W obecnych rozgrywkach francuskiej Ligue 1 na czoło w walce o mistrzowski tytuł można wyróżnić cztery zespoły. Właśnie w ramach tego kwartetu rozegra się kolejny hit nad Sekwaną, który będzie możliwością dla każdej z ekip na zrehabilitowanie się za niepowodzenia w Lidze Mistrzów. Za plecami lidera z Paryża o kolejne punkty walczyć będą w północnej Francji piłkarze Lille i Lyonu.
37. rywalizacja pomiędzy „Les Dogues” Rudiego Garcii a „Les Gones” Remiego Garde’a na północy kraju zapowiada się niezwykle ekscytująco. Obie ekipy bez wątpienia celują w mistrzowską koronę, której obrońcami są dzisiejsi gospodarze, a w tabeli dzieli ich zaledwie jeden punkt. Jeden punkt, który pozwala liończykom zasiadać wciąż na podium, choć jeszcze tego wieczoru może to diametralnie ulec zmianie.
Michel Bastos to obecnie największa siła ofensywna Lyonu (fot. losc.fr)
Olympique Lyon od samego początku sezonu prezentuje bardzo dobrą i równą formę. Mało kto by się spodziewał, że zespół, który jako jedyny ze ścisłej czołówki Ligue 1, zupełnie się nie wzmocnił w letnim oknie transferowym, a wręcz osłabił, będzie w stanie z taką stabilnością zdobywać kolejne punkty. Co gorsza dla podopiecznych Garde’a, bardzo poważnej kontuzji nabawiła się bezsprzecznie największa gwiazda OL, Lisandro Lopez. Argentyńczykowi zdjęli już gips, rozpoczął treningi, ale na boisku nadal go nie zobaczymy.
Powrót na zieloną murawę zaliczył za to już Yoann Gourcuff, wchodząc w drugiej połowie wygranego meczu z Nancy, a także grając od pierwszej minuty na Santiago Bernabeu w Madrycie. Hit transferowy poprzedniego lata nadal nie jest tym samym piłkarzem, który zachwycał kibiców na Stade Chaban Delmas, i próżno szukać spotkania w nowych barwach, gdy syn szkoleniowca Lorient prezentował odpowiedni do swojego potencjału poziom. Mecz z Lille jest ku temu świetną okazją. W końcu jego doświadczenie zebrane zarówno we Francji, jak i za granicą (był przecież zawodnikiem Milanu) powinno procentować na tle kilku znacznie młodszych kolegów z pierwszego składu.
Bo taką właśnie strategię przy budowaniu składu przyjął Remi Garde. Nie wzmocnił on drużyny wielkimi i znaczącymi nazwiskami, lecz postanowił sięgnąć po piłkarzy z drugiego planu (Bakary Kone z drugoligowego Guingamps i Mouhamadou Dabo, który w Hiszpanii żadnej kariery nie zrobił), a także zaufał liońskiej myśli trenerskiej, wprowadzając kilku wychowanków z doliny Rodanu (Maxime Gonalons, dopiero 19-letni Sidy Kone i 20-letni Clement Grenier), a są jeszcze inni, którzy czekają na swoje szanse. Tę oto grupę nieco mniej doświadczonych piłkarzy wspierać ma ekipa znaczących już graczy. Lopez zagrać jeszcze nie może, ale do dyspozycji trenera Lyonu są obrońcy Cris i Dejan Lovren, wspomniany w środkowej linii Gourcuff oraz Kim Kallstrom i przede wszystkim dwóch asów formacji ofensywnej, Bafetimbi Gomis i Michel Bastos. To na nich baczną uwagę muszą zwrócić uwagę defensywnie nastawieni zawodnicy Lille – choć trzeba zaznaczyć, że największym atutem OL jest gra zespołowa, której w poprzednich rozgrywkach nie dało się zauważyć.
Pierwszy z nich bardzo regularnie wpisuje się na listę strzelców, uzbierawszy już 7 trafień, a ten drugi rozgrywa w tym roku mecze życia, tak jak ten z Bordeaux. Były piłkarz właśnie Lille jest wielce kreatywną i produktywną postacią w składzie (4 gole i 4 asysty) i wydaje się, że to głównie od jego postawy zależy forma całego zespołu.
