Dosłownie godziny dzielą piłkarzy we Francji od ostatecznych rozstrzygnięć zarówno w dole, jak i w górze tabeli. Pozostały dwie kolejki, które rozegrane zostaną o tej samej godzinie w dwie najbliższe niedziele, czyli 180 boiskowych zmagań i wysłuchiwania, co takiego dzieje się na pozostałych boiskach. Już dziś wieczorem zapraszamy do śledzenia relacji LIVE z hitowego meczu Montpellier – Lille, podczas której przy okazji informować będziemy, co się dzieje na pozostałych boiskach! Startujemy już o godzinie 18:00.
Przed tymi spotkaniami wiadomo tyle, że nic nie wiadomo – ani kto zostanie mistrzem, ani kto pożegna się z ekstraklasą. Dlatego też francuski futbol będzie w najbliższych dniach obfitował w ogromne emocje. Zanim rozpocznie się sportowa rywalizacja, warto uświadomić sobie, kto z kim o co gra…
Mistrzowskie trio
Rennes nie może być zadowolone z kalendarza pod koniec sezonu (fot. staderennais.com)
Już tylko albo jeszcze trzy zespoły mogą na dwie kolejki przed końcem liczyć na mistrzowski tytuł (i to one już na pewno zagrają w przyszłorocznej Champions League). Lider z Montpellier ma trzy punkty przewagi nad bogaczami z Paryża i pięć nad obrońcą trofeum, Lille. To właśnie „La Paillade” są w najbardziej komfortowej sytuacji przed decydującym starciem, choć droga przed nimi wciąż kręta i wyboista, by sięgnąć po pierwszy w historii tytuł mistrzowski. Największego smaczku tej potrójnej rywalizacji dodaje fakt, iż już dziś do Langwedocji przyjedzie sam mistrz Francji, który wciąż nie traci nadziei na drugi z rzędu tytuł, a jego forma mimo już wysokiej wciąż wzrasta. Olbrzymia w tym zasługa Edena Hazarda, młodego wciąż Belga, wyczyniającego niewyobrażalne jak na francuskie realia cuda, których nie powstydziłyby się największe gwiazdy ligi angielskiej, hiszpańskiej czy włoskiej.
Kwintesencją jego dokonać było spotkanie na Stade Lille Metropole z Paris Saint-Germain przed dwoma tygodniami. Podłamana prowadzeniem gości ekipa Rudiego Garcii podniosła się dzięki świetnym zmianom trenera (wejście Joe Cole’a i Nolana Roux), ale również dzięki wyśmienitej dyspozycji Hazarda. Ten sezon wydawał się stracony dla Lille po niepowodzeniach w pucharach i małych szansach na mistrzostwo. W ciągu ostatnich kolejek Hazard wywróciło to do góry nogami i tylko szkoda, że jego transfer jest przesądzony: – Już tylko dwa mecze zostały mi w barwach Lille – napisał z żalem na swoim Twitterze. Warto przypomnieć, że Lille od przyszłego sezonu będzie grało na supernowoczesnym stadionie, na którym tym razem może zawojuje Ligę Mistrzów…
Do mistrzostwa zaś nie brakuje tak wiele, mimo że to „Les Dogues” znajdują się w najtrudniejszej z całej trójki sytuacji. Jednak strata pięciu punktów już dziś może zmaleć do dwóch, jeśli tylko z Langwedocji wywieziony zostanie ich komplet. Co równie ważne, w ostatniej kolejce Montpellier wybiera się do Auxerre, które pewnie wciąż będzie zaciekle walczyło o utrzymanie, a „Biało-niebiescy” pokazali ostatnio pod wodzą nowego szkoleniowca, że w piłkę też grać potrafią. Lille zaś powalczy za tydzień u siebie z Nancy, pewnym już utrzymania, i choć mistrzowie Francji nie obawiają się teraz dosłownie żadnego rywala, to na pewno taki przeciwnik może tylko pomóc w osiągnięciu celu.
