Reprezentacja Polski przegrała 0:1 w meczu 4. kolejki Ligi Narodów. Po jego zakończeniu przyszłość selekcjonera Jana Urbana wydaje się być przesądzona. Poniedziałkowy mecz ponownie obnażył bezradność i bezpomysłowość reprezentacji.
Syndrom dwóch różnych połów
W poniedziałkowy wieczór reprezentanci Polski znów doświadczyli syndromu dwóch różnych połów. W pierwszej części nasza gra wyglądała całkiem nieźle. Za sprawą skutecznych przerzutów Matty’ego Casha stworzyliśmy sobie kilka okazji, w tym jedną stuprocentową, niewykorzystaną przez Karola Świderskiego.
W drugiej części nasza gra ofensywna siadła. Sergej Barbarez skutecznie odczytał plany taktyczne Urbana i na nie zareagował. Nasz selekcjoner nie miał przygotowanego planu B, przez co gra Polski wyglądała jak wyglądała. Resztę pogorszyło zejście Matty’ego Casha z powodu kontuzji oraz słabsza druga część w wykonaniu Wiktora Nowaka. Ta sytuacja pokazuje, że kadra Urbana zbyt mocno polega na jednostkach, a nie ma zbudowanych nawet namiastek schematów w grze ofensywnej. Promykiem nadziei była natomiast gra defensywna. Obrońcy reprezentacji przez większość czasu nie dopuścili do celnego strzału Bośniaków. Zmieniło się to dopiero po feralnej interwencji Jana Bednarka. Jej efektem był rzut karny dla rywala i gol. Był to ciężki do oglądania mecz, który pozostawiał więcej złego niż dobrego.
4-4-2 działa, ale…
Tym dobrem i promykiem nadziei był zdecydowanie fakt, że reprezentacja Polski wyszła po raz kolejny w systemie 4-4-2 i to znów zadziałało. Na tym zgrupowaniu zagraliśmy tak trzykrotnie i nie straciliśmy bramki z gry. W tej formacji nasza gra obronna wyglądała zdecydowanie lepiej. Dodatkowo przejście na nominalną pozycję zdecydowanie pomogło Matty’emu Cashowi, który nie odnajdywał się na wahadle. Kiedy grał jako prawy obrońca w każdym meczu na tym zgrupowaniu, wyglądał dobrze.
Największym „ale” tej formacji, jak również naszego bloku defensywnego, jest brak lidera linii obronnej. Jan Bednarek w poniedziałkowy wieczór po raz kolejny nie dowiózł. Piłkarz Porto pokazał, że mimo dobrej gry w lidze dalej nie potrafi przełożyć tego na kadrę. Jan Urban lub jego następca musi odważnie stawiać na inne rozwiązania. Niestety na tym zgrupowaniu tego nie było widać. Bednarek obok Bułki jako jedyny rozegrał wszystkie mecze w pełnym wymiarze czasowym. Kiwior dostał 316 minut, Potulski 90, a Wiśniewski 88. Jednym z zarzutów, jakie możemy postawić przed Janem Urbanem, jest fakt, że nie dał więcej szans Potulskiemu, który z dobrej strony pokazał się z Bośnią. Jan Bednarek w tym roku skończył 30 lat i jego czas w kadrze nieubłaganie dobiega końca. Selekcjoner powinien to wiedzieć i budować potencjalnych następców.
Bezzębność w ofensywie
Reprezentacja Polski w 4 meczach zdobyła 7 bramek, z czego większość z Rumunią. W trzech meczach, gdzie strzeliliśmy jednego gola, oddaliśmy 15 celnych strzałów. Widzimy więc, że linia kreacji w naszej reprezentacji działa dobrze, ponieważ sytuacje są tworzone – problemem jest ich finalizacja i brak skutecznej „dziewiątki”, która zamieni je na gole. Z jednej strony mamy Roberta Lewandowskiego, który powoli przechodzi na drugą stronę rzeki, jednak jak pokazał mecz z Rumunią, dalej może coś dać.