Taką postacią po przeciwnej stronie barykady jest Eden Hazard. Belg już od sierpnia udowadnia, że poprzednie sezony (szczególnie ten mistrzowski) nie były przypadkiem, a on ma w sobie zadatek na jednego z najlepszych piłkarzy globu. Biorąc pod uwagę odejście do Arsenalu reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej, Gervinho, całe pole do popisu w dryblingu, asystach i strzałach z dystansu pozostało właśnie jemu. Oprócz tego otrzymał on świetną armię pomocników, którzy potencjałem nie są w stanie mu dorównać (może poza Joe Cole’em wypożyczonym z Liverpoolu, który wciąż ma jednak zaległości z okresu przygotowawczego), ale którzy mogą pełnić świetne uzupełnienie dla „Hazard Show”.
Tak oto w środkowej strefie pojawił się Benoit Pedretti (były piłkarz Lyonu), na skrzydłach Dimitri Payet i Joe Cole, a z przodu Ireneusz Jeleń i młodziutki Ronny Rodelin. Również król strzelców poprzedniego sezonu, Moussa Sow, nie jest już tym samym superstrzelcem, co poprzednio. Podobnie było także przed tygodniem w Auxerre. „Les Dogues” przegrywali po fatalnym błędzie golkipera Mickaela Landreau, lecz zmiany w drugiej połowie (weszli Hazard, Cole i Jeleń) odmieniły całkowicie obraz spotkania i wreszcie po czterech latach goście mogli wywieźć z Abbe Dechamps trzy punkty.
Ze słabszych punktów piłkarzy Lille wymienić trzeba na pewno formację defensywną, która po odejściu Adila Ramiego do Valencii nie tworzy już takiego monolitu. Sprowadzony z Rosji Marko Basa nie zawsze jest w pełni sił, Aurelian Chedjou wciąż szuka formy z zeszłego roku, a David Rozehnal co rusz popełnia zaskakujące, jak na tak doświadczonego gracza, błędy. Na domiar złego nikt nie wie, czego spodziewać się można po Landreau. W zupełnie niegroźnych sytuacjach bramkarz ten podejmuje czasem absurdalne decyzje, które prokurują wielkie niebezpieczeństwo. W Bordeaux wyjechał kolanem Ben Khalfallahowi, co zaowocowało „jedenastką” dla przeciwników (został również ukarany przerwą w grze na jeden mecz, lecz decyzja ta wchodzi w życie dopiero z dniem jutrzejszym), a w Burgundii z niewiadomych przyczyn piąstkował za polem karnym i, co ciekawe, miał potem pretensje, iż napastnik Auxerre jeszcze przeszkadzał mu w interwencji. Niebywały brak odpowiedzialności.
Dzisiejszy pojedynek może być traktowany nie tylko w ramach bezpośredniej walki o czołowe pozycje w lidze, ale również o zadośćuczynienie postawie w Lidze Mistrzów. Liończyków na pewno mocno musiało boleć lanie, jakie otrzymali w Madrycie od Realu. Realu, z którym przecież zawsze tak dobrze sobie radzili, lecz od chwili przejęcia „Królewskich” przez Jose Mourinho czar tych meczów prysł. Zdecydowanie defensywna postawa na Santiago Bernabeu poskutkowała czteroma golami straty i żadnym strzelonym, teraz zatem przyszedł czas, by wynagrodzić fanom tę klęskę.
Również z osiągniętego w ciągu tygodnia wyniku zadowoleni nie mogą być podopieczni Rudiego Garcii. Mimo bardzo ambitnej postawy i otwartej gry nie byli w stanie zniwelować szybkiego prowadzenia Interu Mediolan i możliwości na wyjście z grupy, zaledwie z dwoma punktami na koncie, stają się coraz bardziej iluzoryczne. A nie można powiedzieć, że odstają oni poziomem od reszty stawki. Podobnie więc ligowa potyczka jest w stanie przywrócić im wiarę w swoje umiejętności i nadzieję, że nic jeszcze nie jest straconego, tym bardziej w spotkaniu z tak silnym rywalem, jakim jest Lyon.
