W szatni stadionu El Riazor w La Corunie po wczorajszym spotkaniu jeszcze zapewne odczuwalny jest zapach potu zawodników Deportivo i Getafe, a już piłkarze pozostałych drużyn sposobią się do gry w kolejnej, 4. kolejce La Liga. We wtorek zobaczymy w akcji dwa kluby baskijskie oraz Real Madryt. W środę dojdzie zaś do kolejnego hitu z udziałem Atletico Madryt, tym razem podopieczni Quique Sancheza wybiorą się na Estadio Mestalla, by stoczyć bój z liderem rozgrywek – Valencią.
Baskowie grają u siebie i na wyjeździe
O godzinie 20 na stadionie San Memes w Bilbao miejscowy Atlhetic zmierzy się z nieco niemrawą w tym sezonie Mallorką. O tej samej porze w Pampelunie dojdzie do meczu Osasuny z najlepszym (jak do tej pory) beniaminkiem, Realem Sociedad San Sebastian. W pierwszym przypadku, faworyta trudno wskazać, chociaż piłkarze Joaquina Caparrosa, niesieni dopingiem fanatycznych kibiców z Bilbao powinni poradzić sobie z wyspiarzami. Tym bardziej, że w ostatnim meczu na San Memes ulegli stołecznemu Atletico, co miejscowym fanom na pewno się nie spodobało. Również w ostatniej kolejce pech nie opuszczał Athletika, w nieciekawych okolicznościach (klops Gorki Iraizoza przy pierwszym golu) zremisowali w Gijon ze Sportingiem. Jeśli Fernando Llorente utrzyma dotychczasową skuteczność (gol w każdej kolejce), gościom z pewnością będzie trudno wywieźć z Bilbao zwycięstwo. I to mimo że podopieczni Michaela Laudrupa ostatnio pewnie pokonali u siebie Osasunę. Znów zaczęła działać znana z poprzedniego sezonu magia ONO Estadi (teraz noszącego nazwę Iberostar Estadi), zaś świetną akcją, po której padł gol ustalający wynik, popisał się nowy nabytek, pozyskany za darmo z Feyenoordu Rotterdam, Jonathan de Guzman. Jedno jest pewne, w zbliżającym się meczu z Athletikiem nie powinno zabraknąć walki.
Z Griezmannem (tu z Xabim Prieto) w składzie Real Sociedad radzi sobie bardzo dobrze (fot. eitb.com)
Wspomniana Osasuna raczej nie będzie faworytem starcia z drugim klubem z Baskonii – Realem Sociedad. W trzech pierwszych kolejkach ugrała zaledwie punkt i choć stawiła dzielny opór Realowi Madryt nieco ponad tydzień temu, to punktu na Santiago Bernabeu nie ugrała. Jedyny punkt wywalczyła w pierwszej kolejce z Almerią, bezbramkowo remisując na własnym stadionie. Jeśli trener Osasuny, Jose Antonio Camacho, nie wymyśli wielce skutecznej taktyki na najbliższy mecz, bardzo możliwe, że zostanie pokonany. Wydaje się bowiem, że to klub z San Sebastian dysponuje lepszymi piłkarzami. Gracze z Estadio Anoeta po trzech kolejkach mają na koncie cztery punkty. W pierwszej odnieśli zwycięstwo po kapitalnym golu Tamudo, w drugiej zremisowali z Almerii, zaś w ten weekend zostali pokonani przez Real Madryt. Można by powiedzieć, że to klasyczny przykład regresu, ale jest właściwie odwrotnie. Z każdym meczem podopieczni Martina Lasarte grają coraz lepiej, gdyby w ostatnim spotkaniu mieli troszkę więcej szczęścia (Griezmann wykorzystałby którąś ze stuprocentowych sytuacji lub piłka, po strzale Ronaldo i rykoszecie od pleców Pepe, nie wpadła do bramki Bravo), mogliby sprawić niespodziankę, urywając punkty utytułowanemu rywalowi. Real Sociedad będzie zatem lekkim faworytem spotkania w Pampelunie.
