24. kolejka za nami, więc jak zwykle nadszedł czas na nasze podsumowanie tego, co się działo w ostatni weekend na boiskach Premier League. Kto był najlepszy, kto nieco mniej, a kto popełniał głupie błędy? Przeczytajcie, a się dowiecie.
Arsenal rozbił w pył Blackburn, trudno więc się dziwić, że w naszym składzie aż roi się od „Kanonierów” – jest ich czterech. Dwa razy mniej przedstawicieli mają obydwa kluby z Manchesteru oraz Tottenham, a stawkę uzupełniają gracze z Newcastle, Norwich, Evertonu, Chelsea oraz Swansea.
Jedenastka kolejki:

Tim Krul – Holender po raz drugi trafił między słupki naszego zestawienia. Tym razem bardzo dobrze spisał się w meczu z Aston Villą, kilkukrotnie ratując swój zespół przed utratą gola, bardzo pomógł „Srokom” odnieść kolejne zwycięstwo.
Francis Coquelin – młody Francuz z dobrej strony pokazał się w spotkaniu przeciwko Blackburn. Przeciwnicy nie stawiali wielkiego oporu, więc (w tym meczu) prawy obrońca często zapędzał się w ich pole karne. Po jednym z takich wypadów zaliczył asystę, miał również udział przy pierwszym gola, a w defensywie był bezbłędny.
Micah Richards – to, że City zachowało w spotkaniu z Fulham czyste konto, to również jego niemała zasługa. Anglik po raz kolejny w obronie był jak skała, niejednokrotnie zagrażał też przeciwnikom pod ich bramką.
Michael Dawson – angielski stoper był bohaterem starcia Liverpoolu z Tottenhamem. To gospodarze częściej atakowali tamtego wieczoru na Anfield, ale dzięki świetnej postawie m.in. Dawsona, który wygrał większość pojedynków z napastnikami rywali, „The Reds” nie zdołali zdobyć ani jednego gola.
Leighton Baines – kolejny mecz na najwyższym poziomie w wykonaniu Anglika. Baines jak zwykle był bezbłędny w obronie oraz groźny w ataku, po raz kolejny udowodnił również, że jest specem od dośrodkowań ze stałych fragmentów gry. Po jednym z jego rzutów wolnych gola na wagę remisu zdobył Victor Anichebe.
Theo Walcott – skrzydłowy Arsenalu był po prostu zbyt szybki dla obrońców Blackburn. Raz po raz urywał się im i trzykrotnie jego ucieczki zostały zakończone asystami. Świetny występ.

Gylfi Sigurðsson – Islandczyk od przyjścia do Swansea robi naprawdę wielkie zamieszanie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jeśli tak dalej pójdzie, to „Łabędzie” na pewno będą chciały wykupić go z Hoffenheim na stałe, ale będą musiały wydać niemałą sumę, a w dodatku liczyć na to, że Niemcy nie zechcą 22-latka z powrotem. Tym razem utalentowany pomocnik poprowadził swój zespół do zwycięstwa z WBA, strzelając gola i zaliczając asystę przy drugim.











