Za nami faza grupowa Ligi Mistrzów. Nadszedł czas pierwszych pożegnań i podsumowań. Jak co roku, nie wszystko potoczyło się po myśli ekspertów. Co spowodowało, że w końcu mamy belgijską drużynę w fazie pucharowej LM? Czemu zabraknie w niej podopiecznych Louisa Van Gaala?„Diabły” gasną
Pierwszą na warsztat weźmy ekipę z Manchesteru. „Czerwone Diabły” od początku tegorocznych rozgrywek nie przekonywały. Mimo udanej przeprawy podczas IV rundy eliminacyjnej (dwumecz z Club Brugge), Manchester United już w pierwszej kolejce LM zaliczył duży falstart. Wyjazdowa porażka 1:2 z PSV wprowadziła niepotrzebną nerwowość w szatni zespołu z Old Trafford. Już wtedy dało o sobie znać firmowe „rozluźnienie” po strzelonej bramce. Mimo objętego prowadzenia (notabene po golu Depaya, eks-snajpera PSV) United nie potrafiło dowieźć korzystnego rezultatu do końca. Dwa ciosy autorstwa odpowiednio Moreno i Narsigha spowodowały, że pełną pulę zgarnęli Holendrzy.
Drugi mecz, tym razem przeciwko Wolfsburgowi, zakończył się po myśli piłkarzy Louisa Van Gaala. Po szybko straconym golu piłkarze United wzięli się mocno do roboty i z pomocą Maty i Smallinga zapewnili sobie pierwsze punkty i wygraną 2:1. Nie będziemy po kolei przytaczać każdego występu United w tegorocznej LM, ale warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. Kiedy „Czerwone Diabły” mają przewagę, następuje zapadnięcie w letarg, najczęściej wykorzystywany z zimną krwią przez przeciwnika. Natomiast w momencie, gdy zespół z Old Trafford jako pierwszy dostanie mocny cios, od razu budzi się i z całych sił próbuje nadrobić stratę. Identycznie jak za czasów sir Alexa, tylko z tą różnicą, że wtedy United umiało także utrzymać przewagę zdobytą na początku do końcowego gwizdka…
Czego jeszcze zabrakło? Przede wszystkim błysku. United grali często miły dla oka futbol i optycznie przeważali, jednak brakowało „kropki nad i”, by to udokumentować. Swobodnym rozgrywaniem piłki w okolicach 35. metra nie wygrywa się meczu w piłce nożnej. Indywidualności Martiala i przebłyski Depaya to za mało w ofensywie, by wyjść ze stosunkowo trudnej grupy w Lidze Mistrzów, o czym mówił także Roy Keane, były piłkarz United. Więcej na temat „Czerwonych Diabłów” pisaliśmy tu.
„De Buffalo’s” na balu
Zamiast United w 1/8 finału tegorocznej Ligi Mistrzów zobaczymy belgijski KAA Gent — zespół, który dopiero w maju zdobył swój . Skład „La Gantoise” nie opiera się na wielkich gwiazdach, a prawdziwy zachwyt w ojczyźnie Poirota powodował wcześniej tylko nowoczesny stadion. Podopieczni trenera Heina Vanhaezebroucka jednak zdołali zadziwić całą piłkarską Europę. Inna sprawa, że trafili na wyjątkowo szczęśliwą grupę. Z Valencią, przeżywającą ogromny kryzys w ostatnim czasie i nieprzekonywującym Lyonem. Można byłoby dołożyć do tego zestawienia Zenit Sankt Petersburg, ale Rosjanie bardzo dobrze prezentowali się w tegorocznej edycji i ich wczorajsza przegrana z Gent jest dopiero pierwszą stratą punktów w tych rozgrywkach.