Trzeba przyznać, że nawet statystyki wskazują, iż dzisiejszy wieczór będzie należał do tych najbardziej ekscytujących. Tylko w jednej spośród 37 wizyt „Les Gones” w Lille padł bezbramkowy remis (21 wygranych Lille i 7 OL), a działo się to aż dwie dekady temu. Dość powiedzieć, że w ostatnich sześciu padło aż 19 bramek, dając zatem średnią ponad trzech goli na spotkanie. Przed rokiem padł na Stade Lille Metropole bardzo istotny dla późniejszych losów mistrzostwa Francji remis 1:1. Na fatalnej wtedy murawie wczesny gol Moussy Sowa został zniwelowany uderzeniem z dystansu Kima Kallstroma. Jeden punkt był jednak dla gospodarzy zwycięskim, gdyż to oni w rywalizacji z tymi największymi nie byli w stanie zejść z boiska niepokonani. Wtedy mecz ten był przełomowy dla mentalności zawodników, którzy tydzień później wywieźli z marsylskiego Stade Velodrome komplet punktów. Dziś sytuacja jest już diametralnie inna, co może tylko zwiastować pełne emocji widowisko.
Skład meczowy Lille:
Bramkarze: Mickael Landreau, Vincent Enyeama Obrońcy: Marko Basa, Franck Beria, Laurent Bonnart, Aurelian Chedjou, Mathieu Debuchy, David Rozehnal Pomocnicy: Florent Balmont, Joe Cole, Rio Mavuba, Idrissa Gueye, Ludovic Obraniak, Benoit Pedretti Napastnicy: Tulio De Melo, Ireneusz Jeleń, Moussa Sow, Dimiti Payet, Eden Hazard
Skład meczowy Lyonu:
Bramkarze: Hugo Lloris, Remy Vercoutre Obrońcy: Anthony Reveillere, Cris, Mouhamadou Dabo, Ally Cissokho, Dejan Lovren, Bakary Kone Pomocnicy: Sidi Kone, Kim Kallstrom, Maxime Gonalons, Yoann Gourcuff, Gueida Fofana, Honorato Ederson Napasticy: Jimmy Briand, Alexandre Lacazette, Bafetimbi Gomis, Michel Bastos, Ishak Belfodil
Cytat przedmeczowy: Nie będę kłamał: gdy nie mogę wygrać mistrzostwa z OL, to chcę, żeby zdobyło je Lille. Byłem wielce szczęśliwy z tego tytułu. Lille jest bliskie mojemu sercu. Michel Bastos, napastnik Lyonu, który w latach 2006-2009 grał w barwach Lille
W obecnych rozgrywkach francuskiej Ligue 1 na czoło w walce o mistrzowski tytuł można wyróżnić cztery zespoły. Właśnie w ramach tego kwartetu rozegra się kolejny hit nad Sekwaną, który będzie możliwością dla każdej z ekip na zrehabilitowanie się za niepowodzenia w Lidze Mistrzów. Za plecami lidera z Paryża o kolejne punkty walczyć będą w północnej Francji piłkarze Lille i Lyonu.
37. rywalizacja pomiędzy „Les Dogues” Rudiego Garcii a „Les Gones” Remiego Garde’a na północy kraju zapowiada się niezwykle ekscytująco. Obie ekipy bez wątpienia celują w mistrzowską koronę, której obrońcami są dzisiejsi gospodarze, a w tabeli dzieli ich zaledwie jeden punkt. Jeden punkt, który pozwala liończykom zasiadać wciąż na podium, choć jeszcze tego wieczoru może to diametralnie ulec zmianie.
Michel Bastos to obecnie największa siła ofensywna Lyonu (fot. losc.fr)
Olympique Lyon od samego początku sezonu prezentuje bardzo dobrą i równą formę. Mało kto by się spodziewał, że zespół, który jako jedyny ze ścisłej czołówki Ligue 1, zupełnie się nie wzmocnił w letnim oknie transferowym, a wręcz osłabił, będzie w stanie z taką stabilnością zdobywać kolejne punkty. Co gorsza dla podopiecznych Garde’a, bardzo poważnej kontuzji nabawiła się bezsprzecznie największa gwiazda OL, Lisandro Lopez. Argentyńczykowi zdjęli już gips, rozpoczął treningi, ale na boisku nadal go nie zobaczymy.
Powrót na zieloną murawę zaliczył za to już Yoann Gourcuff, wchodząc w drugiej połowie wygranego meczu z Nancy, a także grając od pierwszej minuty na Santiago Bernabeu w Madrycie. Hit transferowy poprzedniego lata nadal nie jest tym samym piłkarzem, który zachwycał kibiców na Stade Chaban Delmas, i próżno szukać spotkania w nowych barwach, gdy syn szkoleniowca Lorient prezentował odpowiedni do swojego potencjału poziom. Mecz z Lille jest ku temu świetną okazją. W końcu jego doświadczenie zebrane zarówno we Francji, jak i za granicą (był przecież zawodnikiem Milanu) powinno procentować na tle kilku znacznie młodszych kolegów z pierwszego składu.
