Przerwa Arkadiusza Milika spowodowana kontuzją potrwa co najmniej cztery miesiące. W całym nieszczęściu jest jednak dobra informacja dla polskich kibiców, w czasie absencji snajpera Napoli reprezentacja Polski rozegra bowiem maksymalnie trzy mecze eliminacyjne. I właśnie na te spotkania Adam Nawałka musi odpowiedzieć sobie na pytanie: kto za Milika? My oczywiście podpowiadamy.
Tomasz Hajto używał ostatnio bardzo ciekawych słów, by opisać grę Kamila Grosickiego. My gorsi nie będziemy… Nie ma Milika, bo on na kilka miesięcy znika. A tak na poważnie, podstawowego napastnika reprezentacji Polski już w tym roku na boisku nie zobaczymy. W związku z tym Adam Nawałka staje przed wyzwaniem wypełnienia luki po graczu Napoli. Całe szczęście jest z kogo wybierać.
Status quo?
Najbardziej oczywiste byłoby wprowadzenie za Milika innego napastnika i zachowanie taktyki 4–4–2. Tu pojawiają się dwie kandydatury: Kamil Wilczek oraz Łukasz Teodorczyk. Obaj prezentują w ostatnim czasie wyborną dyspozycję strzelecką i obaj wciąż czekają na szansę od selekcjonera, Adama Nawałki. Niepowiedziane oczywiście, że trener kadry pozostanie przy tej samej taktyce, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, iż bardziej prawdopodobna jest jej zmiana. Ale pozostając przy polskich napastnikach, który powinien zagrać w miejsce Milika?
W tym przypadku chyba bardziej logiczna wydaje się kandydatura Kamila Wilczka. Nie jest tajemnicą, że piłkarz Broendby, w porównaniu ze swoim vis-a-vis z Anderlechtu, dużo więcej pracuje na boisku, biega, podchodzi pod grę. Trochę jak Arek Milik, zachowując oczywiście odpowiednie proporcje. Teodorczyk jest za to dużo groźniejszy w polu karnym, jako ten najbardziej wysunięty zawodnik w drużynie. Dochodzi więc do sytuacji, w której selekcjoner musi podjąć decyzję, czy Lewandowski będzie „pracował” na Teodorczyka (no nie sądzę), czy Kamil Wilczek będzie to robił na rzecz „Lewego”, w którego wiara po ostatnim meczu jeszcze wzrosła o 17830 procent.
To, rzecz jasna, tylko dywagacje, ponieważ nie jest powiedziane, że musimy grać dwoma napastnikami. Jednak w takim przypadku, w mojej opinii, wyżej stoją akcje byłego snajpera Piasta Gliwice.
Podwiesić Zielińskiego…
To brzmi jak plan. Piotr Zieliński meczem z Danią w końcu pokazał swój ogromny potencjał i był wyróżniającym się piłkarzem w polskich szeregach. Nie wiadomo jednak, jak „Zielu” będzie się czuł jako wysunięty pomocnik. Patrząc na jego grę w klubie, trudno oprzeć się wrażeniu, że woli on jednak wychodzić z piłką z głębi pola, nie otrzymywać jej bliżej bramki rywala. Zresztą ogromnym atutem Polaka jest właśnie wprowadzanie piłki z własnej połowy, a kluczowym argumentem – dobra współpraca z Grzegorzem Krychowiakiem, którą widzieliśmy w spotkaniu z Danią. Bez sensu zmieniać coś, co działa.
No, ale jeśli chcemy grać jednym napastnikiem, ktoś za nim operować musi. Pierwsza myśl to właśnie Piotr Zieliński, którego miejsce u boku „Krychy” zająłby zapewne Karol Linetty. Dokładnie jak miało to miejsce w sobotnim meczu z Duńczykami. A jeśli nie pomocnik Napoli?