Nie wolno jednak zapomnieć o obecnym wiceliderze Ligue 1. W PSG, choć z nieco stłumionymi nastrojami z powodu tak stabilnych wyników Montpellier, wciąż myślą o wygraniu ligi. W końcu po ostatnim zwycięskim spotkaniu w Valenciennes – godny podziwu był powrót z wyniku 0:2 do 4:2 i mimo straty trzeciego gola w końcówce utrzymanie zwycięstwa – to PSG na 24 godziny został liderem. Pierwszy tytuł mistrzowski od prawie 20 lat jest na wyciągnięcie ręki. Tym, co jednak najbardziej nie sprzyja paryżanom w rywalizacji, jest nakładana na nich presja. O przejęciu słynnego klubu przez Katarczyków i wydaniu dziesiątek milionów euro na co najmniej wybitnych jak na francuski poziom zawodników słyszał już cały futbolowy świat. I cały ten świat z niedowierzaniem patrzy, jak najbogatszej i najlepszej pod względem potencjału piłkarskiego drużynie tytuł wymyka się z rąk na rzecz kilkukrotnie biedniejszej ekipy. To jest wspaniały przykład, że nawet w dzisiejszych czasach to nie tylko pieniądze, ale również długoletnia i mozolna praca z tą samą grupą ludzi decyduje o sukcesie i że warto w taką klubową politykę inwestować.
Presja w Paryżu jest bardzo wyczuwalna, a każdy cytowany przez gazety wywiad czy to piłkarzy, czy trenerów tylko udowadnia, jak dużą rolę odgrywa ona w tym wyścigu. Carlo Ancelotti już dawno temu, widząc poczynania „La Paillade”, przypominał, że celem jest awans do Ligi Mistrzów, a mistrzostwo będzie wartością dodaną. Niedawno defensywny pomocnik PSG, Blaise Matuidi, przyznał: – Jeśli nie wygramy tytułu, to i tak nie nazwę tego niepowodzeniem, bo wciąż mamy miejsce w Champions League. To jest dla klubu ważne. Na koncie mamy już 73 punkty, zaś zeszłoroczny mistrz, Lille, miał ich 76, więc możemy być zadowoleni z tego, co zrobiliśmy. Na marginesie nie można nie zauważyć faktu, iż prawie na pewno tegoroczny mistrz zdobędzie więcej punktów niż przed rokiem i to po wyjątkowo emocjonującym wyścigu.
Skoro mowa o presji, warto przytoczyć jedną wypowiedź, ale nie ze strony ekipy z Paryża, lecz z Montpellier. Nietuzinkowy w swoich wywiadach prezes tego klubu, Louis Nicollin, dokonał prostego, acz ważnego zabiegu psychologicznego. Przed kilkoma tygodniami o rywalizacji pomiędzy jego zespołem a PSG powiedział tak: – Jesteśmy już prawie pewni miejsca na podium, co już jest wspaniałe. Może zagramy w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Czy może być lepiej? Przestańmy marzyć. Tytuł? Nie bądźmy niemądrzy. Paryż jest dziesięć razy silniejszy od nas. Jeśli nie skończą sezonu jako mistrzowie, to będzie to dla nich absolutna katastrofa. Jakie to proste, a zarazem może okazać się skuteczne…
Kto w LE?