Bo taką właśnie strategię przy budowaniu składu przyjął Remi Garde. Nie wzmocnił on drużyny wielkimi i znaczącymi nazwiskami, lecz postanowił sięgnąć po piłkarzy z drugiego planu (Bakary Kone z drugoligowego Guingamps i Mouhamadou Dabo, który w Hiszpanii żadnej kariery nie zrobił), a także zaufał liońskiej myśli trenerskiej, wprowadzając kilku wychowanków z doliny Rodanu (Maxime Gonalons, dopiero 19-letni Sidy Kone i 20-letni Clement Grenier), a są jeszcze inni, którzy czekają na swoje szanse. Tę oto grupę nieco mniej doświadczonych piłkarzy wspierać ma ekipa znaczących już graczy. Lopez zagrać jeszcze nie może, ale do dyspozycji trenera Lyonu są obrońcy Cris i Dejan Lovren, wspomniany w środkowej linii Gourcuff oraz Kim Kallstrom i przede wszystkim dwóch asów formacji ofensywnej, Bafetimbi Gomis i Michel Bastos. To na nich baczną uwagę muszą zwrócić uwagę defensywnie nastawieni zawodnicy Lille – choć trzeba zaznaczyć, że największym atutem OL jest gra zespołowa, której w poprzednich rozgrywkach nie dało się zauważyć.
Pierwszy z nich bardzo regularnie wpisuje się na listę strzelców, uzbierawszy już 7 trafień, a ten drugi rozgrywa w tym roku mecze życia, tak jak ten z Bordeaux. Były piłkarz właśnie Lille jest wielce kreatywną i produktywną postacią w składzie (4 gole i 4 asysty) i wydaje się, że to głównie od jego postawy zależy forma całego zespołu.
Taką postacią po przeciwnej stronie barykady jest Eden Hazard. Belg już od sierpnia udowadnia, że poprzednie sezony (szczególnie ten mistrzowski) nie były przypadkiem, a on ma w sobie zadatek na jednego z najlepszych piłkarzy globu. Biorąc pod uwagę odejście do Arsenalu reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej, Gervinho, całe pole do popisu w dryblingu, asystach i strzałach z dystansu pozostało właśnie jemu. Oprócz tego otrzymał on świetną armię pomocników, którzy potencjałem nie są w stanie mu dorównać (może poza Joe Cole’em wypożyczonym z Liverpoolu, który wciąż ma jednak zaległości z okresu przygotowawczego), ale którzy mogą pełnić świetne uzupełnienie dla „Hazard Show”.
Tak oto w środkowej strefie pojawił się Benoit Pedretti (były piłkarz Lyonu), na skrzydłach Dimitri Payet i Joe Cole, a z przodu Ireneusz Jeleń i młodziutki Ronny Rodelin. Również król strzelców poprzedniego sezonu, Moussa Sow, nie jest już tym samym superstrzelcem, co poprzednio. Podobnie było także przed tygodniem w Auxerre. „Les Dogues” przegrywali po fatalnym błędzie golkipera Mickaela Landreau, lecz zmiany w drugiej połowie (weszli Hazard, Cole i Jeleń) odmieniły całkowicie obraz spotkania i wreszcie po czterech latach goście mogli wywieźć z Abbe Dechamps trzy punkty.
Ze słabszych punktów piłkarzy Lille wymienić trzeba na pewno formację defensywną, która po odejściu Adila Ramiego do Valencii nie tworzy już takiego monolitu. Sprowadzony z Rosji Marko Basa nie zawsze jest w pełni sił, Aurelian Chedjou wciąż szuka formy z zeszłego roku, a David Rozehnal co rusz popełnia zaskakujące, jak na tak doświadczonego gracza, błędy. Na domiar złego nikt nie wie, czego spodziewać się można po Landreau. W zupełnie niegroźnych sytuacjach bramkarz ten podejmuje czasem absurdalne decyzje, które prokurują wielkie niebezpieczeństwo. W Bordeaux wyjechał kolanem Ben Khalfallahowi, co zaowocowało „jedenastką” dla przeciwników (został również ukarany przerwą w grze na jeden mecz, lecz decyzja ta wchodzi w życie dopiero z dniem jutrzejszym), a w Burgundii z niewiadomych przyczyn piąstkował za polem karnym i, co ciekawe, miał potem pretensje, iż napastnik Auxerre jeszcze przeszkadzał mu w interwencji. Niebywały brak odpowiedzialności.
