze w sierpniu na inaugurację sezonu.
Zawodnik kolejki: Loic Remy (Olympique Marsylia) Napastnik „Les Phoceens” zaliczył w tym spotkaniu asystę i bramkę. To on był przeciwko Nicei (przeciwko byłym kolegom) i jest w każdej innej kolejce siłą napędową OM. Poziomem w zespole dorównują mu jedynie bracia Ayew i Mandanda w bramce. Pierwszy gol jest w dużej mierze jego zasługą. Przepchnął obrońcę i chwilę potem dośrodkował idealnie na głowę Jordana Ayewa. Decydującym podaniem mógłby się pochwalić jeszcze wcześniej, gdyby nie indolencja strzelecka Gignaca. Jednak ukoronowaniem jego dobrego występu było trafienie zdobyte z jedenastu metrów w doliczonym czasie gry. Warto dodać, iż reprezentant Francji musiał wykonywać karnego dwukrotnie, bo jeden z jego partnerów wbiegł w „szesnastkę” za wcześnie. Nie speszyło to młodego snajpera, który niczym legendarny Antonin Panenka ośmieszył Kolumbijskiego golkipera „Orląt”, Davida Ospinę.
Gol kolejki: Jires Kembo-Ekoko (Stade Rennais FC) na 1:0 przeciwko Valenciennes Ten gol na to miano bezsprzecznie zasługuje. Co prawda inni piłkarze w tej kolejce mogli pochwalić się trafieniami podobnej urody, skrzydłowego Rennes wyróżnić chcemy jednak z paru powodów. Sam strzał oczywiście wzbudza wielki podziw. Oprócz tego warto zauważyć, z jaką łatwością Kembo opanował futbolówkę w polu karnym, minął obrońcę, a do tak pięknego strzału użył swojej gorszej, bo lewej nogi.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Jak jeden mąż punkty potraciły wszystkie sześć pierwszych zespołów Ligue 1. Najgorzej z tego grona wypadły Lyon i Tuluza, gdyż nie potrafiły ugrać nawet punktu. Mniej bolesna, choć też dotkliwa, może być przerwa w serii sześciu ligowych zwycięstw PSG. Stołeczna lokomotywa zatrzymała się w Bordeaux.
Lille OSC – Evian TG FC 1:1 Mistrz Francji po raz kolejny traci punkty na własne życzenie. Tak jak przed tygodniem w derbach z Valenciennes, tak teraz z beniaminkiem spod Alp podopieczni Rudiego Garcii nie stanęli na wysokości zadania i nie wykorzystali (wtedy jeszcze nieznanych) potknięć rywali z czołówki. Tym razem jak na faworytów przystało inicjatywa należała do gospodarzy, którzy jednak albo nie byli w stanie przełamać swojej wyjątkowej tego wieczoru niemocy, albo przeciwnikiem okazał się arbiter. „Les Dogues” nie mogą się usprawiedliwiać oczywiście błędami sędziowskimi, jak to czynił na konferencji prasowej ich szkoleniowiec, ale o pracy pana Benoit Millot niestety trzeba wspomnieć parę słów.
Garcia był wybitnie niezadowolony z pracy sędziego (fot. fff.fr)
Otóż nie uznał on jeszcze w pierwszej połowie poprawnie zdobytej przez Joe Cole’a bramki (tu wina leży głównie po stronie asystenta, który nie poradził sobie w sytuacji dynamicznej, pokazując spalonego), a po przerwie powinien wskazać na jedenasty metr, gdy przewracany był Laurent Bonnart. Mistrzom Francji nie przystoi jednak zwalać winy na sędziego i mimo przeciwności losu muszą ogrywać takich rywali, jakimi są „Krzyżowcy” z trzech wiosek ze wschodniej części kraju.
SM Caen – Dijon FCO 3:0 Po porażce w poprzedniej kolejce trener Dijon, Patrice Carteron, wprost zwrócił się do swoich piłkarzy, mówiąc, że muszą chyba znaleźć się dopiero w strefie spadkowej, by zrozumieć, iż w meczach nie chodzi o widowiska, lecz o zdobywanie punktów. Do tej pory Burgundczycy efektownie przegrywali z Paryżem, Montpellier czy Marsylią, ale żadnej zdobyczy punktowej nie było. Teraz przeciwnik był w zasięgu ręki. Co prawda Caen prezentuje się solidnie w tym sezonie, szczególnie na własnym obiekcie, ale jeżeli ma zdobyć punkty potrzebne do utrzymania, to kiedy, jak nie teraz? Nic z tego, Normandczycy strzelili przeciwnikowi trzy bramki i Dijon wciąż ma najgorszą defensywę w Ligue 1. Na dodatek piłkarze znaleźli się na przedostatnim miejscu i teraz czeka ich ciężka walka o ligowy byt.
