W 21. serii spotkań Ligue 1 obyło się bez niespodzianek i faworyci w komplecie ograli swoich rywali. W najciekawiej zapowiadającym się meczu zespół Olympique Marsylia pokonał na wyjeździe Rennes i dobił do prowadzącego w tabeli kwartetu. Widać, że marsylczycy pomimo bardzo słabego początku sezonu nie składają broni i najbliższe miesiące mogą należeć właśnie do nich.
Dziesięć pierwszych kolejek – jedno zwycięstwo, sześć remisów, trzy porażki, a 11 następnych – osiem zwycięstw, jeden remis i jedna porażka. Oto dwa oblicza, które w tym sezonie przedstawiła nam ekipa Marsylii. Co jednak najważniejsze coraz lepsze wyniki idą w parze z jakością gry. Powtarzając za szkoleniowcem OM, Didierem Deschampsem, najlepszym lekarstwem na słabą postawę zespołu są zwycięstwa – i to się potwierdza. Pierwsze wygrane nie mogły przekonać nawet najmniej wybrednych kibiców. Teraz jednak prowansalska maszynka do zdobywania bramek gra nie tylko skutecznie, ale i bardzo przyjemnie dla oka. Również defensywne formacje bardzo dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków. Najlepszymi tego przykładami były dwa hitowe pojedynki ligowe: jeszcze jesienią z PSG i teraz w styczniu z Lille, gdy w sposób zdecydowany podopieczni Deschampsa pokazali swoją wyższość nad rywalami.

Początek rundy wiosennej miał być dla „Les Phoceens” okresem wyjątkowo trudnym, bo oto na kontynencie afrykańskim rozpoczął się Puchar Narodów, w którym udział biorą kluczowe postacie pierwszej jedenastki – Souleymane Diawara (Senegal) ze środka obrony i bracia Ayew w ataku (Ghana). Szczęśliwie się złożyło, że do turnieju nie zakwalifikował się Kamerun, bo w przeciwnym wypadku oznaczałoby to utratę kolejnych dwóch piłkarzy (Nkoulou i Mbia). Jeśli jednak osłabiony OM gra w taki sposób jak obecnie, to aż strach pomyśleć o jego możliwościach w pełnym składzie. Zespół dzielnie walczy w obu krajowych pucharach (już w środę półfinał Coupe de la Ligue z Niceą, a tydzień później 1/8 finału Coupe de France z amatorskim Bourg-Peronnas), czeka go również już w lutym dwumecz w Lidze Mistrzów z Interem Mediolan. OM na pewno nie stoi na straconej pozycji w tym pojedynku, a sytuacja w Ligue 1 wygląda coraz lepiej. Spisywany na straty sezon może okazać się jednym z najbardziej udanych od lat.
„Les Phoceens” w lidze tracą do najniższego stopnia podium, celu jeszcze nie tak dawno zupełnie nieosiągalnego, tylko dwa punkty. Do wyższych miejsc różnica nie wygląda już tak różowo (sześć i dziewięć oczek), ale jeszcze nic straconego. W niedzielę zawodnicy OM byli w stanie wyciągnąć wynik kolejnego kluczowego pojedynku ligowego, bo z sąsiadem z tabeli, czyli Rennes. Swoją 11. asystę w tym sezonie zaliczył przy tej okazji Mathieu Valbuena i dystansuje kolejnych kandydatów do miana najlepszego podającego. W pomocy formą błyszczy również Morgan Amalfitano, a w napadzie niepodzielnie panuje Loic Remy, któremu wróży się wielką karierę reprezentacyjną już na najbliższym Euro. I tylko szkoda w tej perspektywie Lucho Gonzaleza, gdyż Argentyńczyk również powracał do gry na wysokim poziomie, a właśnie pojawiła się informacja o jego transferze do FC Porto. Czy nie jest to może zbyt pochopne posunięcie OM? Jedno jest pewne, ekipa ze stolicy Prowansji jest obecnie w niesamowitej formie i mimo zapowiadających się wielu pojedynków na czterech frontach, można spodziewać się od niej dobrych wyników.













