Lille po znakomitym widowisku uległo „Żyrondystom” 4:5, PSG bezbramkowo zremisowało w Nicei, a Montpellier bez skrupułów wbiło trzy bramki beniaminkowi z Korsyki. Zapraszam na podsumowanie 23. kolejki Ligue 1.
Na Lazurowym Wybrzeżu nigdy nic nie wiadomo…
W niedzielę w Nicei stało się dla PSG coś strasznego i bynajmniej nie chodzi tu o remis, który pozbawił je dwóch punktów, ale o dyspozycję Nene. Pierwszy raz od kilku dobrych miesięcy jest się do czego przyczepić w grze Brazylijczyka. To on jest przywódcą paryskiej armii, a jego dyspozycja niczym reakcja łańcuchowa pociąga za sobą cały zespół. W niedzielę Nene pudłował – pudłowali koledzy. Nicea mądrze nastawiła się na kontry, w których katem stołecznych miał być Eric Mouloungui. Reprezentant Gabonu co prawda mógł sprawić niespodziankę i pokonać Sirigu, ale gospodarze na pewno wzięliby remis w ciemno. Na zakończenie należy dodać, że jeśli Nene nie wróci do siebie, to Montpellier może 19 lutego sprawić na Parc des Princes niespodzianką.
OGC Nice 0:0 PSG
Bez presji

No właśnie, Montpellier gra pewnie, a co najważniejsze – skutecznie. Drogę po siódme zwycięstwo w siódmym meczu 2012 roku rozpoczął Younes Belhanda, wykorzystując rzut karny. Swoje trzy grosze dołożył Remy Cabella, a wynik ustalił niepohamowany Olivier Giroud. Remis PSG sprawił, że Montpellier ma już tylko jedno oczko straty do zespołu z Paryża i za tydzień właśnie tam przyjdzie mu się wybrać na mecz 24. kolejki.
– Możemy udać się do Paryża bez presji – powiedział Rene Girard.
– Wiemy, że oni są faworytami i że będą mistrzami, ale mu postaramy się choć trochę utrudnić im to zadanie – dodał trener „La Paillade”.
Quo vadis, trenerze?
Montpellier 3:0 AC Ajaccio
Mecz sezonu we Flandrii!
Najlepszy mecz weekendu i jak do tej pory sezonu odbył się na północy Francji, w której obrońcy tytułu mieli jeszcze nadzieje na obronę tytułu. Niestety, ich marzenia rozwiane zostały po niewiarygodnej porażce 5:4 w wielkim meczu z Girondins Bordeaux.
Trzy bramki w pierwszej połowie i dwa razy tyle w drugiej odsłonie. Nikt nie spodziewał się takiego wyniku, ale oddaje on to, co działo się na boisku. Wszystko wyglądało jak w przyśpieszonym tempie, piłkarze pokazali charakter no i, rzecz jasna, znakomitą precyzję. Dla Ludovica Obraniaka, który nie mieścił się w składzie Lille, był to bardzo ważny mecz. Reprezentant Polski udowodnił, że w piłkę grać potrafi i zapewne działacze gospodarzy pluli sobie w brodę po tym, jak Obraniak zdobył dwie bramki. Warto nadmienić, że w 60. minucie goście z Akwitanii prowadzili już 4:1 i byli w zasadzie pewni zdobycia kompletu punktów. Mistrzowie z Lille zdołali wyrównać na 4:4, ale wtedy pojawił się Obraniak i przeciągnął linę na stronę „Żyrondystów”. Lille znalazło się w bardzo trudnej sytuacji i chyba wie, że w tym sezonie mistrzostwo jest już poza zasięgiem. We Francji jednak nie takie rzeczy się zdarzały, więc zawsze trzeba wierzyć, przecież wiara czyni cuda…










