Każdy kolejny dzień przybliża nas do tak wyczekiwanych świąt. Każdy dzień to także możliwość otwarcia następnego okienka w kalendarzu adwentowym! Wiem, że najchętniej byście zjedli wszystkie czekoladki na raz. Ja też! Ale nie na tym polega zabawa. A dziś wyjątkowy dzień – mikołajki.
Mikołajki – a w zasadzie dzień świętego Mikołaja. To w tym dniu dzieci (i nie tylko) dostają prezenty, upominki i słodycze. Mam nadzieję, że do Was zawitał ostatniej nocy, bo u mnie był i muszę Wam powiedzieć, że nawet się spisał. Tak więc zasiądźmy wygodnie w fotelu i czekając na zbliżające się wielkimi krokami święta, otwórzmy szóste okienko kalendarza. Ciekawe, co nam przyniesie…
Dzisiejsze okienko jest związane z osobą, którą niegdyś uznawano za św. Mikołaja. Ba! Nawet za cudotwórcę. Niestety, takie było tylko pierwsze wrażenie. Kim jest tajemniczy ktoś, kogo kochali wszyscy, aby w jednej chwili go znienawidzić? To Bernard Tapie.
Nie wszyscy mogą kojarzyć tego pana, ponieważ historia z nim związana ma już prawie 25 lat. Bernard Tapie to francuski biznesmen, polityk, a nawet aktor. W opinii publicznej był uznawany także za playboya i showmana. Pewnie zastanawiacie się, co takiego miał wspólnego z Ligue 1? Otóż był on… twórcą największego sukcesu w historii Olympique Marsylia i francuskiej piłki.
Wszystko zaczęło się w kwietniu 1986 roku, kiedy to został nowym prezesem „Les Phoceens”. Z miejsca zajął się zarządzaniem klubowymi pieniędzmi (a znał się na tym jak mało kto) i ściąganiem wielkich nazwisk na Stade Velodrome. I tak oto po ściągnięciu takich zawodników jak: Didier Deschamps, Marcel Desailly, Rudi Voller, Eric Cantona czy Fabien Barthez, klub z Lazurowego Wybrzeża stał się potęgą. Nie tylko w Ligue 1, ale i w Europie.
Po czterech mistrzowskich tytułach z rzędu i corocznej próbie zdobycia Pucharu Europy wreszcie przyszedł sezon 1992/1993. Z jednej strony najpiękniejszy okres w historii marsylczyków i chyba całej francuskiej piłki klubowej, z drugiej jeden z najgorszych, o którym wszyscy chcieliby jak najszybciej zapomnieć. OM zdobywa piąty tytuł mistrza Francji i do tego wygrywa pierwszą edycję (przemianowanej z Pucharu Europy Mistrzów Klubowych) Ligi Mistrzów, pokonując w finale 1:0 AC Milan. Kibice Olympique byli wniebowzięci. Ich radość nie znała granic. Ich ulubieńcy jako pierwszy w historii francuski klub (i jak na razie ostatni) zdobył to najcenniejsze trofeum w klubowej piłce. Sam Tapie był dla nich właśnie jak św. Mikołaj, który co roku przynosił piękne prezenty. Ten ostatni, ten najcenniejszy, niestety, okazał się rózgą…
Szybko wyszło na jaw, że część zwycięstw OM była zasługą tego, że Bernard Tapie dawał sędziom i piłkarzom z innych drużyn łapówki za łagodne traktowanie jego drużyny. Jak wyznał jeden z jego najbliższych współpracowników – Jean Pierre Bernes – na cen cel zostało wydane… 7 milionów franków. Konsekwencją tego było odebranie marsylczykom ostatniego tytułu mistrzowskiego i zdegradowanie ich do Ligue 2. Dodatkowo UEFA wykluczyła ich z następnej edycji LM.
Nasz główny bohater wylądował na osiem miesięcy w więzieniu. Został również znienawidzony przez kibiców, którzy przez kilka lat go kochali. Oszukał nie tylko ich, ale i swoich piłkarzy. Stał się symbolem kłamstwa i korupcji, a historyczny wyczyn OM już zawsze będzie łączony z jego osobą.










