14. kolejka Ligue 1 miała przede wszystkim przynieść emocje związane z sobotnim pojedynkiem Montpellier z Marsylią. Tak też było, ale ku zaskoczeniu wielu, na ustach wszystkich znalazły się jednak wydarzenia ze stolicy, gdyż dominujące do tej pory w lidze PSG przegrało z jedną z najsłabszych ekip tego sezonu, Nancy. Oto podsumowanie minionej kolejki.
Toulouse FC – Lille OSC 0:0 Francuskie emocje nietypowo rozpoczęliśmy już w piątek, gdyż wspaniałomyślne władze ligi postanowiły dać dwóm uczestnikom Ligi Mistrzów jeden dzień wolnego. I tak oto Lille i Lyon (i naturalnie ich rywale) zaprezentowały swoje umiejętności nieco wcześniej. Lepiej z tej dwójki wypadli mistrzowie Francji, którzy choć zgarnęli zaledwie punkt więcej, byli stroną lepszą od gospodarzy. Dominowali na boisku, tworząc co chwila śmiertelne niebezpieczeństwo pod bramką Ali Ahamady i tylko w wielkiej indolencji napastników trzeba szukać powodów remisu (Sow nie wykorzystuje karnego, a Cole nie trafia do pustej bramki). Już dziś „Les Dogues” rozegrają w Moskwie swój mecz o być albo nie być w europejskich pucharach. Jeśli jednak nie zmieni się nic w postawie najlepszych strzelców, ich szanse na przetrwanie drastycznie spadną.
Dobra gra Nene nie wystarczyła na dobrze zorganizowanych piłkarzy Nancy (fot. psg.fr)
Olympique Lyon – Stade Rennais FC 1:2 Wspomniany Lyon w znacznie gorszym nastroju przystąpi do kluczowego meczu w Champions League. Z Rennes podopieczni Remiego Garde’a mieli poradzić sobie bez większych problemów i z jak z najmniejszymi stratami tak, by już kilka dni później pełni sił witalnych z kwitkiem odprawić mistrzów Holandii. Z tego też powodu szkoleniowiec „Les Gones” ani myślał ryzykować zdrowia którejkolwiek ze swoich powracających po kontuzjach gwiazd (czytaj: Michel Bastos i Lisandro Lopez). Rzeczywistość, szczególnie ta piłkarska, lubi jednak płatać wszelakie figle. Na gol Edersona szybko odpowiedział Pitroipa, a prosty błąd w wyprowadzeniu piłki Kallstroma zakończył się szóstym trafieniem w sezonie Kembo-Ekoko i zaczęły się schody. Zaplanowany wcześniej jako spacerek pojedynek zaczął wymykać się z pod kontroli. O desperacji Garde’a świadczyć mogą jego decyzje personalne, gdyż na murawie pojawili się wspomniani rekonwalescenci, którzy jednak nic ciekawego nie wprowadzili. Młody szkoleniowiec ma teraz wielki ból głowy, gdyż ani ci piłkarze, którzy wybiegli na boisko, ani wprowadzone na ratunek gwiazdy nie stanęły na wysokości zadania. Morale drużyny słabną (Lyon przegrał sześć z dziewięciu ostatnich meczów), a moment na kryzys jest teraz najmniej odpowiedni ze wszystkich…
AC Ajaccio – SM Caen 2:2 O tym, jak fatalnie prezentuje się korsykańska defensywa, przekonali się w sobotę piłkarze z Normandii. Ajaccio z wielkim trudem przychodzi strzelanie bramek (tym razem z pomocą przyszedł im sędzia, dyktując karnego z kapelusza), a i tak w mgnieniu oka tracą wypracowaną przewagę, błąd, jakiego dopuścił się przy drugim trafieniu dla Caen Leyit N’Diaye zakrawa zaś na kryminał. Szczęśliwa co prawda stała się dla drużyny końcówka, w której swoją słynną determinacją wydarła choć punkt, ale do utrzymania w elicie to może nie wystarczyć. Do bezpiecznej strefy brakuje już sześciu punktów.