Nie mniej ciekawie wygląda walka o ostatnie pucharowe miejsce, czyli awans do Ligi Europy, które gwarantuje czwarta lub piąta lokata, jeśli oczko wyżej skończy sezon ekipa Lyonu. Otóż dwa miejsca w LE zajęte zostały przez triumfatorów Pucharu Ligi i Pucharu Francji, czyli odpowiednio Marsylię i Lyon. Do tego grona dołączyć musi jeszcze jeden zespół, który uplasuje się tuż za podium. Największe szanse na ten wyczyn ma jednak OL, który nad lokalnym rywalem z Saint-Etienne i bretońskim Rennes powiększył przewagę dzięki wygranej w zaległym meczu z Evian do sześciu punktów. „Les Gones” do końca sezonu zagrają z dwoma ekipami zagrożonymi spadkiem (Ajaccio i Niceą), ale scenariusz, w którym nie są w stanie ugrać choćby punktu, jest bardzo wątpliwy, i dzięki temu piąta lokata będzie również przepustką do europejskich pucharów. Walka o nie rozegra się pomiędzy czterema ekipami. Najbliższe sukcesu Rennes i Saint-Etienne mają przewagę tylko dwóch punktów nad Tuluzą i, co może zaskakiwać, Bordeaux. Tak, tak, Ludovic Obraniak ze swoim nowym klubem dzięki świetnemu finiszowi – seria czterech zwycięstw – zachował szanse na grę w Europie.
O tym, jak mocno marzą o awansie do Ligi Europy kibice „Żyrondystów”, przekonywać nie trzeba. Ewentualne niepowodzenie, z którym co prawda raczej już się wcześniej godzono, byłoby trzecim z rzędu brakiem pucharów na Stade Chaban-Delmas. Dla klubu, który w ostatniej swojej międzynarodowej kampanii dotarł aż do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, jest to potężny cios w policzek. Teraz jednak na nowo budowana potęga Bordeaux przez Francisa Gillota, pomimo katastrofalnego początku sezonu, może wślizgnąć się do Europy. Z naszej perspektywy byłby to scenariusz najpiękniejszy, gdyż to właśnie tam, nad Żyrondą kluczową rolę odgrywa nasz reprezentant. Zawodnicy są teraz niewątpliwie na fali wznoszącej, a przed sobą mają ciekawy, choć dość łatwy mecz z Lorient, a w ostatniej serii spotkań kluczowy wyjazd do Saint-Etienne. W Coupe de la Ligue zdobyć miasta w Dolinie Rodanu się nie udało, w Coupe de France dopiero po rzutach karnych. W lidze zaś będą mieli na to tylko 90 minut.
Bo właśnie te zespoły zdecydują prawdopodobnie między sobą, kto będzie reprezentował kraj w przyszłym sezonie. Choć tyle samo punktów co Bordeaux ma Tuluza, to trudno uwierzyć w jej przebudzenie na ostatniej prostej. W tej drużynie po prostu brakuje skuteczności. Pozostaje jeszcze Rennes, które chciałoby tak jak przed rokiem zagrać w LE. Piłkarze Frederica Antonettiego mają jednak o tyle gorzej, że dziś zawitają na Parc des Princes. Gorszych realiów końcówki sezonu wyobrazić sobie nie mogli i nawet łatwa konfrontacja z Dijon za tydzień może nie zagwarantować im miejsca w pierwszej piątce. Rennes po raz pierwszy od kilku sezonów wreszcie prezentuje dobrą formę na zakończenie rozgrywek, lecz nieszczęściem jest terminarz. W ostatni weekend „Czerwono-czarni” podejmowali rewelacyjne Montpellier, teraz zaś wybiorą się do Paryża. Każdy inny rezultat niż porażka w każdym z meczów traktować trzeba będzie jako sukces…
Ligue 2 już czeka
Dobiega końca sezon w Ligue 1, dobiega końca również na piłkarskim zapleczu. Tam sprawa awansu do elity jest już rozstrzygnięta. Mistrzem drugiej ligi została już dwa tygodnie temu Bastia i jeśli obecnemu w ekstraklasie Ajaccio nie powinie się noga, to w przyszłym sezonie będziemy świadkami derbów Korsyki!!! Co to będzie za atmosfera! Co lepsze, awans w piątek zapewniły sobie również obie ekipy z Szampanii, czyli Reims – gdyby Krychowiak tam został, mógłby być istotną postacią przyszłego beniaminka L1 – oraz Troyes. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że nawet jeśli pożegnamy się z rywalizacją derbową Burgundii, któraś z ekip Auxerre lub Dijon prawdopodobnie spadnie, to i tak liczba prestiżowych meczów może wzrosnąć. Wymarzeni beniaminkowie!
