Jedenastka 25. kolejki Premier League


21 lutego 2012 Jedenastka 25. kolejki Premier League

25. kolejka Premier League już dawno za nami, ale warto na pewno do niej wrócić, przynajmniej myślami. Tym bardziej że tak wiele się działo.


Udostępnij na Udostępnij na

Hitem było spotkanie na Old Trafford, które nie zawiodło, ale inne mecze podobały się nam bardziej, więc z biegających wtedy po manchesterskiej murawie ostał się tylko jeden zawodnik gospodarzy. Lokalny rywal mistrza Anglii ma dwa razy więcej przedstawicieli, ale wszystkich i tak biją Tottenham oraz WBA, które zdobyły po pięć goli, więc solidarnie upchnęliśmy w zestawieniu po trzech piłkarzy tych zespołów. Stawkę uzupełniają gracze Evertonu, QPR, Blackburn, Norwich i Fulham (po jednym).

Jedenastka kolejki:

Joe Hart uratował City punkt
Joe Hart uratował City punkt (fot. skysports.com)

Joe Hart – podobno dobrego bramkarza można poznać po tym, że nawet jak nie ma przez cały mecz nic do roboty, to jedną wspaniałą interwencją potrafi uratować swój zespół. Gdyby za wyznacznik przyjąć ostatni mecz Man City z Aston Villą, to trzeba by przyznać, że Hart rzeczywiście klasowym łapaczem jest. Raczej się nudził do 90. minuty, ale kiedy trzeba było, to popisał się wspaniałym refleksem i sprawnością i odbił piłkę po strzale Benta, ratując swojej ekipie trzy punkty.

Sylvain Distin – wielkolud rodem z Francji znowu spisał się bardzo dobrze, poprowadził kolegów z defensywy do tego, że zatrzymali Chelsea. Sam Distin odpowiednio zaopiekował się Torresem i mimo że ostatnimi czasy te wyczyny do najtrudniejszych nie należą, to jego klasowy występ trzeba docenić.

Jonas Olsson – z powstrzymywaniem napastników „Wolves” nie miał problemów, ale doceniamy go przede wszystkim za jego wkład ofensywny. Szwed bardzo przydaje się przy stałych fragmentach gry, co pokazał na Molineux aż dwukrotnie. Najpierw zdobywając gola, a następnie zaliczając naprawdę piękną asystę przy trafieniu Odemwingiego.

Joleon Lescott – tym razem Anglik przyćmił swojego partnera ze środka obrony, Vincenta Kompany’ego. W defensywie był niczym skała, potrafił też odnaleźć się w polu karnym rywala – swoim golem zapewnił „Citizens” skromne zwycięstwo.

Benoit Assou-Ekotto – mimo że występuje na lewej obronie, to na połowie przeciwnika gości częściej niż na swojej. Przydaje się tam bardzo, co pokazał przeciwko Newcastle, kiedy to już w 4. minucie nikt nie upilnował go w polu karnym i Kameruńczyk pewnie wykończył akcję po podaniu Adebayora, otwierając wynik spotkania.

Peter Odemwingie – Nigeryjczyk w zestawieniu znalazł się za to, że z Molineux wrócił z dodatkową piłką. W dodatku, jak powiedział, całą popisaną przez kolegów z drużyny. Żarty żartami, ale na boisku ten zawodnik na pewno dowcipny nie jest, zamienia się raczej w bezlitosnego killera. Tym razem to on pokąsał „Wilki” i to aż trzykrotnie. Po raz pierwszy w Premier League, ale chyba nie ostatni.

Steven N’Zonzi – Francuz to jeden z ojców niewątpliwego sukcesu Blackburn, jakim było zwycięstwo tej ekipy z Queens Park Rangers. Rządził w środku pola, a jak trzeba było, to włączał się w akcje ofensywne i robił to bardzo skutecznie, co pokazała sytuacja z 23. minuty, kiedy to podwyższył prowadzenie swojej drużyny na 2:0.

Jamie Mackie – jedyny jasny punkt na horyzoncie Marka Hughesa po ostatnim spotkaniu. Jego wejście na boisko było jednym z tych określanych mianem smoczych. Zdobył dwie bramki, ale QPR nie przyniosły one nawet punktu, za to zawodnikowi zapewniły nasze uznanie, może nie po wsze czasy, ale na pewno do następnej kolejki Premier League.