Dijon FCO – Girondins Bordeaux 2:0 Patrice Carteron, trener Dijon, wspominał po jednym z wcześniejszych meczów, że jego zespół musi chyba znaleźć się w strefie spadkowej, by zaczął liczyć się ze zdobywaniem punktów, a nie tworzeniem widowisk. Taka sytuacja miała właśnie miejsce w sobotę, a przeciwnikiem był nie byle kto, bo wychodzące powoli z kryzysu, tak przynajmniej się wydawało, Bordeaux. I to goście byli stroną przeważającą, stwarzającą sobie sytuacje i tylko dzięki wspaniałym interwencjom Baptiste’a Reyneta do przerwy żadne bramki nie padły. Gospodarze zaś widząc, iż silniejszego rywala da się jednak ukłuć, dwukrotnie w ciągu czterech minut dokonali tego i swojej przewagi już nie wypuścili. Burgundczycy zaprezentowali futbol wielce wyrachowany i jakże skuteczny.
Evian TG FC – FC Lorient 2:1 Najlepsze z beniaminkowego tria Evian ponownie pokazało, iż nie trzeba wcześniej grać w Ligue 1, by w niej z powodzeniem rywalizować. Jako ciekawostkę wspomnieć trzeba, iż trener gospodarzy, Bernard Casoni, pochwalił swoich przeciwników w takich oto słowach: –Oni są bezsprzecznie najlepszą ekipą, którą przyszło nam gościć w tym sezonie. Wypowiedź ta nabiera szczególnego znaczenia, gdy wspomni się, że do Annecy, bo tam Evian rozgrywa swoje mecze, przyjechało we wrześniu wielkie PSG.
OGC Nice – AS Saint-Etienne 0:2 Mecz na Lazurowym Wybrzeżu nie stał na wysokim poziomie i raczej niż o piłkarskich umiejętnościach mówić się będzie o czerwieniach, które aż trzykrotnie zobaczyły „Orlęta”. Nieco do poziomu spotkania dostosował się arbiter, który drugą kartkę pokazał nieco pochopnie. Możliwe, że był to kluczowy moment, bo Nicea nieraz już pokazała, że w dziesiątkę grać potrafi, ale w dziewiątkę? Niedługo potem straciła drugiego gola i kwestia punktów już była rozstrzygnięta. Efektem tego stanu rzeczy była jedynie narastająca frustracja. Jak tu wyjść na drugą połowę, gdy ma się stratę dwóch bramek i tyluż piłkarzy? Trzecią czerwień obejrzał chyba najgorszy na boisku Renato Civelli, czym nie wpisał się w łaski nowego trenera Nice, Rene Marsiglii. Były asystent Erica Roya samodzielnie prowadzi teraz pierwszy zespół, gdy jego poprzednik powrócił na posadę dyrektora sportowego. Władze klubu mają nadzieję, że wstrząśnie to nieco całym zespołem. Na efekty nie trzeba było długo czekać – Nicea rozegrała jeden z najgorszych meczów w sezonie.
Montpellier HSC – Olympique Marsylia 1:0 Hit 14. kolejki mógł nieco zawieść bezstronnych kibiców, gdyż przyniósł niewiele płynnej gry i sytuacji podbramkowych, a dominantą boiskowych poczynań była męska walka. Piłkarzom nie pomagała również aura, gdy z nieba padał rzęsisty deszcz. Po zmianie stron obie ekipy nieco się otworzyły i zaowocowało to nareszcie bramką, ale tylko jedną i na dodatek samobójczą. Nie ma co pastwić się nad defensywą marsylczyków, która wprawdzie mocno zawiniła przy akcji Belhandy i Camary, ale zwrócić raczej trzeba uwagę na niespotykanie słabą postawą formacji ofensywnej. We= środę na Velodrome przyjedzie Olympiakos i jeśli „Les Phoceens” nie chcą do ostatniej kolejki drżeć o awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, muszą sporo poprawić.
Valenciennes FC – AJ Auxerre 2:1 Po wielu kolejkach przerwy (dokładnie sześciu) do bramki rywali nareszcie trafił Alain Traore. Jeśli jednak ktoś w obozie Burgundczyków pomyślał, że oznaczać to może powrót dobrych czasów i jednocześnie wyniki z początku sezonu, to się srogo zawiódł w drugiej odsłonie. Grające coraz lepiej na swoim świeżutkim, pachnącym jeszcze farbą obiekcie piłkarze Valenciennes wyciągnęli niekorzystny wynik. Trzeba przyznać, iż ich statystyka w roli gospodarza wygląda w ostatnim czasie imponująco. Podopieczni Daniela Sancheza nie przegrali ostatnich pięciu spotkań u siebie (w tym z Marsylią i Lille) i ugrali jednocześnie 11 punktów. Stade du Hainaut, które z początkiem sezonu przynosiło im raczej pecha, teraz staje się twierdzą nie do zdobycia. 84 minuty w tym meczu na pozycji defensywnego pomocnika rozegrał Dariusz Dudka.