FC Lorient – AC Ajaccio 2:0 Bretończycy zakończyli passę trzech ligowych spotkań bez zwycięstwa i bez problemów uporali się z bardzo dołującym Ajaccio. Korsyka ponownie zawitała do Ligue 1, ale szybko będzie się chyba musiała z nią pożegnać, bo nie dorasta do poziomu rywali. Do wyczynu Arles Avignon z poprzedniego roku nie równają, ale ich sytuacja w dole tabeli staje się coraz niebezpieczniejsza. Cztery punkty straty wyglądają niewinnie, ale jeżeli spojrzeć na to z perspektywy całej tabeli, to jest to największa różnica punktowa pomiędzy sąsiadującymi drużynami. W tych fatalnych okolicznościach pozytywów wciąż szuka trener Pantaloni. – – mówił po meczu szkoleniowiec. Najbardziej w tej całej sytuacji szkoda ich golkipera, który poziomem odstaje od reszty stawki. Dla reprezentanta Meksyku, Guillermo Ochoi, gra w takim zespole jest raczej świetną możliwością na wypromowanie się, by możniejsi zapytali się o niego, aniżeli próbą ratowania klubu przed spadkiem.
Byliśmy pod presją i paradoksalnie, w porównaniu do poprzednich dwóch kolejek, byliśmy solidni w defensywie. Nigdy nie jest dobrze przegrać, gdy jest się na samym dole, ale nie wszystko było na minus
Olympique Marsylia – OGC Nice 2:0 Podobną ilość, a nawet jeszcze więcej niż w spotkaniu z Ajaccio, szczęścia mieli marsylczycy w starciu z „Orlętami”. W derbach południowego wybrzeża do przerwy goście powinni prowadzić różnicą dwóch goli, lecz wyśmienicie spisywała się tego dnia bramka OM, która dwukrotnie przy użyciu poprzeczki wybiła strzały rywali. Brzmi to może bardzo ironicznie, ale trzeba przyznać, iż ostatnimi czasy jakieś pozytywne moce stoją po stronie piłkarzy ze Stade Velodrome, by wyrównać pech z początku sezonu. On jednak w pewnym momencie powróci i zdać się wreszcie trzeba będzie na własne umiejętności w defensywie, których wciąż wśród „Les Phoceens” bardzo brakuje. Jak zbawienia na pewno wyczekują sympatycy OM powrotu Kameruńczyka, Stephane’a Mbii, który po sierpniowym złamaniu w stopie nie może dojść do siebie.
AS Nancy – Stade Brestois 29 2:1 W pierwszej jedenastce Nancy ponownie roiło się od obrońców. Jean Fernandez po bardzo nieudanym początku sezonu postanowił budować drużynę według starej i znanej recepty, czyli od tyłu. Proszę sobie wyobrazić, że przeciwko Brestowi na murawę wybiegło aż siedmiu nominalnych obrońców, którzy mieli zapewnić słabiutkim Lotaryńczykom czyste konto z tyłu. Cel ten wykonany został, ale tylko 85. minuty. Na szczęście były szkoleniowiec Auxerre przyprowadził do obecnego klubu wielki zaciąg piłkarzy z poprzedniego miejsca pracy. I tak znalazło się miejsce dla byłego kolegi z ataku Jelenia, Rumuna Daniela Niculae, który wyśmienitą indywidualną akcją zapewnił gospodarzom trzy punkty, dopiero drugie w tym sezonie.
Stade Rennais FC – Valenciennes FC 1:1 Po sromotnie przegranym przez „Czerwono-czarnych” meczu w Lidze Europy z Celtami w Glasgow (ostatecznie grzebiącym ich szanse na wyjście z grupy) doszło do niemałej awantury pomiędzy trenerem Frederikiem Antonettim a prezesem Patrickiem Le Layem, co może zwiastować rychły koniec przygody Korsykanina na zachodnich rubieżach Francji. Jednak jak dobrze Antonetti pracuje z młodzieżą w Bretanii, co w Rennes jest jednym z najwyższych priorytetów, pokazało zachowanie piłkarzy po strzeleniu pierwszej bramki z Valenciennes. Gdy Jires Kembo-Ekoko uderzył wyśmienicie i nie do obrony, cały zespół popędził cieszyć się wraz ze swoim szkoleniowcem w okolicach ławki dla rezerwowych. Podopieczni charyzmatycznego przywódcy Rennes nie zdołali co prawda ograć coraz mocniejszych graczy z północy, ale i tak otrzymali od niego ciepłe słowa. – Jestem zadowolony pomimo naszej chwili spowolnienia. Chłopcy pokazali wiele odwagi i samopoświęcenia – słodził zawodnikom Antonetti. Dla „Czerwono-czarnych” był to czwarty mecz z rzędu bez zwycięstwa we wszystkich rozgrywkach, najgorsza seria w tym sezonie.
AS Saint-Etienne – Montpellier HSC 1:1 Wicelider nie zagrał w tej kolejce powalającego spotkania. Jeden gol w jego wykonaniu to wynik zdecydowanie poniżej przeciętnej, tym bardziej że jego autorem był defensywny pomocnik, Joris Marveux (brat Sylvaina, który podbija teraz serca kibiców Newcastle). „Zieloni” z Doliny Rodanu zdecydowanie lepiej zaprezentowali się na tle bladej w tym meczu rewelacji tegorocznych rozgrywek i tylko muszą pluć sobie w brodę, iż przy jednym stałym fragmencie gry nie upilnowali rywali dokładniej.
