Tak szybko jak łodzianie do ekstraklasy awansowali, tak szybko z niej spadli. Po fatalnym sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej wszyscy, których interesował klub z miasta włókniarzy, martwili się o powrót do elity. Trzeba było podnieść zespół psychicznie, zbudować na nowo pewność siebie zawodników i obudzić w nich gen zwycięstwa. To zadanie zostało powierzone Wojciechowi Stawowemu, trenerowi, który miał dłuższy rozbrat z futbolem seniorskim. Jednak od dawna pojawiał się w planach włodarzy ŁKS-u jako pierwszy trener.
Były trener Cracovii przejął zespół podczas przerwy spowodowanej pandemią i zapowiadał walkę o utrzymanie. Szybko okazało się, że plany spełzły na niczym. Dzięki temu szkoleniowiec mógł sprawdzać, testować i szukać odpowiednich rozwiązań. Później był krótki okres przygotowawczy i ruszył nowy sezon. Łodzianie rozpoczęli od wyeliminowania Śląska Wrocław w Pucharze Polski, a później pokonali Unię Janikowo i dzięki temu wiosną zameldują się w 1/8 finału krajowego pucharu. W Fortuna 1. Lidze szli jak burza, w jedenastu pierwszych kolejkach wygrali dziesięciokrotnie, tylko raz dzieląc się punktami z Arką Gdynia. I wtedy przyszedł kryzys…
Błędy w obronie – demony ekstraklasy
W 12. kolejce ŁKS pojechał na wyjazd do Radomia. Murawa, na której przyszło grać ełkaesiakom mecz z Radomiakiem, wołała o pomstę do nieba. A gospodarze świetnie to wykorzystali. Wiedzieli, że łodzianie nie będą mogli grać swojej gry związanej z dużą liczbą krótkich podań. „Rycerze Wiosny” próbowali atakować, jednak radomianie skutecznie przeszkadzali im w grze w piłkę. Jeden błąd Dąbrowskiego w końcówce meczu wystarczył, aby Leandro zdobył zwycięską bramkę z rzutu karnego. Wszyscy wiedzieli, że porażka musi przyjść. Ale wszyscy również myśleli, że łodzianie szybko wrócą na zwycięską ścieżkę.
Po porażce w Radomiu przyszedł mecz na własnym stadionie z Puszczą Niepołomice. Szybko wszyscy w Łodzi odetchnęli z ulgą, bo ełkaesiacy zaczęli grać swoją grę i po dwóch świetnych akcjach już po 11 minutach było 2:0. Jednak w 27. minucie kolejny błąd łodzian w defensywie. Wolski sfaulował wychodzącego sam na sam napastnika gości, co zaowocowało rzutem wolnym, ale przede wszystkim czerwoną kartką i kontuzją prawego defensora ŁKS-u. Co więcej, rzut wolny został zamieniony na bramkę po błędzie Arkadiusza Malarza. Mimo gry w osłabieniu łodzianie zdobyli gola na 3:1, jednak po kolejnych błędach defensywy i byłego bramkarza Legii Puszcza doprowadziła do wyrównania i mecz zakończył się wynikiem 4:4.