Jean Calve zdobył pierwszego gola w L1 i został bohaterem niedzielnego wieczoru (fot. sport24.com)
Stade Brestois 29 – FC Sochaux 2:0 Bez kontuzjowanego Damiena Perquisa radzić musiała sobie w Bretanii defensywa Sochaux i nie wypadło to najlepiej. Oczywiście, nie w tym rzecz, że szyki obronne „Les Lionceaux” są tak silnie uzależnione od obecności reprezentanta Polski, bo w przekroju całej rundy prezentują się raczej dziurawo. Tym razem najsłabszym ogniwem okazał się Mathieu Peybernes, którego faul nie dość, że przyniósł rywalom „jedenastkę”, to również osłabił gości. Bezbłędny jak zawsze w takich sytuacjach Bruno Grougi nie pomylił się dwukrotnie (za pierwszym razem koledzy wbiegli za wcześnie w pole karne), co już dość mocno ustawiło dalszy przebieg spotkania. Przyjezdnych dobił jeszcze Romain Poyet po indywidualnej akcji Nolana Roux i (dopiero!) drugie zwycięstwo Brestu stało się faktem.
Paris Saint-Germain – AS Nancy 0:1 Najważniejszym jednak wydarzeniem tego weekendu była bezdyskusyjnie sensacyjna porażka lidera Ligue 1. Wysadzana gwiazdami jedenastka PSG nie dała rady słabiutkiemu w tegorocznych rozgrywkach Nancy. Słabiutkiemu, ale trzeba dodać, iż wstającemu z kolan. Ostatnimi czasy budujący od zera zespół w Lotaryngii Jean Fernandez odnalazł nareszcie sposób na kolekcjonowanie punktów. Otóż w składzie wychodzącym na murawie znajduje się miejsce dla aż sześciu nominalnych obrońców. Zakrawa to na murowanie własnej bramki i tak to w rzeczywistości wygląda, ale skuteczne jest jak diabli. W takich momentach nie może mi się nie przypomnieć strategia Oresta Lenczyka, który chcąc w zeszłym sezonie wyciągnąć Śląsk z dołów tabeli, zaczął zabezpieczać tyły, a gdzie skończył, to już wszyscy wiemy. Nancy wygrało trzy z ostatnich czterech meczów i wydostało się ze strefy spadkowej.
Dla paryżan zaś taka porażka to wręcz potwarz – w lidze była to ich dopiero druga przegrana (pierwsza miała miejsce dawno, dawno temu, bo na inaugurację w sierpniu). Celem na ten sezon jest zdobycie tytułu i do tej pory wyglądało na to, że wszystko zmierza w dobrym dla nich kierunku. Jednak bezwzględna taktyka Fernandeza uwidoczniła dużą zależność paryskiej siły od indywidualnych umiejętności poszczególnych zawodników. Nałożyło się na to również przeciągająca się słaba dyspozycja Javiera Pastore i zawieszenie za kartki Jeremy’ego Meneza. W takich okolicznościach i przeciwko tak skomasowanej obronie sam Nene nie jest w stanie się przeciwstawić. Robił na boisku cuda, dwoił się i troił, ale na Lotaryńczyków to było za mało.
Zawodnik kolejki: Jean Calve (Nancy) Jako jeden z defensorów Nancy miał znaczący udział w grze obronnej swojego zespołu, która okazała się kluczem do sukcesu. Z czego jednak zostanie bardziej zapamiętany, to trafienie z początku drugiej połowy. Jean Calve przepięknym strzałem zdobył swoje premierowe trafienie na boiskach Ligue 1. Lepszej oprawy aniżeli pokonanie PSG na Parc des Princes nie mógł sobie wymarzyć.