Poza Lewym, Urban na tym zgrupowaniu najbardziej stawiał na Żukowskiego oraz Świderskiego. Żuko po przebłysku ze Szwecją, z Bośnią pokazał się ze złej strony. Świderski natomiast udowodnił, że nie jest piłkarzem godnym gry w kadrze. Poza nimi Urban nie sprawdził w większym wymiarze ani nie powołał żadnej innej klasycznej „dziewiątki”, co może dziwić. Przy naszych brakach w ataku selekcjoner powinien postąpić podobnie jak Jürgen Klopp i zdecydować się sprawdzić jak najwięcej opcji, poszukując tej właściwej. Urban jednak postawił na znany wszystkim niedasizm i sam sobie związał ręce. Na przykład w końcówce meczu z Bośnią dobra gra głową Karola Czubaka mogłaby nam uratować punkty.
Złe wybory kadrowe
Ten mecz, jak również większość kadencji Urbana, obfitował w złe wybory kadrowe. Pierwszym i największym było postawienie na Karola Świderskiego, który zagrał fatalny mecz ze słabą Rumunią, po którym nie powinien nawet znaleźć się w kadrze na kolejne spotkanie. Zagrał w nim jednak 60 minut. Podczas nich, poza zmarnowaniem jednej „setki” i bieganiem niczym jeździec bez głowy, nie zrobił nic.
Kolejną błędną decyzją był brak Tymoteusza Puchacza. Urban w meczu ze Szwecją wystawił go na odstrzał, ponieważ piłkarz Sabah musiał grać na pozycji wahadłowego, na której (podobnie jak Cash) nie czuje się najlepiej. Mimo że w kolejnych dwóch meczach wróciliśmy do czwórki z tyłu, Puchacz nie dostał już szansy, a oba mecze w pełnym wymiarze zagrał Frankowski, który jest nominalnym prawym obrońcą. Poza tymi sytuacjami mieliśmy na tym zgrupowaniu parę absurdalnych zmian, z wejściem Lewandowskiego na minutę na czele, co pokazuje jeden schemat: Urban ma duży problem z zarządzaniem meczem i nie potrafi reagować na kryzysy.
Time to say goodbye?
W roku 2026 Jan Urban wygrał 2 mecze – ze słabą Rumunią i przy ogromnym szczęściu z Albanią, 2 zremisował oraz 4 przegrał. Z perspektywy roku jego kadencji trudno szukać jej pozytywów. Jedyną nadzieją jest gra obronna i fakt, że po raz kolejny, grając czwórką z tyłu, nie straciliśmy bramki z gry. Niestety w ofensywie sytuacja tak kolorowo nie wygląda. Nasza reprezentacja nie ma tam zbudowanych żadnych schematów. Gra Polski jest zbyt oparta na indywidualnościach, a gdy ich zabraknie, jesteśmy bezradni, co pokazało ostatnie spotkanie.
Kolejnym minusem są złe wybory kadrowe. Urban, mimo że miał do dyspozycji najdłuższe zgrupowanie od dawna, nie wykorzystał go w żaden sposób. Smutnym podsumowaniem są wypowiedzi selekcjonera, w których krytykuje własnych graczy zamiast ich budować. Kamil Głębocki z Na Wylot napisał o rozmowie ze śp. trenerem Magierą, który jako największy problem kadry wskazywał problemy mentalne.
Szkoleniowiec wskazywał, że zawodnicy potrzebują trenera, przy którym uwierzą w swoje umiejętności i to, że mogą wygrać z każdym. Te słowa powinny być wskazówką dla Kuleszy, jakie atrybuty powinien mieć następca Urbana, który jeśli nie teraz, to po listopadowych meczach się pojawi. Zakładam, że być może PZPN poczeka do końca rundy jesiennej, aby znaleźć nowego trenera wśród szkoleniowców z Ekstraklasy.











