W obecnych rozgrywkach francuskiej Ligue 1 na czoło w walce o mistrzowski tytuł można wyróżnić cztery zespoły. Właśnie w ramach tego kwartetu rozegra się kolejny hit nad Sekwaną, który będzie możliwością dla każdej z ekip na zrehabilitowanie się za niepowodzenia w Lidze Mistrzów. Za plecami lidera z Paryża o kolejne punkty walczyć będą w północnej Francji piłkarze Lille i Lyonu.
37. rywalizacja pomiędzy „Les Dogues” Rudiego Garcii a „Les Gones” Remiego Garde’a na północy kraju zapowiada się niezwykle ekscytująco. Obie ekipy bez wątpienia celują w mistrzowską koronę, której obrońcami są dzisiejsi gospodarze, a w tabeli dzieli ich zaledwie jeden punkt. Jeden punkt, który pozwala liończykom zasiadać wciąż na podium, choć jeszcze tego wieczoru może to diametralnie ulec zmianie.

Olympique Lyon od samego początku sezonu prezentuje bardzo dobrą i równą formę. Mało kto by się spodziewał, że zespół, który jako jedyny ze ścisłej czołówki Ligue 1, zupełnie się nie wzmocnił w letnim oknie transferowym, a wręcz osłabił, będzie w stanie z taką stabilnością zdobywać kolejne punkty. Co gorsza dla podopiecznych Garde’a, bardzo poważnej kontuzji nabawiła się bezsprzecznie największa gwiazda OL, Lisandro Lopez. Argentyńczykowi zdjęli już gips, rozpoczął treningi, ale na boisku nadal go nie zobaczymy.
Powrót na zieloną murawę zaliczył za to już Yoann Gourcuff, wchodząc w drugiej połowie wygranego meczu z Nancy, a także grając od pierwszej minuty na Santiago Bernabeu w Madrycie. Hit transferowy poprzedniego lata nadal nie jest tym samym piłkarzem, który zachwycał kibiców na Stade Chaban Delmas, i próżno szukać spotkania w nowych barwach, gdy syn szkoleniowca Lorient prezentował odpowiedni do swojego potencjału poziom. Mecz z Lille jest ku temu świetną okazją. W końcu jego doświadczenie zebrane zarówno we Francji, jak i za granicą (był przecież zawodnikiem Milanu) powinno procentować na tle kilku znacznie młodszych kolegów z pierwszego składu.
Bo taką właśnie strategię przy budowaniu składu przyjął Remi Garde. Nie wzmocnił on drużyny wielkimi i znaczącymi nazwiskami, lecz postanowił sięgnąć po piłkarzy z drugiego planu (Bakary Kone z drugoligowego Guingamps i Mouhamadou Dabo, który w Hiszpanii żadnej kariery nie zrobił), a także zaufał liońskiej myśli trenerskiej, wprowadzając kilku wychowanków z doliny Rodanu (Maxime Gonalons, dopiero 19-letni Sidy Kone i 20-letni Clement Grenier), a są jeszcze inni, którzy czekają na swoje szanse. Tę oto grupę nieco mniej doświadczonych piłkarzy wspierać ma ekipa znaczących już graczy. Lopez zagrać jeszcze nie może, ale do dyspozycji trenera Lyonu są obrońcy Cris i Dejan Lovren, wspomniany w środkowej linii Gourcuff oraz Kim Kallstrom i przede wszystkim dwóch asów formacji ofensywnej, Bafetimbi Gomis i Michel Bastos. To na nich baczną uwagę muszą zwrócić uwagę defensywnie nastawieni zawodnicy Lille – choć trzeba zaznaczyć, że największym atutem OL jest gra zespołowa, której w poprzednich rozgrywkach nie dało się zauważyć.