Gol kolejki: Wspomniane uderzenie Jeana Calve było bezkonkurencyjne. Oto i ono:
Cytat kolejki: Nie powiedziałem wiele moim zawodnikom. Trzeba unikać mówienia rzeczy na gorąco, których potem można żałować. Antoine Kombouare, trener PSG
14. kolejka Ligue 1 miała przede wszystkim przynieść emocje związane z sobotnim pojedynkiem Montpellier z Marsylią. Tak też było, ale ku zaskoczeniu wielu, na ustach wszystkich znalazły się jednak wydarzenia ze stolicy, gdyż dominujące do tej pory w lidze PSG przegrało z jedną z najsłabszych ekip tego sezonu, Nancy. Oto podsumowanie minionej kolejki.
Toulouse FC – Lille OSC 0:0 Francuskie emocje nietypowo rozpoczęliśmy już w piątek, gdyż wspaniałomyślne władze ligi postanowiły dać dwóm uczestnikom Ligi Mistrzów jeden dzień wolnego. I tak oto Lille i Lyon (i naturalnie ich rywale) zaprezentowały swoje umiejętności nieco wcześniej. Lepiej z tej dwójki wypadli mistrzowie Francji, którzy choć zgarnęli zaledwie punkt więcej, byli stroną lepszą od gospodarzy. Dominowali na boisku, tworząc co chwila śmiertelne niebezpieczeństwo pod bramką Ali Ahamady i tylko w wielkiej indolencji napastników trzeba szukać powodów remisu (Sow nie wykorzystuje karnego, a Cole nie trafia do pustej bramki). Już dziś „Les Dogues” rozegrają w Moskwie swój mecz o być albo nie być w europejskich pucharach. Jeśli jednak nie zmieni się nic w postawie najlepszych strzelców, ich szanse na przetrwanie drastycznie spadną.
Dobra gra Nene nie wystarczyła na dobrze zorganizowanych piłkarzy Nancy (fot. psg.fr)
Olympique Lyon – Stade Rennais FC 1:2 Wspomniany Lyon w znacznie gorszym nastroju przystąpi do kluczowego meczu w Champions League. Z Rennes podopieczni Remiego Garde’a mieli poradzić sobie bez większych problemów i z jak z najmniejszymi stratami tak, by już kilka dni później pełni sił witalnych z kwitkiem odprawić mistrzów Holandii. Z tego też powodu szkoleniowiec „Les Gones” ani myślał ryzykować zdrowia którejkolwiek ze swoich powracających po kontuzjach gwiazd (czytaj: Michel Bastos i Lisandro Lopez). Rzeczywistość, szczególnie ta piłkarska, lubi jednak płatać wszelakie figle. Na gol Edersona szybko odpowiedział Pitroipa, a prosty błąd w wyprowadzeniu piłki Kallstroma zakończył się szóstym trafieniem w sezonie Kembo-Ekoko i zaczęły się schody. Zaplanowany wcześniej jako spacerek pojedynek zaczął wymykać się z pod kontroli. O desperacji Garde’a świadczyć mogą jego decyzje personalne, gdyż na murawie pojawili się wspomniani rekonwalescenci, którzy jednak nic ciekawego nie wprowadzili. Młody szkoleniowiec ma teraz wielki ból głowy, gdyż ani ci piłkarze, którzy wybiegli na boisko, ani wprowadzone na ratunek gwiazdy nie stanęły na wysokości zadania. Morale drużyny słabną (Lyon przegrał sześć z dziewięciu ostatnich meczów), a moment na kryzys jest teraz najmniej odpowiedni ze wszystkich…
AC Ajaccio – SM Caen 2:2 O tym, jak fatalnie prezentuje się korsykańska defensywa, przekonali się w sobotę piłkarze z Normandii. Ajaccio z wielkim trudem przychodzi strzelanie bramek (tym razem z pomocą przyszedł im sędzia, dyktując karnego z kapelusza), a i tak w mgnieniu oka tracą wypracowaną przewagę, błąd, jakiego dopuścił się przy drugim trafieniu dla Caen Leyit N’Diaye zakrawa zaś na kryminał. Szczęśliwa co prawda stała się dla drużyny końcówka, w której swoją słynną determinacją wydarła choć punkt, ale do utrzymania w elicie to może nie wystarczyć. Do bezpiecznej strefy brakuje już sześciu punktów.
