Jutro i w środę zostanie rozegrana we Francji 32. kolejka spotkań. Jednak tym, co przynajmniej na chwilę przyćmi emocje związane z walką o mistrzostwo, jest finał Pucharu Ligi. Na Stade de France Marsylia zmierzy się z Montpellier.
Prestiż i puchary
Jasne jest, że hierarchia rozgrywek w danym kraju musi istnieć. Coupe de la Ligue na pewno ustępuje rangą i prestiżem lidze, a także krajowemu pucharowi, ale finał to zawsze finał. Stawką też jest nie byle co, bo start w Lidze Europejskiej. Dla Montpellier jest to zdecydowanie łatwiejszy sposób na przedarcie się do Europy aniżeli walka ligowa. Oprócz tego dochodzi również prestiż pierwszego trofeum w historii. Klub z Langwedocji zdobywał już dwukrotnie w swojej historii Puchar Francji, lecz tak blisko ligowego pucharu jest po raz pierwszy.

Co dla jednych jest sufitem, dla innych jest podłogą. Marsylia pomimo ewentualnego zapewnienia sobie startu w europejskich pucharach, nie będzie mogła czuć się usatysfakcjonowana. Klub z Prowansji mierzy znacznie wyżej, by rokrocznie stawać w szranki z najlepszymi ekipami w Champions League. Dla mistrzów Francji i jednocześnie obrońców Coupe de la Ligue mecz ten będzie miał przede wszystkim prestiżowe znaczenie. Drugi z rzędu zdobyty dublet, bo ponowne wywalczenie mistrzowskiego tytułu jest w zasięgu ręki, jasno wykaże, iż marsylska potęga ma się ku odrodzeniu. Zespoły tego pokroju co OM nie mogą poprzestawać tylko na jednym trofeum. Obroniwszy puchar, podopieczni Didiera Deschampsa skupią się na lidze i wywalczone miejsce w Europa League odstąpią piątej drużynie Ligue 1, którą będzie prawdopodobnie… Montpellier.
Droga do finału
Swój udział w tegorocznych rozgrywkach Montpellier rozpoczęło dzięki dobrej postawie w zeszłorocznym sezonie (5. miejsce w lidze) dopiero od 1/8 finału. O ile na początek rywal nie był zbyt wymagający – drugoligowe Ajaccio – to następni przeciwnicy mogli przyprawić o zawrót głowy. Kolejno w ćwierćfinale i półfinale „Le Pallade” musiało mierzyć się z Lille i Paris Saint-Germain, dwoma gigantami bieżącego sezonu. Hazard i spółka, dla których priorytetem jest liga, odprawieni zostali po regulaminowym czasie gry 2:1, lecz stołeczni postawili znacznie wyższe wymagania.
Drużyna ze stolicy to prawdziwy pucharowy klub. Piłkarzom nieszczególnie odpowiada długodystansowa walka o mistrzostwo, ale gdy przychodzi do drabinki pucharowej, wszystko zaczyna wyglądać zgoła inaczej. W zeszłym roku, pomimo fatalnej postawy w Ligue 1, wygrali Puchar Francji i w maju będą mieli szansę na jego obronę. Dziwić zatem nie mogła olbrzymia determinacja także i w tym pucharze. W regulaminowym czasie gry półfinałowego spotkania bramek nie strzelano i nic nie zapowiadało, iż dogrywka miałaby coś zmienić. Złoty gol padł jednak na trzy minuty przed odgwizdaniem serii rzutów karnych. Niezawodny w tym sezonie Olivier Giroud, godnie zastępujący Victora Hugo Montano, obecnie gracza Rennes, zdołał pokonać Gregory’ego Coupeta.










