Forma Manchesteru United od początku sezonu nie jest dobra. „Czerwone Diabły” znowu nie porywają swoją grą. O ile w poprzednim sezonie cynizm Mourinho nie miał jeszcze przełożenia na rezultaty w lidze, bo klub z Old Trafford zdobył wicemistrzostwo Anglii, o tyle w obecnej kampanii zarówno gra, jak i wyniki mogą martwić kibiców z czerwonej części Manchesteru. Ich zmartwienie jest tym większe, że mamy do czynienia z trzecim sezonem pracy Portugalczyka, a historia pokazuje, że kończą się one źle.
Sam zainteresowany bardzo nie lubi pytań o rzekomą klątwę. Za każdym razem, kiedy jest o to pytany, reaguje nerwowo. Stara się zaklinać rzeczywistość i przekonywać, że żadna klątwa nie istnieje. Nie brak jednak głosów, że jego metody są skuteczne przez maksymalnie dwa lata. Później coś się wypala. Żeby sprawdzić, ile jest w tym prawdy, sięgnę do historii i przeanalizuję trzecie sezony pracy Mourinho w klubach, które prowadził.
Chelsea FC
Jose Mourinho przybył do stolicy Anglii po fali sukcesów w FC Porto. Jeśli chodzi o klub z północnej Portugalii, to analiza trzeciego sezonu Mourinho jest niemożliwa. Wynika to z faktu, iż urodzony w Setubal trener spędził tam tylko dwa lata. Był to jednak okres pełen triumfów w kraju i Europie. FC Porto pod wodzą nikomu nieznanego młodego trenera wygrało dwukrotnie mistrzostwo Portugalii, raz Puchar Portugalii i Superpuchar Portugalii. To jednak nic przy osiągnięciach na arenie europejskiej. FC Porto za kadencji Mourinho wygrało Puchar UEFA (w drodze po to trofeum wyeliminowało m.in. Polonię Warszawa) oraz Ligę Mistrzów. Za te osiągnięcia Portugalczyk otrzymał nagrodę dla najlepszego trenera na świecie (w następnych latach otrzyma to wyróżnienie jeszcze trzykrotnie).
Nic dziwnego, że Roman Abramowicz, który budował wielką Chelsea, chciał, żeby to Mourinho był twarzą tego projektu. Mimo dużych sukcesów niektórzy dziennikarze wciąż deprecjonowali Portugalczyka. On jednak od razu wysłał im komunikat, że nie należy go lekceważyć. Na swojej pierwszej konferencji prasowej w Chelsea wypowiedział słynne słowa: „I am The Special One”. Złotousty Mourinho szybko stał się ulubieńcem dziennikarzy, którzy spijali słowa z jego ust. Konferencje z jego udziałem nigdy nie były nudne – Mourinho szokował i prowokował.
Jego głównym zadaniem było zdetronizowanie „niezwyciężonego” Arsenalu oraz Manchesteru United. Od momentu przyjścia Portugalczyka starcia na linii Wenger – Ferguson nie były już tymi najbardziej elektryzującymi. Na efekt pracy Portugalczyka nie trzeba było długo czekać. W trzy lata Mourinho zdobył dwa mistrzostwa Anglii, dwa Puchary Ligi Angielskiej oraz Puchar Anglii. Drużyna zbudowana za pieniądze rosyjskiego miliardera funkcjonowała perfekcyjnie. Idealnie zbilansowana zarówno w defensywie (zaledwie 15 straconych goli w pierwszym sezonie w lidze), jak i ofensywie, w której szalał sprowadzony z Marsylii Didier Drogba. Do pełni szczęścia zabrakło tylko triumfu w Lidze Mistrzów. Chelsea prowadzona przez Mourinho dwukrotnie odpadała w półfinale Ligi Mistrzów po dramatycznych bojach z Liverpoolem. Portugalczyka szczególnie mocno zabolała porażka w sezonie 2004/2005, kiedy o awansie „The Reds” do finału zadecydował gol Luisa Garcii, który… nie wiadomo, czy padł. Trudno ocenić, czy piłka po jego strzale przekroczyła całym obwodem linię bramkową. Mourinho określił tę bramkę jako „gol widmo”.