Dijon FCO – Girondins Bordeaux 2:0 Patrice Carteron, trener Dijon, wspominał po jednym z wcześniejszych meczów, że jego zespół musi chyba znaleźć się w strefie spadkowej, by zaczął liczyć się ze zdobywaniem punktów, a nie tworzeniem widowisk. Taka sytuacja miała właśnie miejsce w sobotę, a przeciwnikiem był nie byle kto, bo wychodzące powoli z kryzysu, tak przynajmniej się wydawało, Bordeaux. I to goście byli stroną przeważającą, stwarzającą sobie sytuacje i tylko dzięki wspaniałym interwencjom Baptiste’a Reyneta do przerwy żadne bramki nie padły. Gospodarze zaś widząc, iż silniejszego rywala da się jednak ukłuć, dwukrotnie w ciągu czterech minut dokonali tego i swojej przewagi już nie wypuścili. Burgundczycy zaprezentowali futbol wielce wyrachowany i jakże skuteczny.
Evian TG FC – FC Lorient 2:1 Najlepsze z beniaminkowego tria Evian ponownie pokazało, iż nie trzeba wcześniej grać w Ligue 1, by w niej z powodzeniem rywalizować. Jako ciekawostkę wspomnieć trzeba, iż trener gospodarzy, Bernard Casoni, pochwalił swoich przeciwników w takich oto słowach: –Oni są bezsprzecznie najlepszą ekipą, którą przyszło nam gościć w tym sezonie. Wypowiedź ta nabiera szczególnego znaczenia, gdy wspomni się, że do Annecy, bo tam Evian rozgrywa swoje mecze, przyjechało we wrześniu wielkie PSG.
OGC Nice – AS Saint-Etienne 0:2 Mecz na Lazurowym Wybrzeżu nie stał na wysokim poziomie i raczej niż o piłkarskich umiejętnościach mówić się będzie o czerwieniach, które aż trzykrotnie zobaczyły „Orlęta”. Nieco do poziomu spotkania dostosował się arbiter, który drugą kartkę pokazał nieco pochopnie. Możliwe, że był to kluczowy moment, bo Nicea nieraz już pokazała, że w dziesiątkę grać potrafi, ale w dziewiątkę? Niedługo potem straciła drugiego gola i kwestia punktów już była rozstrzygnięta. Efektem tego stanu rzeczy była jedynie narastająca frustracja. Jak tu wyjść na drugą połowę, gdy ma się stratę dwóch bramek i tyluż piłkarzy? Trzecią czerwień obejrzał chyba najgorszy na boisku Renato Civelli, czym nie wpisał się w łaski nowego trenera Nice, Rene Marsiglii. Były asystent Erica Roya samodzielnie prowadzi teraz pierwszy zespół, gdy jego poprzednik powrócił na posadę dyrektora sportowego. Władze klubu mają nadzieję, że wstrząśnie to nieco całym zespołem. Na efekty nie trzeba było długo czekać – Nicea rozegrała jeden z najgorszych meczów w sezonie.
Montpellier HSC – Olympique Marsylia 1:0 Hit 14. kolejki mógł nieco zawieść bezstronnych kibiców, gdyż przyniósł niewiele płynnej gry i sytuacji podbramkowych, a dominantą boiskowych poczynań była męska walka. Piłkarzom nie pomagała również aura, gdy z nieba padał rzęsisty deszcz. Po zmianie stron obie ekipy nieco się otworzyły i zaowocowało to nareszcie bramką, ale tylko jedną i na dodatek samobójczą. Nie ma co pastwić się nad defensywą marsylczyków, która wprawdzie mocno zawiniła przy akcji Belhandy i Camary, ale zwrócić raczej trzeba uwagę na niespotykanie słabą postawą formacji ofensywnej. We= środę na Velodrome przyjedzie Olympiakos i jeśli „Les Phoceens” nie chcą do ostatniej kolejki drżeć o awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, muszą sporo poprawić.
Valenciennes FC – AJ Auxerre 2:1 Po wielu kolejkach przerwy (dokładnie sześciu) do bramki rywali nareszcie trafił Alain Traore. Jeśli jednak ktoś w obozie Burgundczyków pomyślał, że oznaczać to może powrót dobrych czasów i jednocześnie wyniki z początku sezonu, to się srogo zawiódł w drugiej odsłonie. Grające coraz lepiej na swoim świeżutkim, pachnącym jeszcze farbą obiekcie piłkarze Valenciennes wyciągnęli niekorzystny wynik. Trzeba przyznać, iż ich statystyka w roli gospodarza wygląda w ostatnim czasie imponująco. Podopieczni Daniela Sancheza nie przegrali ostatnich pięciu spotkań u siebie (w tym z Marsylią i Lille) i ugrali jednocześnie 11 punktów. Stade du Hainaut, które z początkiem sezonu przynosiło im raczej pecha, teraz staje się twierdzą nie do zdobycia. 84 minuty w tym meczu na pozycji defensywnego pomocnika rozegrał Dariusz Dudka.
