Bez bramek i bez emocji, ale za to z ogromną ilością błędów, niecelnych podań, strzałów i dośrodkowań. Nie zabrakło też fauli i złośliwości. Tak wyglądało spotkanie Ajax Amsterdam – PSV Eindhoven.
Pierwszy kwadrans spotkania był, mówiąc kolokwialnie, przeraźliwie nudny. Widać było, że zarówno jednym, jak i drugim zależy przede wszystkim na tym, żeby nie stracić bramki. Gra toczyła się w środku pola, dużo było fauli i strat po obu stronach.

Pierwszą groźną akcję kibice zobaczyli dopiero w 20. minucie. Świetną prostopadłą piłkę otrzymał Luis Suarez, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Urugwajczyk źle przyjął sobie futbolówkę, ta odskoczyła mu od nogi i ostatecznie przejęli ją obrońcy PSV. Akcja sprawiła jednak, że gospodarze na chwilę poderwali się do ataku. Kilka minut później znów przed szansą stanął Suarez, ale jego uderzenie z szesnastu metrów poszybowało nad bramką.
W 26. minucie znów było gorąco pod siatką gości. Świetną zespołową akcję Ajaksu zakończył Suarez, ale strzał był zbyt lekki, by mógł zaskoczyć Isakssona.
Goście pierwszy raz poważnie zagrozili bramce Stekelenburga, dopiero po 30. minutach gry. Po dobrym dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłkę głową uderzał Toivonen, ale bramkarz Ajaksu był na posterunku.
Później znowu tempo spotkania siadło. Rzadko oglądaliśmy jakiekolwiek akcje ofensywne, które poważnie zagroziłyby bramce. Pojedyncze uderzenia z daleka to stanowczo za mało jak na spotkanie tej rangi. Do przerwy widowisko zapowiadane jako największy hit Eredivisie mocno rozczarowało.
Druga połowa niespodziewanie rozpoczęła się od ataków PSV. Najpierw po rzucie rożnym groźnie uderzał Marcelo, a piłkę z linii bramkowej wybijał Anita. A dosłownie minutę później były obrońca Wisły Kraków strzelił nawet gola, ale sędzia dopatrzył się spalonego i na tablicy wyników wciąż było 0:0.
Niestety później wszystko wróciło do normy. Żadna z drużyn nie potrafiła stworzyć sobie stuprocentowej sytuacji, po której mogłaby wyjść na prowadzenie. Piłkarze obu ekip mylili się w sytuacjach, w których zazwyczaj tego nie robili. Wielokrotnie będąc już po bramką przeciwnika, niedokładnie podawali lub niecelnie uderzali.
W 77. minucie Suarez zdecydował się na strzał prawie z połowy boiska i o mały włos nie zaskoczył Isakssona, który z wielkim trudem wybił piłkę na rzut rożny.
Ostatnie dziesięć minut nie przyniosło sportowych emocji, choć na boisku momentami było gorąco. Piłkarzy obu klubów kilkakrotnie musiał rozdzielać sędzia. Bilans tych ostatnich minut to dwie żółte i jedna czerwona kartka.
Spotkanie na szczycie Eredivisie rozczarowało. Żadna z drużyn nie potrafiła przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Mnóstwo błędów indywidualnych – jakie popełniali zarówno jedni, jak i drudzy – sprawiło, że to spotkanie oglądało się po prostu źle.











