Widowiskowy pojedynek Lyonu z Marsylią był okrasą mijającej kolejki we Francji. Nawet jeśli zdarzyło się w ten weekend kilka bardzo słabych meczów, to wczorajsze zawody wynagrodziły wszystkim ten niesmak. Wartości temu spotkaniu dodaje również waga uzyskanych punktów. Zapraszam na podsumowanie 34. kolejki Ligue 1.
Nowy klasyk rozjaśnił co nieco
Od kilkudziesięciu lat piłkarska publiczność nad Sekwaną jest świadkiem emocjonujących pojedynków stołecznego PSG i południowej Marsylii. Mecze zwyczajowo określa się mianem klasyków. Jednak od pewnego czasu na miano szczególnego meczu zasługuje rywalizacja dwóch Olympique, w których kolejne mecze obfitują w szaleńcze scenariusze. Wczorajszego wieczoru otrzymaliśmy tego dowód.

Gdy zawodnicy na Stade de Gerland schodzili przy jednobramkowym prowadzeniu gospodarzy, nikomu nawet do głowy by nie przyszło, co może się jeszcze wydarzyć. Ten punkt widzenia wydawał się potwierdzać drugie trafienie dla „Les Gones”, które było owocem jasnej taktyki: przeciwnik się otworzy, a my go szybką kontrą dobijemy. Wtedy jednak dopiero się zaczęło. Gole padały jak z rogu obfitości, a sytuacja diametralnie się zmieniała. Najpierw do wyrównania doprowadzili marsylczycy, by kilka minut później stracić trzecią bramkę. Przed oczami mógł stanąć zeszłoroczny pojedynek, w którym na dokładnie tym samym stadionie padł rekordowy wynik 5:5, a do 80. minuty OM prowadziło „zaledwie” 4:2.
Powtórki z historii nie było, lecz obie ekipy udowodniły, że w takich meczach wynajdują w sobie niezbadane dotąd pokłady determinacji, gwarantując tym samym kibicom niezapomniane wrażenia. Już zacieram ręce na pojedynki w przyszłym sezonie.
Smaku całej kanonadzie dodawała sytuacja tych drużyn w tabeli. Zaciekle walcząca o obronę mistrzowskiego tytułu Marsylia musiała koniecznie wygrać, by Lille nie uzyskało niebezpiecznej przewagi. Po drugiej zaś stronie Lyon musiał odpierać ataki piłkarzy ze stolicy, którzy dzięki remisowi w Monaco wspięli się na podium. Brak OL w przyszłorocznej Lidze Mistrzów byłby nie lada sensacją, w rozgrywkach, w których bierze udział nieprzerwanie od 2000 roku.
Kluczowe trzy punkty, zdobyte co istotne z takim przeciwnikiem, pozwoliły odetchnąć i jednocześnie wzbudzić w sobie nadzieję na wyższą lokatę. OM ma już tylko trzy punkty przewagi. W drugim zaś obozie diametralnie inne perspektywy. Hazard i spółka uciekli na cztery punkty, a „Les Gones” zaczęli im deptać po piętach. Czy poznaliśmy już nowego mistrza? Chociażbym bardzo tego chciał, nie mogę jeszcze tego przyznać. Francuska Ligue 1 od miesięcy przekonuje mnie, że w tym sezonie nie ma bardziej nieprzewidywalnej z lig. Przed nami wciąż cztery kolejki, a zatem emocji co niemiara.