Cóż z tego, jeśli wciąż nikt nie wie, co zdarzy się w klasie wyżej. W obecnej chwili o swój ligowy byt nadal martwić się musi jeszcze dziewięć zespołów, z spośród których wyłonią się trzej spadkowicze. Różnica pomiędzy ostatnim a 12. zespołem to zaledwie sześć punktów i żadnej z ekip nie można odmawiać szans. Miejsca spadkowe w tym momencie okupują zespoły Brestu, Dijon i Auxerre, a wśród nich tylko ten ostatni, choć na najgorszym miejscu w lidze, wygląda chyba na najbardziej zmotywowany. Trudno jednak dawać mu większe szanse, patrząc w terminarz, w którym najpierw wybiera się do Marsylii, a następnie przyjeżdża do niego Montpellier i prawdopodobnie jedno zwycięstwo do utrzymania nie wystarczy. I w ten sposób długoletnia przygoda AJA w najwyższej klasie rozgrywkowej, trwająca już ponad 40 lat, może zakończyć się pierwszym w historii spadkiem.
Do kolegów zza miedzy dołączyć powinni też piłkarze z Dijon i tym samym derbowa rywalizacja w Burgundii przeniesie się na zaplecze Ligue 1. W ciągu całego sezonu wydawało się, że podopieczni Patrice’a Carterona naprawdę dobrze radzą sobie wśród francuskiej elity. Jednak ostatni bardzo ostry spadek formy – dwa punkty w siedmiu meczach – znacznie zmniejszył ich notowania w walce o utrzymanie. Gdy wspomnieć jeszcze, że w ostatnich kolejkach spotkają się z drużynami walczącymi o puchary, czyli Tuluzą i Rennes, to trudno wyobrazić sobie ich los gdzie indziej niż w drugiej lidze.
Do grona dwóch burgundzkich klubów w strefie spadkowej dołączył ostatnio zeszłoroczny beniaminek, Brest. Jednak Bretończycy zdają się mieć o wiele lepsze perspektywy. W kalendarzu czekają na kolejnego, mimo że najwyżej sklasyfikowanego, zagrożonego – Valenciennes, jednak klasę pokazującego tylko na własnym boisku, a następnie bezpieczne, o nic niegrające Evian. W ich miejscu znaleźć się więc może ekipa Ajaccio, mająca co prawda dwa oczka przewagi nad strefą spadkową, lecz mecze z Lyonem i Tuluzą optymizmem napawać nie mogą. Jednak dla ligi byłaby to niepowetowana strata, gdyż jak wspominałem, już w przyszłym sezonie moglibyśmy oglądać z ich udziałem w Ligue 1 gorące derby Korsyki. Z pośród zagrożonych ekip warto wspomnieć jeszcze o nieciekawym terminarzu Lorient. „Morszczuki” będą musiały zmierzyć się z rozpędzonymi „Żyrondystami”, a na koniec podejmą na własnym obiekcie paryżan. W pierwszej kolejce sezonu sprawiły ogromną niespodziankę, wygrywając na Parc des Princes, teraz jednak zadanie to wydaje się o niebo trudniejsze.
Jaki jednak scenariusz by się nie zdarzył, możemy być pewni, iż każda z ekip zostawi na boisku wszystkie swoje siły, by być wśród najlepszych. Każdy ma swojego faworyta, ktoś ma mniejsze, ktoś większe szanse na utrzymanie. Jednak francuski futbol już wielokrotnie przekonywał nas o swoich zaskakujących rozwiązaniach. Podobnych emocji oczekiwać możemy już niebawem na boiskach Ligue 1.