Na naprawdę mocnego rywala musi jeszcze poczekać Real Madryt. We wtorkowy wieczór piłkarze Jose Mourinho zmierzą się na Santiago Bernabeu z Espanyolem Barcelona. Kibice tego zespołu w przeciwieństwie do sympatyków „Dumy Katalonii” nie żywią niechęci do władzy centralnej, bo i nie opowiadają się za separatyzmem. W nadchodzącym spotkaniu pewnie nieraz przejdzie nam posłuchać wulgarnych piosenek skierowanych w stronę „Blaugrany” i to intonowanych na kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy gardeł. Jeśli chodzi o aspekty sportowe, to nie bardzo wiadomo, w czym upatrywać szans przyjezdnych. Co prawda podnieśli się po upokarzającej porażce z Villarreal, dzięki zwycięstwu w ostatniej kolejce z Almerią, ale by pokonać Real, trzeba wznieść się na wyżyny umiejętności, a do tego musi dopisać fortuna. W wywiezieniu korzystnego rezultatu z Santiago Bernabeu na pewno nie pomoże plaga kontuzji (m.in. Osvaldo i Marquez). „Galacticos” w tym spotkaniu będą chcieli pokazać, że mimo niezbyt powalających wyników, styl ich gry stale się poprawia i z czasem zostanie osiągnięte apogeum. Świetnie wygląda już gra obronna, w meczu z Ajaksem w Lidze Mistrzów miło było popatrzeć również na akcje ofensywne, a mecz w San Sebastian był oczywistym krokiem w tył – w takim meczu szalenie trudno jest zagrać pięknie i wygrać. Madryccy kibice liczą na odblokowanie się Gonzalo Higuaina na krajowym podwórku. Może „Pipita” już dzisiaj pokona Carlosa Kameniego?
„Barca”ze Sportingiem bez Messiego
Zwycięstwo z Atletico Madryt, odniesione w szlagierowym meczu trzeciej kolejki, Barcelona okupiła kontuzją Leo Messiego. Różne źródła prognozują, że Argentyńczyk nie będzie trenował od 10 do nawet 30 dni. Najbardziej wiarygodne mówią o dwóch tygodniach przerwy. Bez swojego asa „Blaugranie” będzie grało się inaczej, być może na skrzydle zostanie ustawiony Andres Iniesta, może miejsce Messiego zajmie Bojan Krkić. Pewne jest, że podopieczni Guardioli przystąpią do meczu ze Sportingiem skoncentrowani, po porażce z Herkulesem wiedzą bowiem, jak może skończyć się zlekceważenie przeciwnika. Trener „Dumy Katalonii” nie może również zapominać o tym, że w środku tygodnia jego piłkarzy czeka wyjazd do Kazania na mecz z Rubinem, musi zatem umiejętnie rozporządzać ich siłami. Zawodnicy z Gijon na starcie rozgrywek osiągnęli niezłą formę, co prawda w meczu pierwszej kolejki zostali rozbici przez Atletico Madryt, jednak już tydzień później pewnie pokonali Mallorkę, zaś kilka dni temu prowadzili z Athletikiem już 2:0, by ostatecznie zremisować. Gra zespołu wygląda jednak nieźle, chociaż trudno wyrokować, czy podopieczni Manolo Preciado mają większe szanse na zwycięstwo, niż tylko iluzoryczne. Będzie to z pewnością dobra okazja dla młodych i zdolnych zawodników z Gijon (Botia, Canella), by sprawdzić się w boju z najsilniejszym przeciwnikiem z możliwych.
Kolejny hit z udziałem Atletico
Po porażce u siebie z Barceloną, Atletico będzie zmuszone poszukać punktów na Estadio Mestalla. Zadanie to nie będzie łatwe. Valencia mimo znacznych osłabień w minionym oknie transferowym nie doznała jeszcze w tym sezonie porażki i po trzeciej serii spotkań przewodzi tabeli. W meczu z Herculesem punkty wywalczyła jednak dosyć szczęśliwie i w tym swojej szansy mogą upatrywać zawodnicy Quique Floresa. Wielkie problemy ze skrzydłowymi z Alicante (Drenthe i Valdezem) mieli Migiel i Mathieu, z pewnością łatwej przeprawy nie będą mieli również z Simao oraz Jose Reyesem. Nadzieją na lepsze jutro dla „Los Ches” jest jednak napad. Pablo, Mata, Joaquin czy Soldado z Adurizem mogą w każdej chwili przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny. Atletico nie może sobie pozwolić na porażkę nie tyle dlatego, że wtedy może osunąć się do środkowych rejonów tabeli (strata z początku sezonu jest bowiem do odrobienia), co ze względów psychologicznych. Dwie porażki, w dodatku poniesione z rywalami, których miejsce chce się zająć, może spowodować znaczny spadek morale. Obowiązkiem piłkarzy Quique Sancheza będzie zatem ugranie punktu w stolicy Lewantu. Jeśli do pełni dyspozycji po kontuzji z drugiej kolejki powróci Sergio Aguero, będzie to wielce prawdopodobne. Gdy bowiem „Kun” jest w formie, automatycznie zyskuje też Diego Forlan.
