Korona Kielce przegrała przed własną publicznością z ŁKS-em Łódź 0:2 (0:0) w pierwszym niedzielnym meczu 12. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Bramki dla gości strzelili Marek Saganowski i Dariusz Kłus.
Od początku spotkania dobre wrażenie sprawiali przyjezdni, którzy nie schowali się za podwójną gardą i grali w piłkę. W 8. minucie po dośrodkowaniu Pruchnika z rzutu rożnego Saganowski stanął przed doskonałą okazją na zdobycie bramki, ale główkował prosto w Małkowskiego, chociaż był zupełnie niekryty w polu karnym.

Kibice przepadający za twardą grą nie mogli narzekać, bo dużo było fizycznej walki w środku pola. W 23. minucie Vuković oddał ładny strzał z rzutu wolnego z narożnika pola karnego, jednak dobrą interwencją popisał się Velimirović, odbijając na bok to uderzenie.
Przed samym końcem pierwszej połowy Korzym nie zdołał wepchnąć z bliska piłki do bramki, a próbujący dobijać Lisowski fatalnie przestrzelił z kilku metrów. Chwilę później przed podobną okazją stanął Pruchnik, ale jego strzał na rzut rożny sparował Małkowski.
Tuż po przerwie Saganowski ponownie stanął przed szansą na strzelenie gola, jednak po centrze Kaczmarka z lewego skrzydła oddał strzał głową tuż nad poprzeczką. Z przebiegu wydarzeń na boisku można było odnieść wrażenie, że drużyna, która pierwsza strzeli bramkę, zakończy mecz z kompletem punktów.
W 74. minucie sztuka ta udała się ŁKS-owi. Po błyskawicznej kontrze Szałachowski zagrał do Saganowskiego, a ten ładnym strzałem pokonał Małkowskiego. Kielczanie mogli doprowadzić do remisu w 84. minucie, ale Korzym przestrzelił z kilku metrów po zgraniu futbolówki głową przez Stano, jednak na usprawiedliwienie piłkarza Korony należy dodać, że był w tej sytuacji przetrzymywany.
Mimo naporu gospodarzy goście dowieźli korzystny dla siebie rezultat do końca meczu, podwyższając jeszcze w doliczonym czasie gry swoje prowadzenie za sprawą Kłusa, po którego uderzeniu z około dziesięciu metrów piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki.