Dosłownie godziny dzielą piłkarzy we Francji od ostatecznych rozstrzygnięć zarówno w dole, jak i w górze tabeli. Pozostały dwie kolejki, które rozegrane zostaną o tej samej godzinie w dwie najbliższe niedziele, czyli 180 boiskowych zmagań i wysłuchiwania, co takiego dzieje się na pozostałych boiskach. Już dziś wieczorem zapraszamy do śledzenia relacji LIVE z hitowego meczu Montpellier – Lille, podczas której przy okazji informować będziemy, co się dzieje na pozostałych boiskach! Startujemy już o godzinie 18:00.
Przed tymi spotkaniami wiadomo tyle, że nic nie wiadomo – ani kto zostanie mistrzem, ani kto pożegna się z ekstraklasą. Dlatego też francuski futbol będzie w najbliższych dniach obfitował w ogromne emocje. Zanim rozpocznie się sportowa rywalizacja, warto uświadomić sobie, kto z kim o co gra…
Mistrzowskie trio
Rennes nie może być zadowolone z kalendarza pod koniec sezonu (fot. staderennais.com)
Już tylko albo jeszcze trzy zespoły mogą na dwie kolejki przed końcem liczyć na mistrzowski tytuł (i to one już na pewno zagrają w przyszłorocznej Champions League). Lider z Montpellier ma trzy punkty przewagi nad bogaczami z Paryża i pięć nad obrońcą trofeum, Lille. To właśnie „La Paillade” są w najbardziej komfortowej sytuacji przed decydującym starciem, choć droga przed nimi wciąż kręta i wyboista, by sięgnąć po pierwszy w historii tytuł mistrzowski. Największego smaczku tej potrójnej rywalizacji dodaje fakt, iż już dziś do Langwedocji przyjedzie sam mistrz Francji, który wciąż nie traci nadziei na drugi z rzędu tytuł, a jego forma mimo już wysokiej wciąż wzrasta. Olbrzymia w tym zasługa Edena Hazarda, młodego wciąż Belga, wyczyniającego niewyobrażalne jak na francuskie realia cuda, których nie powstydziłyby się największe gwiazdy ligi angielskiej, hiszpańskiej czy włoskiej.
Kwintesencją jego dokonać było spotkanie na Stade Lille Metropole z Paris Saint-Germain przed dwoma tygodniami. Podłamana prowadzeniem gości ekipa Rudiego Garcii podniosła się dzięki świetnym zmianom trenera (wejście Joe Cole’a i Nolana Roux), ale również dzięki wyśmienitej dyspozycji Hazarda. Ten sezon wydawał się stracony dla Lille po niepowodzeniach w pucharach i małych szansach na mistrzostwo. W ciągu ostatnich kolejek Hazard wywróciło to do góry nogami i tylko szkoda, że jego transfer jest przesądzony: – Już tylko dwa mecze zostały mi w barwach Lille – napisał z żalem na swoim Twitterze. Warto przypomnieć, że Lille od przyszłego sezonu będzie grało na supernowoczesnym stadionie, na którym tym razem może zawojuje Ligę Mistrzów…
Do mistrzostwa zaś nie brakuje tak wiele, mimo że to „Les Dogues” znajdują się w najtrudniejszej z całej trójki sytuacji. Jednak strata pięciu punktów już dziś może zmaleć do dwóch, jeśli tylko z Langwedocji wywieziony zostanie ich komplet. Co równie ważne, w ostatniej kolejce Montpellier wybiera się do Auxerre, które pewnie wciąż będzie zaciekle walczyło o utrzymanie, a „Biało-niebiescy” pokazali ostatnio pod wodzą nowego szkoleniowca, że w piłkę też grać potrafią. Lille zaś powalczy za tydzień u siebie z Nancy, pewnym już utrzymania, i choć mistrzowie Francji nie obawiają się teraz dosłownie żadnego rywala, to na pewno taki przeciwnik może tylko pomóc w osiągnięciu celu.