Diego Perotti (z prawej) osiągnął bardzo wysoką dyspozycję (fot. wn.com)
W kolejnych środowych meczach zmierzą się outsiderzy z ambicjami do osiągnięcia miana średniaków. Pierwszą taką parę tworzą Almeria i Levante Walencja. Zdecydowanie większe szanse na zwycięstwo mają gospodarze, w tym sezonie przegrali zaledwie raz, zaś defensywa ich rywali przypomina szwajcarski ser – do tej pory straciła już 10 bramek. Kolejny mecz dwóch słabszych średniaków to spotkanie Realu Saragossa z Herculesem Alicante. Przy czym jeszcze u progu rozgrywek wydawało się, że pierwszy z zespołów może coś wnieść do La Liga, tymczasem okazuje się, że to grę beniaminka ogląda się z przyjemnością. Jeśli ofensywne trio Drenthe – Trezeguet – Valdez zaprezentuje się nie gorzej niż w meczu z Valencią, Hercules powinien wywieźć z Saragossy punkty.
Andaluzja kontra Kantabria
W najciekawszym czwartkowym meczu Sevilla, która po trzech kolejkach uzyskała miano wicelidera, zmierzy się z Racingiem Santander. Andaluzyjczycy mają na koncie siedem punktów, ale szczególnie ostatnie trzy nie przyszły im łatwo. Przez kilkanaście minut przegrywali nawet z Malagą, jednak jeszcze w pierwszej połowie podopieczni Antonio Alvareza wzięli się w garść i zdobyli dwie bramki. Później, głównie dzięki świetnym interwencjom Andresa Palopa, udało im się ten wynik utrzymać. Oprócz golkipera Andaluzyjczyków w znakomitej formie, i to od początku sezonu, znajduje się skrzydłowy, Diego Perotti, który w każdym meczu jest utrapieniem dla pilnujących go defensorów. Już teraz można współczuć Francisowi Perezowi, prawemu obrońcy Racingu. Zawodnicy Sevilli do spotkań w lidze muszą podchodzić niezwykle skoncentrowani, nie mogą sobie bowiem pozwolić na kompromitację, która już drugi sezon z rzędu przydarzyła im się w Lidze Mistrzów. Jeśli chodzi o Racing, to sukcesem będzie dla niego ugranie choćby punktu. W zeszłym sezonie, udało się zdobyć, i to na Ramon Sanchez Pizjuan, nawet trzy, ale mecz życia rozegrał wtedy Sergio Canales, którego w Santander już nie ma. Teraz trudno wskazać zawodnika, który byłby w stanie poprowadzić Racing do zwycięstwa.
W pozostałych czwartkowych spotkaniach zmierzą się dwie grające coraz lepiej drużyny, Villarreal i Deportivo. Zawodnicy Juana Garrido, po niespodziewanej porażce w pierwszej kolejce z Realem Sociedad, w następnych nie dali już szans Espanyolowi i Levante. Ich gra wygląda coraz lepiej, a w niezłej formie są snajperzy, Nilmar i Rossi. „El Depor” z kolei w dwóch pierwszych meczach zagrało do bólu skutecznie w obronie, ale i bez błysku z przodu. Dopiero ostatni mecz – z Getafe – był niezwykle ciekawy i przyniósł remis 2:2. W meczu na El Madrigal, to jednak nie zawodnicy Miguela Lotiny będą faworytem.
Ponadto wspomniane Getafe zmierzy się z Malagą, która w ostatnim spotkaniu napsuła Sevilli sporo krwi. W drużynie spod Madrytu coraz lepiej poczynają sobie sprowadzeni latem z Saragossy Colunga i Arizmendi. Ten drugi w ostatnich dwóch kolejkach pisywał się na listę strzelców. Jeśli podopieczni Michela chcą udowodnić, że poprzedni sezon nie był jednorazowym wyskokiem, tylko efektem solidnej pracy, powinni taką przeszkodę, jaką jest Malaga, wziąć bez rozbiegu.