Rozpędzone PSG zatrzymane zostało w Bordeaux (fot. psg.fr)
FC Sochaux-Montbeliard – Olympique Lyon 2:1 Pierwszy wielki triumf Sochaux w bieżących rozgrywkach. Grająca wybitnie, w szczególności na swoich śmieciach pod wodzą Francisa Gillota, drużyna tej jesieni zawodzi, tracąc mnóstwo bramek (gorsze w defensywie są tylko dwie ostatnie w tabeli ekipy beniaminków). Tym razem jednak Ryad Boudebouz, Marvin Martin i spółka pokazali utytułowanemu rywalowi, że w piłkę grać potrafią. Szczególnie ten pierwszy, który do tej pory był w cieniu reprezentanta Francji, był najjaśniejszą postacią „Les Lionceaux” i ten sezon, jak przepowiadają niektórzy, może należeć do niego. Warto dodać, że ważną rolę przy pierwszym trafieniu odegrał Damien Perquis. Lyon zaś potwierdza, iż ostatnie wyniki nie były kwestią przypadku i po dobrym początku podopieczni Remiego Garde’a płacą cenę za brak wzmocnień w lecie.
AJ Auxerre – Toulouse FC 2:0 90 minut Dariusza Dudki i jego zespół sięgnął po pierwszy od ponad miesiąca komplet punktów, a przeciwnik nie należał do najgorszych. Utrzymująca się wciąż w czubie tabeli Tuluza ma jedną z najlepszych, a przed tą kolejką najlepszą defensywę w lidze (obecnie 12 puszczonych bramek). Dla Auxerre to zwycięstwo przyszło z wielkim trudem, a przyjęte zostało z wielką ulgą. Widmo dramatycznej walki o utrzymanie zaglądało piłkarzom w oczy, gdy z meczu na mecz coraz trudniej przychodziło zdobywaniu oczek. Teraz w Burgundii nastroje się nieco uspokoiły…
Girondins Bordeaux – Paris Saint-Germain 1:1 Hit kolejki, który po obiecujących pierwszych piętnastu minutach (wtedy padły oba gole), zawiódł w późniejszych fragmentach. Faworyzowani paryżanie przyjechali na nielubiany przez siebie teren w Akwitanii. Ostatni raz wygrali tu przecież w 2005 roku i był to dopiero ich szósty triumf w historii na Stade Chaban Delmas. Nic się jednak w tej mierze nie zmieniło. Mecz może nie stał na najwyższym poziomie, jak kibice by sobie tego życzyli, ale na brak emocji narzekać nie można było. Paryż dołączył do grona klubów z czołówki, również tracąc punkty, czym przerwał swoją passę sześciu wygranych z rzędu. Nie zmienia to jednak faktu, iż podopiecznych Antoine’a Kombouarego pokonać w lidze byli w stanie tylko Bretończycy z Lorient, a było to jeszcze w sierpniu na inaugurację sezonu.
Zawodnik kolejki: Loic Remy (Olympique Marsylia) Napastnik „Les Phoceens” zaliczył w tym spotkaniu asystę i bramkę. To on był przeciwko Nicei (przeciwko byłym kolegom) i jest w każdej innej kolejce siłą napędową OM. Poziomem w zespole dorównują mu jedynie bracia Ayew i Mandanda w bramce. Pierwszy gol jest w dużej mierze jego zasługą. Przepchnął obrońcę i chwilę potem dośrodkował idealnie na głowę Jordana Ayewa. Decydującym podaniem mógłby się pochwalić jeszcze wcześniej, gdyby nie indolencja strzelecka Gignaca. Jednak ukoronowaniem jego dobrego występu było trafienie zdobyte z jedenastu metrów w doliczonym czasie gry. Warto dodać, iż reprezentant Francji musiał wykonywać karnego dwukrotnie, bo jeden z jego partnerów wbiegł w „szesnastkę” za wcześnie. Nie speszyło to młodego snajpera, który niczym legendarny Antonin Panenka ośmieszył Kolumbijskiego golkipera „Orląt”, Davida Ospinę.
Gol kolejki: Jires Kembo-Ekoko (Stade Rennais FC) na 1:0 przeciwko Valenciennes Ten gol na to miano bezsprzecznie zasługuje. Co prawda inni piłkarze w tej kolejce mogli pochwalić się trafieniami podobnej urody, skrzydłowego Rennes wyróżnić chcemy jednak z paru powodów. Sam strzał oczywiście wzbudza wielki podziw. Oprócz tego warto zauważyć, z jaką łatwością Kembo opanował futbolówkę w polu karnym, minął obrońcę, a do tak pięknego strzału użył swojej gorszej, bo lewej nogi.