Nie wolno jednak zapomnieć o obecnym wiceliderze Ligue 1. W PSG, choć z nieco stłumionymi nastrojami z powodu tak stabilnych wyników Montpellier, wciąż myślą o wygraniu ligi. W końcu po ostatnim zwycięskim spotkaniu w Valenciennes – godny podziwu był powrót z wyniku 0:2 do 4:2 i mimo straty trzeciego gola w końcówce utrzymanie zwycięstwa – to PSG na 24 godziny został liderem. Pierwszy tytuł mistrzowski od prawie 20 lat jest na wyciągnięcie ręki. Tym, co jednak najbardziej nie sprzyja paryżanom w rywalizacji, jest nakładana na nich presja. O przejęciu słynnego klubu przez Katarczyków i wydaniu dziesiątek milionów euro na co najmniej wybitnych jak na francuski poziom zawodników słyszał już cały futbolowy świat. I cały ten świat z niedowierzaniem patrzy, jak najbogatszej i najlepszej pod względem potencjału piłkarskiego drużynie tytuł wymyka się z rąk na rzecz kilkukrotnie biedniejszej ekipy. To jest wspaniały przykład, że nawet w dzisiejszych czasach to nie tylko pieniądze, ale również długoletnia i mozolna praca z tą samą grupą ludzi decyduje o sukcesie i że warto w taką klubową politykę inwestować.
Presja w Paryżu jest bardzo wyczuwalna, a każdy cytowany przez gazety wywiad czy to piłkarzy, czy trenerów tylko udowadnia, jak dużą rolę odgrywa ona w tym wyścigu. Carlo Ancelotti już dawno temu, widząc poczynania „La Paillade”, przypominał, że celem jest awans do Ligi Mistrzów, a mistrzostwo będzie wartością dodaną. Niedawno defensywny pomocnik PSG, Blaise Matuidi, przyznał: – Jeśli nie wygramy tytułu, to i tak nie nazwę tego niepowodzeniem, bo wciąż mamy miejsce w Champions League. To jest dla klubu ważne. Na koncie mamy już 73 punkty, zaś zeszłoroczny mistrz, Lille, miał ich 76, więc możemy być zadowoleni z tego, co zrobiliśmy. Na marginesie nie można nie zauważyć faktu, iż prawie na pewno tegoroczny mistrz zdobędzie więcej punktów niż przed rokiem i to po wyjątkowo emocjonującym wyścigu.
Skoro mowa o presji, warto przytoczyć jedną wypowiedź, ale nie ze strony ekipy z Paryża, lecz z Montpellier. Nietuzinkowy w swoich wywiadach prezes tego klubu, Louis Nicollin, dokonał prostego, acz ważnego zabiegu psychologicznego. Przed kilkoma tygodniami o rywalizacji pomiędzy jego zespołem a PSG powiedział tak: – Jesteśmy już prawie pewni miejsca na podium, co już jest wspaniałe. Może zagramy w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Czy może być lepiej? Przestańmy marzyć. Tytuł? Nie bądźmy niemądrzy. Paryż jest dziesięć razy silniejszy od nas. Jeśli nie skończą sezonu jako mistrzowie, to będzie to dla nich absolutna katastrofa. Jakie to proste, a zarazem może okazać się skuteczne…
Kto w LE?