W szatni stadionu El Riazor w La Corunie po wczorajszym spotkaniu jeszcze zapewne odczuwalny jest zapach potu zawodników Deportivo i Getafe, a już piłkarze pozostałych drużyn sposobią się do gry w kolejnej, 4. kolejce La Liga. We wtorek zobaczymy w akcji dwa kluby baskijskie oraz Real Madryt. W środę dojdzie zaś do kolejnego hitu z udziałem Atletico Madryt, tym razem podopieczni Quique Sancheza wybiorą się na Estadio Mestalla, by stoczyć bój z liderem rozgrywek – Valencią.
Baskowie grają u siebie i na wyjeździe
O godzinie 20 na stadionie San Memes w Bilbao miejscowy Atlhetic zmierzy się z nieco niemrawą w tym sezonie Mallorką. O tej samej porze w Pampelunie dojdzie do meczu Osasuny z najlepszym (jak do tej pory) beniaminkiem, Realem Sociedad San Sebastian. W pierwszym przypadku, faworyta trudno wskazać, chociaż piłkarze Joaquina Caparrosa, niesieni dopingiem fanatycznych kibiców z Bilbao powinni poradzić sobie z wyspiarzami. Tym bardziej, że w ostatnim meczu na San Memes ulegli stołecznemu Atletico, co miejscowym fanom na pewno się nie spodobało. Również w ostatniej kolejce pech nie opuszczał Athletika, w nieciekawych okolicznościach (klops Gorki Iraizoza przy pierwszym golu) zremisowali w Gijon ze Sportingiem. Jeśli Fernando Llorente utrzyma dotychczasową skuteczność (gol w każdej kolejce), gościom z pewnością będzie trudno wywieźć z Bilbao zwycięstwo. I to mimo że podopieczni Michaela Laudrupa ostatnio pewnie pokonali u siebie Osasunę. Znów zaczęła działać znana z poprzedniego sezonu magia ONO Estadi (teraz noszącego nazwę Iberostar Estadi), zaś świetną akcją, po której padł gol ustalający wynik, popisał się nowy nabytek, pozyskany za darmo z Feyenoordu Rotterdam, Jonathan de Guzman. Jedno jest pewne, w zbliżającym się meczu z Athletikiem nie powinno zabraknąć walki.
Z Griezmannem (tu z Xabim Prieto) w składzie Real Sociedad radzi sobie bardzo dobrze (fot. eitb.com)
Wspomniana Osasuna raczej nie będzie faworytem starcia z drugim klubem z Baskonii – Realem Sociedad. W trzech pierwszych kolejkach ugrała zaledwie punkt i choć stawiła dzielny opór Realowi Madryt nieco ponad tydzień temu, to punktu na Santiago Bernabeu nie ugrała. Jedyny punkt wywalczyła w pierwszej kolejce z Almerią, bezbramkowo remisując na własnym stadionie. Jeśli trener Osasuny, Jose Antonio Camacho, nie wymyśli wielce skutecznej taktyki na najbliższy mecz, bardzo możliwe, że zostanie pokonany. Wydaje się bowiem, że to klub z San Sebastian dysponuje lepszymi piłkarzami. Gracze z Estadio Anoeta po trzech kolejkach mają na koncie cztery punkty. W pierwszej odnieśli zwycięstwo po kapitalnym golu Tamudo, w drugiej zremisowali z Almerii, zaś w ten weekend zostali pokonani przez Real Madryt. Można by powiedzieć, że to klasyczny przykład regresu, ale jest właściwie odwrotnie. Z każdym meczem podopieczni Martina Lasarte grają coraz lepiej, gdyby w ostatnim spotkaniu mieli troszkę więcej szczęścia (Griezmann wykorzystałby którąś ze stuprocentowych sytuacji lub piłka, po strzale Ronaldo i rykoszecie od pleców Pepe, nie wpadła do bramki Bravo), mogliby sprawić niespodziankę, urywając punkty utytułowanemu rywalowi. Real Sociedad będzie zatem lekkim faworytem spotkania w Pampelunie.
