Pamiętacie jeszcze Wartę Poznań? „Zieloni” aktualnie są w II lidze zachodniej i zajmują czwartą lokatę. Runda jesienna w ich wykonaniu byłaby naprawdę dobra. Byłaby, jeśli wycięlibyśmy z niej ostatnie sześć kolejek. Tymczasem warciarze przezimują najbliższe cztery miesiące poza miejscem dającym awans. Cele były i są inne. Kwestia awansu nadal jest sprawą otwartą, ale wiosną trzeba pokazać charakter.
Energiczny start, fatalny finisz, skuteczny atak, dziurawa obrona. W dużym uproszczeniu tak moglibyśmy podsumować jesienną dyspozycję Warty Poznań. „Zieloni” po wpadce w Pucharze Polski z Zagłębiem Sosnowiec szybko wzięli się za nadrabianie strat w oczach kibiców. I choć efektowne wygrane w rozgrywkach II ligi zachodniej i fenomenalne bramki z pierwszych kolejek rozbudziły nadzieje kibiców z Ogródka, to końcówka rundy wyglądała już znacznie gorzej. Koniec końców Rasiak i spółka przezimują następne cztery miesiące tuż za pudłem – na czwartej pozycji. Zarządu to nie satysfakcjonuje i już pojawiają się pogłoski o sprowadzeniu Marcina Kikuta (trenował z Wartą w listopadzie) i Dominika Chromińskiego z rezerw Lecha.

„Zieloni” praktycznie całą rundę grali ustawienie 1-4-2-3-1. W bramce oglądaliśmy rotację dwójki młodych bramkarzy – Besera i Lisa. Ten pierwszy grał dwa razy częściej, bo aż 12-krotnie, ale „Lisu” pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. Rywalizacja wpływa na nich pozytywnie i nie wygląda na to, żeby młodzi bramkarze rzucali sobie kłody pod nogi. Oboje bez większych wtop.
Dostępu do bramki najczęściej bronił duet Ngamayama – Łukasz Jasiński. Pierwszy – świetnie wyprowadzał piłkę, utrzymywał bardzo równą formę przez całą rundę. Drugi – mocny w powietrzu, strzelił nawet dwie bramki po strzałach głową. Jednak ich największym problemem są prostopadłe piłki za plecy, a szczególnie te grane między nich. Ani Alain, ani Łukasz nie dysponują szybkością na tym poziomie, by łatać błędy w ustawieniu skutecznym sprintem. Boczni obrońcy – czy to Dawid Jasiński, czy Przemysław Kocot – mieli w niemal każdym meczu wyraźne zadania ofensywne. O ile ten drugi często asekurowany był przez operującego jako defensywny pomocnik Scherfchena, o tyle Jasiński sam starał się nadrabiać pozostawioną przez siebie lukę w obronie szybkim przerywaniem akcji rywala. Efekt? Absolutny rekord żółtych kartek – sędziowie upominali Dawida aż dziesięciokrotnie. Ciężko znaleźć w polskich rozgrywkach zawodnika, który podpadałby arbitrom aż tak często. Trener Kamiński mówił po jednej z konferencji – Pracujemy z nim nad tym fragmentem gry, żeby tych kartek łapał mniej. Dojdzie do tego, że wiosną będzie grał w co drugim meczu, bo w pozostałych będzie pauzował. Analiza bramek straconych przez „Zielonych” pokazuje, że podczas zimowych sparingów trzeba popracować nad dwoma aspektami gry – stałymi fragmentami w defensywie oraz ustawianiu się przy prostopadłych podaniach za linię obrony. Rzuty wolne i rożne wykonywane przez rywali były prawdziwą zmorą warciarzy w tym sezonie. Defensywa to jeden w większych mankamentów „Zielonych”. Narzekali kibice, szkoleniowiec mówił o tym na konferencjach, zauważali to nawet sami zawodnicy. Jednak poprawy nie było widać. W efekcie Warta z 20 straconymi golami na koncie jest najgorszą ekipą pod tym względem w czołowej szóstce ligi.