Nie mniej ciekawie wygląda walka o ostatnie pucharowe miejsce, czyli awans do Ligi Europy, które gwarantuje czwarta lub piąta lokata, jeśli oczko wyżej skończy sezon ekipa Lyonu. Otóż dwa miejsca w LE zajęte zostały przez triumfatorów Pucharu Ligi i Pucharu Francji, czyli odpowiednio Marsylię i Lyon. Do tego grona dołączyć musi jeszcze jeden zespół, który uplasuje się tuż za podium. Największe szanse na ten wyczyn ma jednak OL, który nad lokalnym rywalem z Saint-Etienne i bretońskim Rennes powiększył przewagę dzięki wygranej w zaległym meczu z Evian do sześciu punktów. „Les Gones” do końca sezonu zagrają z dwoma ekipami zagrożonymi spadkiem (Ajaccio i Niceą), ale scenariusz, w którym nie są w stanie ugrać choćby punktu, jest bardzo wątpliwy, i dzięki temu piąta lokata będzie również przepustką do europejskich pucharów. Walka o nie rozegra się pomiędzy czterema ekipami. Najbliższe sukcesu Rennes i Saint-Etienne mają przewagę tylko dwóch punktów nad Tuluzą i, co może zaskakiwać, Bordeaux. Tak, tak, Ludovic Obraniak ze swoim nowym klubem dzięki świetnemu finiszowi – seria czterech zwycięstw – zachował szanse na grę w Europie.
O tym, jak mocno marzą o awansie do Ligi Europy kibice „Żyrondystów”, przekonywać nie trzeba. Ewentualne niepowodzenie, z którym co prawda raczej już się wcześniej godzono, byłoby trzecim z rzędu brakiem pucharów na Stade Chaban-Delmas. Dla klubu, który w ostatniej swojej międzynarodowej kampanii dotarł aż do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, jest to potężny cios w policzek. Teraz jednak na nowo budowana potęga Bordeaux przez Francisa Gillota, pomimo katastrofalnego początku sezonu, może wślizgnąć się do Europy. Z naszej perspektywy byłby to scenariusz najpiękniejszy, gdyż to właśnie tam, nad Żyrondą kluczową rolę odgrywa nasz reprezentant. Zawodnicy są teraz niewątpliwie na fali wznoszącej, a przed sobą mają ciekawy, choć dość łatwy mecz z Lorient, a w ostatniej serii spotkań kluczowy wyjazd do Saint-Etienne. W Coupe de la Ligue zdobyć miasta w Dolinie Rodanu się nie udało, w Coupe de France dopiero po rzutach karnych. W lidze zaś będą mieli na to tylko 90 minut.
Bo właśnie te zespoły zdecydują prawdopodobnie między sobą, kto będzie reprezentował kraj w przyszłym sezonie. Choć tyle samo punktów co Bordeaux ma Tuluza, to trudno uwierzyć w jej przebudzenie na ostatniej prostej. W tej drużynie po prostu brakuje skuteczności. Pozostaje jeszcze Rennes, które chciałoby tak jak przed rokiem zagrać w LE. Piłkarze Frederica Antonettiego mają jednak o tyle gorzej, że dziś zawitają na Parc des Princes. Gorszych realiów końcówki sezonu wyobrazić sobie nie mogli i nawet łatwa konfrontacja z Dijon za tydzień może nie zagwarantować im miejsca w pierwszej piątce. Rennes po raz pierwszy od kilku sezonów wreszcie prezentuje dobrą formę na zakończenie rozgrywek, lecz nieszczęściem jest terminarz. W ostatni weekend „Czerwono-czarni” podejmowali rewelacyjne Montpellier, teraz zaś wybiorą się do Paryża. Każdy inny rezultat niż porażka w każdym z meczów traktować trzeba będzie jako sukces…
Ligue 2 już czeka
Dobiega końca sezon w Ligue 1, dobiega końca również na piłkarskim zapleczu. Tam sprawa awansu do elity jest już rozstrzygnięta. Mistrzem drugiej ligi została już dwa tygodnie temu Bastia i jeśli obecnemu w ekstraklasie Ajaccio nie powinie się noga, to w przyszłym sezonie będziemy świadkami derbów Korsyki!!! Co to będzie za atmosfera! Co lepsze, awans w piątek zapewniły sobie również obie ekipy z Szampanii, czyli Reims – gdyby Krychowiak tam został, mógłby być istotną postacią przyszłego beniaminka L1 – oraz Troyes. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że nawet jeśli pożegnamy się z rywalizacją derbową Burgundii, któraś z ekip Auxerre lub Dijon prawdopodobnie spadnie, to i tak liczba prestiżowych meczów może wzrosnąć. Wymarzeni beniaminkowie!