Spotkanie zaprzyjaźnionych w Madrycie
Na naprawdę mocnego rywala musi jeszcze poczekać Real Madryt. We wtorkowy wieczór piłkarze Jose Mourinho zmierzą się na Santiago Bernabeu z Espanyolem Barcelona. Kibice tego zespołu w przeciwieństwie do sympatyków „Dumy Katalonii” nie żywią niechęci do władzy centralnej, bo i nie opowiadają się za separatyzmem. W nadchodzącym spotkaniu pewnie nieraz przejdzie nam posłuchać wulgarnych piosenek skierowanych w stronę „Blaugrany” i to intonowanych na kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy gardeł. Jeśli chodzi o aspekty sportowe, to nie bardzo wiadomo, w czym upatrywać szans przyjezdnych. Co prawda podnieśli się po upokarzającej porażce z Villarreal, dzięki zwycięstwu w ostatniej kolejce z Almerią, ale by pokonać Real, trzeba wznieść się na wyżyny umiejętności, a do tego musi dopisać fortuna. W wywiezieniu korzystnego rezultatu z Santiago Bernabeu na pewno nie pomoże plaga kontuzji (m.in. Osvaldo i Marquez). „Galacticos” w tym spotkaniu będą chcieli pokazać, że mimo niezbyt powalających wyników, styl ich gry stale się poprawia i z czasem zostanie osiągnięte apogeum. Świetnie wygląda już gra obronna, w meczu z Ajaksem w Lidze Mistrzów miło było popatrzeć również na akcje ofensywne, a mecz w San Sebastian był oczywistym krokiem w tył – w takim meczu szalenie trudno jest zagrać pięknie i wygrać. Madryccy kibice liczą na odblokowanie się Gonzalo Higuaina na krajowym podwórku. Może „Pipita” już dzisiaj pokona Carlosa Kameniego?
„Barca”ze Sportingiem bez Messiego
Zwycięstwo z Atletico Madryt, odniesione w szlagierowym meczu trzeciej kolejki, Barcelona okupiła kontuzją Leo Messiego. Różne źródła prognozują, że Argentyńczyk nie będzie trenował od 10 do nawet 30 dni. Najbardziej wiarygodne mówią o dwóch tygodniach przerwy. Bez swojego asa „Blaugranie” będzie grało się inaczej, być może na skrzydle zostanie ustawiony Andres Iniesta, może miejsce Messiego zajmie Bojan Krkić. Pewne jest, że podopieczni Guardioli przystąpią do meczu ze Sportingiem skoncentrowani, po porażce z Herkulesem wiedzą bowiem, jak może skończyć się zlekceważenie przeciwnika. Trener „Dumy Katalonii” nie może również zapominać o tym, że w środku tygodnia jego piłkarzy czeka wyjazd do Kazania na mecz z Rubinem, musi zatem umiejętnie rozporządzać ich siłami. Zawodnicy z Gijon na starcie rozgrywek osiągnęli niezłą formę, co prawda w meczu pierwszej kolejki zostali rozbici przez Atletico Madryt, jednak już tydzień później pewnie pokonali Mallorkę, zaś kilka dni temu prowadzili z Athletikiem już 2:0, by ostatecznie zremisować. Gra zespołu wygląda jednak nieźle, chociaż trudno wyrokować, czy podopieczni Manolo Preciado mają większe szanse na zwycięstwo, niż tylko iluzoryczne. Będzie to z pewnością dobra okazja dla młodych i zdolnych zawodników z Gijon (Botia, Canella), by sprawdzić się w boju z najsilniejszym przeciwnikiem z możliwych.
Kolejny hit z udziałem Atletico
Po porażce u siebie z Barceloną, Atletico będzie zmuszone poszukać punktów na Estadio Mestalla. Zadanie to nie będzie łatwe. Valencia mimo znacznych osłabień w minionym oknie transferowym nie doznała jeszcze w tym sezonie porażki i po trzeciej serii spotkań przewodzi tabeli. W meczu z Herculesem punkty wywalczyła jednak dosyć szczęśliwie i w tym swojej szansy mogą upatrywać zawodnicy Quique Floresa. Wielkie problemy ze skrzydłowymi z Alicante (Drenthe i Valdezem) mieli Migiel i Mathieu, z pewnością łatwej przeprawy nie będą mieli również z Simao oraz Jose Reyesem. Nadzieją na lepsze jutro dla „Los Ches” jest jednak napad. Pablo, Mata, Joaquin czy Soldado z Adurizem mogą w każdej chwili przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny. Atletico nie może sobie pozwolić na porażkę nie tyle dlatego, że wtedy może osunąć się do środkowych rejonów tabeli (strata z początku sezonu jest bowiem do odrobienia), co ze względów psychologicznych. Dwie porażki, w dodatku poniesione z rywalami, których miejsce chce się zająć, może spowodować znaczny spadek morale. Obowiązkiem piłkarzy Quique Sancheza będzie zatem ugranie punktu w stolicy Lewantu. Jeśli do pełni dyspozycji po kontuzji z drugiej kolejki powróci Sergio Aguero, będzie to wielce prawdopodobne. Gdy bowiem „Kun” jest w formie, automatycznie zyskuje też Diego Forlan.
