Już niewiele ponad tydzień do świąt. Właśnie zaczyna się szał zakupów, oczywiście tych związanych z prezentami. Wiecie już, co dostaniecie pod choinkę? Ja jeszcze nie wiem, ale już nie mogę się doczekać. Niestety, musimy się uzbroić w cierpliwość. Więc proponuję, abyśmy sięgnęli do naszego kalendarza i otworzyli kolejne okienko, już szesnaste. Smacznego!
Co jest ukryte na dnie okienka pod czekoladką? Prawdziwy deser. A w zasadzie główne danie jesiennej rundy Ligue 1. Tak, zgadliście. Poczytajmy zatem o dzisiejszym hicie Paris Saint-Germain – Olympique Lyon.
Nie tak to miało wyglądać. Katarskie petrodolary miały zapewnić PSG nie tyle lokatę lidera, co hegemonię w Ligue 1. W Ligue 1 i nie tylko, celem również jest podbój piłkarskiej Europy. Wprawdzie paryżanie wygrali swoją grupę w Lidze Mistrzów, ale umówmy się, że Porto, Dinamo Zagrzeb i Dynamo Kijów to nie są równi przeciwnicy. Na krajowym podwórku podopieczni Carlo Ancelottiego mimo drugiego miejsca w tabeli też z pewnością rozczarowują. Jeśli spojrzymy na ich skład i piłkarski potencjał, powinni gromić rywali jednego po drugim i z ogromną przewagą czekać na świętowanie tytułu. Za pieniądze oczywiście można kupić najlepszych zawodników, ale żeby stworzyli oni prawdziwą drużynę, potrzeba czasu. Czasu, którego kibice i właściciele nie dają za dużo.
Po drugiej stronie zgoła odmienna sytuacja. Lyon w zasadzie odbija się od dna, na którym tak nieoczekiwanie się znalazł. Po siedmiu mistrzowskich tytułach z rzędu w latach 2002-2008 nic nie zapowiadało chudszych lat piłkarzy z Rodanu. Ba! Żadna drużyna nawet nie pomyślała o tym, aby spróbować im zagrozić. Jednak przy 40-milionowym deficycie w kasie prezes Jean Michel Aulas musiał zmienić politykę klubu. Jedynym wyjściem była sprzedaż kluczowych zawodników i pójście w ślady takich klubów jak Arsenal i Barcelona, sięgnięcie po zawodników z własnej szkółki. Było to pewne ryzyko, ponieważ budowanie zespołu głównie na młodzieży nie jest pomysłem, który przynosi efekty z dnia na dzień. Decyzja ta była jednak strzałem w dziesiątkę. OL z sześcioma wychowankami w składzie jest liderem po 17 kolejkach i nic nie zapowiada, aby podopieczni Remiego Garde chcieli oddać prowadzenie w lidze. Do tego warto jeszcze dodać zwycięstwo w grupie I Ligi Europy z 16 punktami po sześciu meczach.
Kto więc wygra to arcyciekawe spotkanie? Trudno powiedzieć, teoretycznie trochę bardziej uprzywilejowani powinni być paryżanie, którzy zagrają przed własną publicznością. Chociaż i na Parc des Princes Zlatan i spółka potrafili przegrać z dużo niżej notowanym Stade Rennais. Nie jest więc to znaczący argument na korzyść zawodników Carlo Ancelottiego. Za to piłkarze Lyonu mają po swojej stronie coś, co stawia ich w roli faworytów. Otóż „Les Gones” wcale nie muszą wygrać tego spotkania, nie ciąży na nich żadna presja wyniku. To nie oni są napędzani ogromnymi pieniędzmi i to nie od nich oczekuje się zwycięstwa w każdym meczu. Mogą więc zagrać na luzie i pokusić się o bardzo cenne zwycięstwo.
Jedno jest pewne, nie będzie to mecz tylko o trzy punkty. Zwycięzca będzie na ustach całej Francji i wygra mentalną bitwę. Bitwę, która może okazać się kluczowa w całej ligowej wojnie.










