W szatni stadionu El Riazor w La Corunie po wczorajszym spotkaniu jeszcze zapewne odczuwalny jest zapach potu zawodników Deportivo i Getafe, a już piłkarze pozostałych drużyn sposobią się do gry w kolejnej, 4. kolejce La Liga. We wtorek zobaczymy w akcji dwa kluby baskijskie oraz Real Madryt. W środę dojdzie zaś do kolejnego hitu z udziałem Atletico Madryt, tym razem podopieczni Quique Sancheza wybiorą się na Estadio Mestalla, by stoczyć bój z liderem rozgrywek – Valencią.
Baskowie grają u siebie i na wyjeździe
O godzinie 20 na stadionie San Memes w Bilbao miejscowy Atlhetic zmierzy się z nieco niemrawą w tym sezonie Mallorką. O tej samej porze w Pampelunie dojdzie do meczu Osasuny z najlepszym (jak do tej pory) beniaminkiem, Realem Sociedad San Sebastian. W pierwszym przypadku, faworyta trudno wskazać, chociaż piłkarze Joaquina Caparrosa, niesieni dopingiem fanatycznych kibiców z Bilbao powinni poradzić sobie z wyspiarzami. Tym bardziej, że w ostatnim meczu na San Memes ulegli stołecznemu Atletico, co miejscowym fanom na pewno się nie spodobało. Również w ostatniej kolejce pech nie opuszczał Athletika, w nieciekawych okolicznościach (klops Gorki Iraizoza przy pierwszym golu) zremisowali w Gijon ze Sportingiem. Jeśli Fernando Llorente utrzyma dotychczasową skuteczność (gol w każdej kolejce), gościom z pewnością będzie trudno wywieźć z Bilbao zwycięstwo. I to mimo że podopieczni Michaela Laudrupa ostatnio pewnie pokonali u siebie Osasunę. Znów zaczęła działać znana z poprzedniego sezonu magia ONO Estadi (teraz noszącego nazwę Iberostar Estadi), zaś świetną akcją, po której padł gol ustalający wynik, popisał się nowy nabytek, pozyskany za darmo z Feyenoordu Rotterdam, Jonathan de Guzman. Jedno jest pewne, w zbliżającym się meczu z Athletikiem nie powinno zabraknąć walki.

Wspomniana Osasuna raczej nie będzie faworytem starcia z drugim klubem z Baskonii – Realem Sociedad. W trzech pierwszych kolejkach ugrała zaledwie punkt i choć stawiła dzielny opór Realowi Madryt nieco ponad tydzień temu, to punktu na Santiago Bernabeu nie ugrała. Jedyny punkt wywalczyła w pierwszej kolejce z Almerią, bezbramkowo remisując na własnym stadionie. Jeśli trener Osasuny, Jose Antonio Camacho, nie wymyśli wielce skutecznej taktyki na najbliższy mecz, bardzo możliwe, że zostanie pokonany. Wydaje się bowiem, że to klub z San Sebastian dysponuje lepszymi piłkarzami. Gracze z Estadio Anoeta po trzech kolejkach mają na koncie cztery punkty. W pierwszej odnieśli zwycięstwo po kapitalnym golu Tamudo, w drugiej zremisowali z Almerii, zaś w ten weekend zostali pokonani przez Real Madryt. Można by powiedzieć, że to klasyczny przykład regresu, ale jest właściwie odwrotnie. Z każdym meczem podopieczni Martina Lasarte grają coraz lepiej, gdyby w ostatnim spotkaniu mieli troszkę więcej szczęścia (Griezmann wykorzystałby którąś ze stuprocentowych sytuacji lub piłka, po strzale Ronaldo i rykoszecie od pleców Pepe, nie wpadła do bramki Bravo), mogliby sprawić niespodziankę, urywając punkty utytułowanemu rywalowi. Real Sociedad będzie zatem lekkim faworytem spotkania w Pampelunie.











