13. tura spotkań ligi hiszpańskiej zostanie zapamiętana na długo. Głównie przez analizowane już z każdej strony i szeroko opisywane Gran Derbi, ale nie tylko. Zobaczyliśmy kilka niespodziewanych wyników a także mały skandal. Oto główni bohaterowie 13. kolejki La Liga.
Na samym początku należy nadmienić, iż najlepszą jedenastką minionej kolejki, jest wyjściowy skład Barcelony, który zagrał w meczu z Realem. Jako że Gran Derbi wymykają się jednak wszelkim statystykom i podsumowaniom, poniżej prezentujemy jedenastkę dublerów.

Idriss Kameni – mimo utraty dwóch bramek, Kameruński bramkarz Espanyolu może zaliczyć mecz z Atletico do udanych. Po pierwsze dlatego, że jego koledzy z przednich formacji zdobyli o jednego gola więcej, a po drugie, zaprezentował się po prostu bardzo dobrze. Już przy pierwszej bramce interweniował dwukrotnie w bardzo trudnych sytuacjach, a został pokonany dopiero za trzecim podejściem. Po ostatnim gwizdku „wyłapał” również Quique Sancheza, który z chęcią mordu wtargnął boisko.
Angel Lopez – w poprzedniej kolejce motorem napędowym akcji Villarrealu był Joan Capdevila, w meczu z Saragossą, pod jego nieobecność, w jego rolę wcielił się kolega z przeciwległego skrzydła – Angel. Co prawda nie jest sztuką wypaść dobrze na tle tak beznadziejnej drużyny, jak Saragossa, ale częste włączanie się w akcje ofensywne i dobra współpraca z partnerami z przednich formacji są zawsze mile widziane u bocznych defensorów.
Kevin Garcia – lewy obrońca Mallorki trafił do zestawienia głównie wskutek braku konkurencji. Nie zabłysnął niczym w ofensywie, ale grał pewnie w obronie – blok defensywny wyspiarzy w meczu z Malagą nie dał się pokonać, ponadto trzeba przyznać, że jeśli już podopieczni Pellegriniego atakowali, to swoją lewą stroną. Garcia po prawej był niemal nie do przejścia.
Jordi Amat – młody, bo zaledwie 18-letni obrońca Espanyolu, momentami przy Forlanie i Aguero, a już w szczególności przy Simao i Reyesie, zaprezentował się jak profesor. Barcelończycy stracili co prawda dwie bramki, jednak wobec niezłej dyspozycji „Rojiblancos” i tak nie jest to zły wynik. Wypada pozazdrościć Mauricio Pochettino odwagi, jaką wykazał się, wstawiając młodziana do składu.
Mikel San Jose – Bask jest raptem kilkanaście miesięcy starszy od Amata, a już doprawdy trudno wyobrazić sobie skład Athletiku Bilbao bez niego. Pewny w interwencjach, kiedy trzeba, potrafiący wymusić faul, słowem, mimo młodego wieku prezentujący doświadczenie i pewność. Bez jego dobrej gry na nic zdałby się gol Gurpegiego w ostatniej minucie spotkania, dający 3 punkty. Odejście z Liverpoolu i powrót na San Memes przed tym sezonem był dobrą decyzją 21-latka.










