Kolejną bardzo trudną przeprawę zanotowali w północnej Francji kandydaci do mistrzowskiego tytułu z Paryża, choć w przeciwieństwie do meczu z Lille udało się wygrać. Paris Saint-Germain po niespełna kwadransie przegrywało w Valenciennes już 0:2, lecz mecz zakończył się ich triumfem 4:3.
O tym, że ekipa Valenciennes jest zespołem własnego boiska – w tej klasyfikacji zajmuje szóste miejsce, a w meczach na wyjeździe jest najgorszy w lidze – PSG przekonało się już w pierwszych 11 minutach. Wtedy goście ze stolicy musieli po raz drugi wyjmować piłkę z siatki, a ich katem okazał się Vincent Aboubakar. Młody napastnik Valenciennes najpierw sam w 8. minucie przeprowadził fantastycznie akcję, mając dwóch obrońców na plecach, zdołał oddać strzał, a piłka po rykoszecie wpadła przy samym słupku. Niedługo później to znów on nabrał defensorów paryżan w polu karnym i udało mu się wykonać mocny strzał, z którym co prawda poradził sobie Salvatore Sirigu, ale w taki sposób, że wypluł futbolówkę pod same nogi Remiego Gomisa.

Tych kilka fatalnych minut nie podcięło jednak skrzydeł przyjezdnych, którzy już cztery minuty później zdołali złapać z rywalem kontakt, a właściwie bardzo wydatnie pomógł im kapitan rywali, Rudy Mater. Prawy obrońca VFC zamiast wybijać w niebezpiecznej sytuacji piłkę próbował ją rozegrać i zrobił to tak nieudolnie, że oddał ją Menezowi. Ten zaś natychmiast dograł ją do Nene i Brazylijczyk pokonał wychodzącego ze swojej bramki Nicolasa Penneteau.
Po tak łatwo straconym golu gospodarze zaczęli grać znacznie uważniej, zdając sobie sprawę, z jak klasowym rywalem mieli do czynienia. Jednak przewaga paryżan rosła z każdą minutą i najlepszą odpowiedzią mogły być tylko kontry – wynik wciąż był korzystny – które nie przynosiły już takich owoców jak na początku spotkania. Taka taktyka okazała się złudna, gdyż do końca pierwszej połowy podrażnieni podopieczni Carlo Ancelottiego zdołali wyjść na prowadzenie. Najpierw w 40. minucie po zespołowej akcji Nene podał na skrzydło do wybiegającego Maxwella i jego rodak z ostrego konta wpakował piłkę do siatki. Pięć minut później swój geniusz objawił zaś Javier Pastore, gdy posłał piłkę nad linią obrony Valenciennes do wychodzącego Blaise’a Matuidiego i reprezentant Francji wykorzystał sytuację sam na sam.
Wraz ze zmianą stron zmieniły się również role w spotkaniu. Paris Saint-Germain, mając satysfakcjonujący wynik, przyczaiło się na własnej połowie i czekało, by wykorzystać w kontratakach swoich szybkich napastników, gospodarze zaś zmuszeni do ataków pozycyjnych walili głową w mur. Wystarczy powiedzieć, że najgroźniejszą okazję mieli po prostym błędzie Maxwella, który za słabo podał do bramkarza i gdyby nie szybka reakcja Sirigu, to Foued Kadir byłby bliski doprowadzenia do remisu. Ich sytuacja stała się jeszcze tragiczniejsza po niecałym kwadransie gry, gdyż paryżanie po odzyskaniu futbolówki popędzili ławą na bramkę rywali i podwyższyli wynik na 4:2. Zrobił to Jeremy Menez, gdy otrzymał dokładne podanie od Nene, zaliczając drugą asystę w meczu, który wydawał się już rozstrzygnięty.