Louis Saha – Francuz na dobre przywitał się z kibicami Tottenhamu. Na początek zaserwował im dwa gole i asystę w spotkaniu przeciwko Newcastle. Może Saha nie będzie strzelał, jakby to powiedzieli Anglicy, „on regular basis”, ale od czasu do czasu na pewno jeszcze odpali. A może jesteśmy w błędzie i wraz z Adebayorem będą siali postrach na premierleague’owych trawach?

Emmanuel Adebayor – piłkarz kolejki.

Wayne Rooney – „Wazza” ostatnio jest w formie. W spotkaniu z Liverpoolem grał znowu świetnie, dwoma golami zapewnił „Czerwonym Diabłom” wygraną nad odwiecznym rywalem. Został bohaterem Old Trafford, udało mu się w jakiś sposób przyćmić nawet konflikt dzieciaków/Suareza i Evry*, a kto na 30 sekund przed meczem pomyślałby, że to będzie w ogóle możliwe?

Ławka rezerwowych:

Ali Al-Habsi – wszyscy Wigan widzieli już w Championship, a tu klops. „Latics” wygrali w Boltonie i wciąż poważnie liczą się w walce o utrzymanie. Zwycięstwo na Reebok Stadium to zasługa nie tylko tych, którzy strzelali, ale także tego, który stał między słupkami. Al-Habsi skapitulował raz, ale w pozostałych przypadkach nie można się do niego w ogóle przyczepić.

Brede Hangeland – Norweg znowu pokazał, że jest skałą trudną do skruszenia. Nie udało się nawet wyzywającym go na ciężki, fizyczny pojedynek zawodnikom Stoke. Hangelandowi niestraszne były dwa metry Croucha ani reszta wielkoludów Toniego Pulisa. Pewna gra w obronie pozwoliła na zwycięstwo, a przy stracie jedynego gola akurat Hangeland nie zawinił.

James Morrison – kolejny z bohaterów WBA. Co prawda, gola nie strzelił, ale w pomocy zasuwał aż miło, popisał się też świetną asystą przy trafieniu Andrewsa.

Grant Holt – olbrzymi kapitan Norwich był, jak na lidera przystało, bohaterem swojej ekipy w starciu dwóch beniaminków. Pełne emocji spotkanie ze Swansea wygrali przybysze z Carrow Road, a to przede wszystkim dzięki dwóm golom właśnie Holta.

Piłkarz kolejki:

Emmanuel Adebayor – naprawdę rzadko się zdarza, żeby jeden zawodnik przy zwycięstwie swojej drużyny 5:0 miał bezpośredni udział przy wszystkich golach. Zresztą sami poszperajcie w pamięci i spróbujcie taki przypadek na szybko wygrzebać. Trudno, co? Ale od czego jest Adebayor. Najpierw cztery asysty w pół godziny, a na koniec jeszcze gol. Nic dodać, nic ująć, wspaniały występ.

Gol kolejki:

Przyznajemy bez bicia – może ten gol i nie był najładniejszy w tej kolejce, choć z drugiej strony przecież każda bramka Henry’ego jest piękna. Wszak nikt nie potrafi z taką gracją pokonywać bramkarzy rywali. Poza tym należy oddać królowi, co królewskie – w ten sposób Francuz żegna się (przynajmniej na razie) z Premier League. Będziemy tęsknić!

Wpadka kolejki:

Tu chyba nikogo nie zaskoczymy. Po raz kolejny zbłaźnił się Suarez, który najpierw obiecał rękę Evrze podać, ale w ostatniej chwili się rozmyślił. Już przed pierwszym gwizdkiem wywołał skandal, choć na boisku chyba nie iskrzyło aż tak, jak można się było po tym incydencie spodziewać. Urugwajczyk strzelił później gola, ale mecz Liverpool przegrał, a sam zawodnik kajał się później w mediach, przepraszając wszystkich dookoła. Miejmy nadzieję, że zmądrzeje. Żeby nie zostać posądzonym o brak bezstronności i obiektywizmu dodajmy jeszcze, że Evra zachował się za to jak dziecko, prowokując przeciwnika po meczu. A spór o to, który z nich zachował się bardziej głupio, będzie zapewne ciągnął się w nieskończoność…

*niepotrzebne skreślić

Najnowsze