Diego Perotti (z prawej) osiągnął bardzo wysoką dyspozycję (fot. wn.com)
W kolejnych środowych meczach zmierzą się outsiderzy z ambicjami do osiągnięcia miana średniaków. Pierwszą taką parę tworzą Almeria i Levante Walencja. Zdecydowanie większe szanse na zwycięstwo mają gospodarze, w tym sezonie przegrali zaledwie raz, zaś defensywa ich rywali przypomina szwajcarski ser – do tej pory straciła już 10 bramek. Kolejny mecz dwóch słabszych średniaków to spotkanie Realu Saragossa z Herculesem Alicante. Przy czym jeszcze u progu rozgrywek wydawało się, że pierwszy z zespołów może coś wnieść do La Liga, tymczasem okazuje się, że to grę beniaminka ogląda się z przyjemnością. Jeśli ofensywne trio Drenthe – Trezeguet – Valdez zaprezentuje się nie gorzej niż w meczu z Valencią, Hercules powinien wywieźć z Saragossy punkty.
Andaluzja kontra Kantabria
W najciekawszym czwartkowym meczu Sevilla, która po trzech kolejkach uzyskała miano wicelidera, zmierzy się z Racingiem Santander. Andaluzyjczycy mają na koncie siedem punktów, ale szczególnie ostatnie trzy nie przyszły im łatwo. Przez kilkanaście minut przegrywali nawet z Malagą, jednak jeszcze w pierwszej połowie podopieczni Antonio Alvareza wzięli się w garść i zdobyli dwie bramki. Później, głównie dzięki świetnym interwencjom Andresa Palopa, udało im się ten wynik utrzymać. Oprócz golkipera Andaluzyjczyków w znakomitej formie, i to od początku sezonu, znajduje się skrzydłowy, Diego Perotti, który w każdym meczu jest utrapieniem dla pilnujących go defensorów. Już teraz można współczuć Francisowi Perezowi, prawemu obrońcy Racingu. Zawodnicy Sevilli do spotkań w lidze muszą podchodzić niezwykle skoncentrowani, nie mogą sobie bowiem pozwolić na kompromitację, która już drugi sezon z rzędu przydarzyła im się w Lidze Mistrzów. Jeśli chodzi o Racing, to sukcesem będzie dla niego ugranie choćby punktu. W zeszłym sezonie, udało się zdobyć, i to na Ramon Sanchez Pizjuan, nawet trzy, ale mecz życia rozegrał wtedy Sergio Canales, którego w Santander już nie ma. Teraz trudno wskazać zawodnika, który byłby w stanie poprowadzić Racing do zwycięstwa.
W pozostałych czwartkowych spotkaniach zmierzą się dwie grające coraz lepiej drużyny, Villarreal i Deportivo. Zawodnicy Juana Garrido, po niespodziewanej porażce w pierwszej kolejce z Realem Sociedad, w następnych nie dali już szans Espanyolowi i Levante. Ich gra wygląda coraz lepiej, a w niezłej formie są snajperzy, Nilmar i Rossi. „El Depor” z kolei w dwóch pierwszych meczach zagrało do bólu skutecznie w obronie, ale i bez błysku z przodu. Dopiero ostatni mecz – z Getafe – był niezwykle ciekawy i przyniósł remis 2:2. W meczu na El Madrigal, to jednak nie zawodnicy Miguela Lotiny będą faworytem.
Ponadto wspomniane Getafe zmierzy się z Malagą, która w ostatnim spotkaniu napsuła Sevilli sporo krwi. W drużynie spod Madrytu coraz lepiej poczynają sobie sprowadzeni latem z Saragossy Colunga i Arizmendi. Ten drugi w ostatnich dwóch kolejkach pisywał się na listę strzelców. Jeśli podopieczni Michela chcą udowodnić, że poprzedni sezon nie był jednorazowym wyskokiem, tylko efektem solidnej pracy, powinni taką przeszkodę, jaką jest Malaga, wziąć bez rozbiegu.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.