Dzisiejszy pojedynek może być traktowany nie tylko w ramach bezpośredniej walki o czołowe pozycje w lidze, ale również o zadośćuczynienie postawie w Lidze Mistrzów. Liończyków na pewno mocno musiało boleć lanie, jakie otrzymali w Madrycie od Realu. Realu, z którym przecież zawsze tak dobrze sobie radzili, lecz od chwili przejęcia „Królewskich” przez Jose Mourinho czar tych meczów prysł. Zdecydowanie defensywna postawa na Santiago Bernabeu poskutkowała czteroma golami straty i żadnym strzelonym, teraz zatem przyszedł czas, by wynagrodzić fanom tę klęskę.
Również z osiągniętego w ciągu tygodnia wyniku zadowoleni nie mogą być podopieczni Rudiego Garcii. Mimo bardzo ambitnej postawy i otwartej gry nie byli w stanie zniwelować szybkiego prowadzenia Interu Mediolan i możliwości na wyjście z grupy, zaledwie z dwoma punktami na koncie, stają się coraz bardziej iluzoryczne. A nie można powiedzieć, że odstają oni poziomem od reszty stawki. Podobnie więc ligowa potyczka jest w stanie przywrócić im wiarę w swoje umiejętności i nadzieję, że nic jeszcze nie jest straconego, tym bardziej w spotkaniu z tak silnym rywalem, jakim jest Lyon.
Trzeba przyznać, że nawet statystyki wskazują, iż dzisiejszy wieczór będzie należał do tych najbardziej ekscytujących. Tylko w jednej spośród 37 wizyt „Les Gones” w Lille padł bezbramkowy remis (21 wygranych Lille i 7 OL), a działo się to aż dwie dekady temu. Dość powiedzieć, że w ostatnich sześciu padło aż 19 bramek, dając zatem średnią ponad trzech goli na spotkanie. Przed rokiem padł na Stade Lille Metropole bardzo istotny dla późniejszych losów mistrzostwa Francji remis 1:1. Na fatalnej wtedy murawie wczesny gol Moussy Sowa został zniwelowany uderzeniem z dystansu Kima Kallstroma. Jeden punkt był jednak dla gospodarzy zwycięskim, gdyż to oni w rywalizacji z tymi największymi nie byli w stanie zejść z boiska niepokonani. Wtedy mecz ten był przełomowy dla mentalności zawodników, którzy tydzień później wywieźli z marsylskiego Stade Velodrome komplet punktów. Dziś sytuacja jest już diametralnie inna, co może tylko zwiastować pełne emocji widowisko.
Skład meczowy Lille:
Bramkarze: Mickael Landreau, Vincent Enyeama Obrońcy: Marko Basa, Franck Beria, Laurent Bonnart, Aurelian Chedjou, Mathieu Debuchy, David Rozehnal Pomocnicy: Florent Balmont, Joe Cole, Rio Mavuba, Idrissa Gueye, Ludovic Obraniak, Benoit Pedretti Napastnicy: Tulio De Melo, Ireneusz Jeleń, Moussa Sow, Dimiti Payet, Eden Hazard
Skład meczowy Lyonu:
Bramkarze: Hugo Lloris, Remy Vercoutre Obrońcy: Anthony Reveillere, Cris, Mouhamadou Dabo, Ally Cissokho, Dejan Lovren, Bakary Kone Pomocnicy: Sidi Kone, Kim Kallstrom, Maxime Gonalons, Yoann Gourcuff, Gueida Fofana, Honorato Ederson Napasticy: Jimmy Briand, Alexandre Lacazette, Bafetimbi Gomis, Michel Bastos, Ishak Belfodil
Cytat przedmeczowy: Nie będę kłamał: gdy nie mogę wygrać mistrzostwa z OL, to chcę, żeby zdobyło je Lille. Byłem wielce szczęśliwy z tego tytułu. Lille jest bliskie mojemu sercu. Michel Bastos, napastnik Lyonu, który w latach 2006-2009 grał w barwach Lille