Ekstraklasa to liga niepodrabialna, nieprzewidywalna, momentami wręcz plugawa, ale i tak przez nas, kibiców, oglądana. Przypomina to syndrom sztokholmski. Ekstraklasa nas pochłania, więzi, sprawia czasem, że nienawidzimy futbolu, ale mamy do niej ambiwalentny stosunek, bo i tak co tydzień zasiadamy do jej meczów jak do telenoweli.
Mimo regularnie obniżającego się poziomu ligi wciąż znajdują się w niej piłkarze, dla których warto włączyć TV bądź pójść na stadion. Przez lata przez naszą ligę przewijały się niezłe nazwiska, które w Polsce wyrastały na gwiazdy. Nie brakowało także zawodników na pierwszy rzut oka przeciętnych czy wręcz słabych, którzy w naszej lidze odnaleźli się idealnie. W końcu kto by powiedział, że Takafumi Akahoshi odpalony z łotewskiego Metalurgsa (ktokolwiek zna ten klub), Wilde-Donald Guerrier przychodzący do Wisły z haitańskiej Americi czy Mamia Dżikija, który nieco przypadkowo trafił na testy do Ruchu Chorzów, staną się bardzo dobrymi jak na nasze warunki piłkarzami.
W tym sezonie również nie brakuje grajków czy to takich, którzy już wcześniej byli nam znani, czy nowych twarzy zachwycających na ligowych boiskach. Prezentujemy wam jedenastkę złożoną z piłkarzy, którzy nas zaskoczyli w pierwszej części sezonu ekstraklasy. Zapraszamy!
Bramkarz
Dante Stipica trafiając do Pogoni Szczecin, nie wzbudził swoją personą wielkiego zainteresowania kibiców i mediów. Ot typowy ekstraklasowy transfer zagranicznego piłkarza. Dobre CV, lecz i problemy w klubie. W końcu w kampanii 2018/2019 Dante zagrał zaledwie cztery razy w CSKA Sofia, przegrywając rywalizację między słupkami ze znanym kibicom Korony Kielce Vytautasem Cerniauskasem. Cóż, trzeba przyznać, że ta przegrana rywalizacja nie wystawiła pozytywnej opinii o nim fanom Pogoni.
Natomiast po zaledwie pół roku w Szczecinie można śmiało się zastanawiać, czy Stipica jest w tej chwili najlepszym ligowcem. Dante w każdym meczu notuje efektowną interwencję utrzymującą „Dumę Pomorza” w grze. Dzięki niemu Pogoń Szczecin ma jedną z najlepszych defensyw w lidze i kompletuje kolejne czyste konta. Chyba nikt się nie spodziewał, że Stipica wejdzie na tak wysoki poziom.
W redakcyjnym gronie dyskutowano także nad obecnością w jedenastce Matusa Putnockiego. 35-letni Słowak przychodził do Śląska jako potencjalny zmiennik jednego z najlepszych golkiperów bułgarskiej ekstraklasy, Daniela Kajzera. Tymczasem niechciany w Lechu Putnocky odpalił we Wrocławiu i stał się jednym z najlepszych bramkarzy w lidze. Kajzer nawet nie powąchał murawy i wciąż czeka na swój pierwszy mecz na ekstraklasowym boisku.
Obrońcy
Łukasz Broź przez wielu był już skreślany i wysyłany na emeryturę. Jego ruchy były równie żwawe co kelnera Alexa z serialu „The Kominsky Method”. Wydawało się, że jedyne, co Broź może jeszcze zaoferować Śląskowi Wrocław, to cenne doświadczenie i dawanie wskazówek młodym piłkarzom. Tymczasem 34-letni zawodnik wbrew oczekiwaniom, a ku logice ekstraklasy stał się motorem napędowym rewelacji rozgrywek. Śląsk Wrocław konsekwentnie kolekcjonował punkty, a Łukasz przeżywał kolejną młodość. Niestety w listopadzie obrońca zerwał więzadła krzyżowe i prawdopodobnie nie wybiegnie na murawę do końca sezonu. Wielka szkoda, Broziowi wypada życzyć zdrowia i szybkiego powrotu do gry!