Cóż z tego, jeśli wciąż nikt nie wie, co zdarzy się w klasie wyżej. W obecnej chwili o swój ligowy byt nadal martwić się musi jeszcze dziewięć zespołów, z spośród których wyłonią się trzej spadkowicze. Różnica pomiędzy ostatnim a 12. zespołem to zaledwie sześć punktów i żadnej z ekip nie można odmawiać szans. Miejsca spadkowe w tym momencie okupują zespoły Brestu, Dijon i Auxerre, a wśród nich tylko ten ostatni, choć na najgorszym miejscu w lidze, wygląda chyba na najbardziej zmotywowany. Trudno jednak dawać mu większe szanse, patrząc w terminarz, w którym najpierw wybiera się do Marsylii, a następnie przyjeżdża do niego Montpellier i prawdopodobnie jedno zwycięstwo do utrzymania nie wystarczy. I w ten sposób długoletnia przygoda AJA w najwyższej klasie rozgrywkowej, trwająca już ponad 40 lat, może zakończyć się pierwszym w historii spadkiem.
Do kolegów zza miedzy dołączyć powinni też piłkarze z Dijon i tym samym derbowa rywalizacja w Burgundii przeniesie się na zaplecze Ligue 1. W ciągu całego sezonu wydawało się, że podopieczni Patrice’a Carterona naprawdę dobrze radzą sobie wśród francuskiej elity. Jednak ostatni bardzo ostry spadek formy – dwa punkty w siedmiu meczach – znacznie zmniejszył ich notowania w walce o utrzymanie. Gdy wspomnieć jeszcze, że w ostatnich kolejkach spotkają się z drużynami walczącymi o puchary, czyli Tuluzą i Rennes, to trudno wyobrazić sobie ich los gdzie indziej niż w drugiej lidze.
Do grona dwóch burgundzkich klubów w strefie spadkowej dołączył ostatnio zeszłoroczny beniaminek, Brest. Jednak Bretończycy zdają się mieć o wiele lepsze perspektywy. W kalendarzu czekają na kolejnego, mimo że najwyżej sklasyfikowanego, zagrożonego – Valenciennes, jednak klasę pokazującego tylko na własnym boisku, a następnie bezpieczne, o nic niegrające Evian. W ich miejscu znaleźć się więc może ekipa Ajaccio, mająca co prawda dwa oczka przewagi nad strefą spadkową, lecz mecze z Lyonem i Tuluzą optymizmem napawać nie mogą. Jednak dla ligi byłaby to niepowetowana strata, gdyż jak wspominałem, już w przyszłym sezonie moglibyśmy oglądać z ich udziałem w Ligue 1 gorące derby Korsyki. Z pośród zagrożonych ekip warto wspomnieć jeszcze o nieciekawym terminarzu Lorient. „Morszczuki” będą musiały zmierzyć się z rozpędzonymi „Żyrondystami”, a na koniec podejmą na własnym obiekcie paryżan. W pierwszej kolejce sezonu sprawiły ogromną niespodziankę, wygrywając na Parc des Princes, teraz jednak zadanie to wydaje się o niebo trudniejsze.
Jaki jednak scenariusz by się nie zdarzył, możemy być pewni, iż każda z ekip zostawi na boisku wszystkie swoje siły, by być wśród najlepszych. Każdy ma swojego faworyta, ktoś ma mniejsze, ktoś większe szanse na utrzymanie. Jednak francuski futbol już wielokrotnie przekonywał nas o swoich zaskakujących rozwiązaniach. Podobnych emocji oczekiwać możemy już niebawem na boiskach Ligue 1.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.