Jean Calve zdobył pierwszego gola w L1 i został bohaterem niedzielnego wieczoru (fot. sport24.com)
Stade Brestois 29 – FC Sochaux 2:0 Bez kontuzjowanego Damiena Perquisa radzić musiała sobie w Bretanii defensywa Sochaux i nie wypadło to najlepiej. Oczywiście, nie w tym rzecz, że szyki obronne „Les Lionceaux” są tak silnie uzależnione od obecności reprezentanta Polski, bo w przekroju całej rundy prezentują się raczej dziurawo. Tym razem najsłabszym ogniwem okazał się Mathieu Peybernes, którego faul nie dość, że przyniósł rywalom „jedenastkę”, to również osłabił gości. Bezbłędny jak zawsze w takich sytuacjach Bruno Grougi nie pomylił się dwukrotnie (za pierwszym razem koledzy wbiegli za wcześnie w pole karne), co już dość mocno ustawiło dalszy przebieg spotkania. Przyjezdnych dobił jeszcze Romain Poyet po indywidualnej akcji Nolana Roux i (dopiero!) drugie zwycięstwo Brestu stało się faktem.
Paris Saint-Germain – AS Nancy 0:1 Najważniejszym jednak wydarzeniem tego weekendu była bezdyskusyjnie sensacyjna porażka lidera Ligue 1. Wysadzana gwiazdami jedenastka PSG nie dała rady słabiutkiemu w tegorocznych rozgrywkach Nancy. Słabiutkiemu, ale trzeba dodać, iż wstającemu z kolan. Ostatnimi czasy budujący od zera zespół w Lotaryngii Jean Fernandez odnalazł nareszcie sposób na kolekcjonowanie punktów. Otóż w składzie wychodzącym na murawie znajduje się miejsce dla aż sześciu nominalnych obrońców. Zakrawa to na murowanie własnej bramki i tak to w rzeczywistości wygląda, ale skuteczne jest jak diabli. W takich momentach nie może mi się nie przypomnieć strategia Oresta Lenczyka, który chcąc w zeszłym sezonie wyciągnąć Śląsk z dołów tabeli, zaczął zabezpieczać tyły, a gdzie skończył, to już wszyscy wiemy. Nancy wygrało trzy z ostatnich czterech meczów i wydostało się ze strefy spadkowej.
Dla paryżan zaś taka porażka to wręcz potwarz – w lidze była to ich dopiero druga przegrana (pierwsza miała miejsce dawno, dawno temu, bo na inaugurację w sierpniu). Celem na ten sezon jest zdobycie tytułu i do tej pory wyglądało na to, że wszystko zmierza w dobrym dla nich kierunku. Jednak bezwzględna taktyka Fernandeza uwidoczniła dużą zależność paryskiej siły od indywidualnych umiejętności poszczególnych zawodników. Nałożyło się na to również przeciągająca się słaba dyspozycja Javiera Pastore i zawieszenie za kartki Jeremy’ego Meneza. W takich okolicznościach i przeciwko tak skomasowanej obronie sam Nene nie jest w stanie się przeciwstawić. Robił na boisku cuda, dwoił się i troił, ale na Lotaryńczyków to było za mało.
Zawodnik kolejki: Jean Calve (Nancy) Jako jeden z defensorów Nancy miał znaczący udział w grze obronnej swojego zespołu, która okazała się kluczem do sukcesu. Z czego jednak zostanie bardziej zapamiętany, to trafienie z początku drugiej połowy. Jean Calve przepięknym strzałem zdobył swoje premierowe trafienie na boiskach Ligue 1. Lepszej oprawy aniżeli pokonanie PSG na Parc des Princes nie mógł sobie wymarzyć.
Gol kolejki: Wspomniane uderzenie Jeana Calve było bezkonkurencyjne. Oto i ono:
Cytat kolejki: Nie powiedziałem wiele moim zawodnikom. Trzeba unikać mówienia rzeczy na gorąco, których potem można żałować. Antoine Kombouare, trener PSG
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.