Jakub Mazur: Znaleźliśmy z firmą Westminster wspólny język


Rozmawiamy z wiceprezydentem Wrocławia Jakubem Mazurem.

6 grudnia 2023 Jakub Mazur: Znaleźliśmy z firmą Westminster wspólny język
Wroclaw.pl

Śląsk Wrocław jest rewelacją sezonu. Ekipa Jacka Magiery zaliczyła 14 meczów bez porażki i jest liderem Ekstraklasy osiągając przy tym rekordy frekwencyjne. Wiele dzieje się także za kulisami. Miasto Wrocław, czyli właściciel Śląska prowadzi rozmowy z firmą Westminster na temat prywatyzacji klubu. Temat rozpoczął się już w czerwcu i trwa do dziś. Dlaczego tak długo? Jaki jest status rozmów? Jak one przebiegały? Czym dla miasta jest Śląsk Wrocław? Jaki plan na Śląsk ma potencjalny inwestor? Te wszystkie pytania zadaliśmy wiceprezydentowi Wrocławia Jakubowi Mazurowi, który zajmuje się tą sprawą.


Udostępnij na Udostępnij na

O tym czym zajmuje się firma Westminster i kim jest jej właściciel Marian Ziburske już pisaliśmy. Teraz postanowiliśmy się dowiedzieć jaki jest pogląd na całą sprawę po stronie wrocławskiego magistratu.

Zacznijmy od początku. Proces prywatyzacyjny rozpoczął się w czerwcu, mamy grudzień. Minęło pół roku. Co się działo w ciągu tych sześciu miesięcy?  

Tak naprawdę rozmowy z potencjalnymi inwestorami trwały od 2019 roku. Takich rozmów przeprowadziliśmy kilka. Mieliśmy inwestora z Europy, z Izraela, mieliśmy kapitał międzynarodowy, był też temat amerykański i oczywiście temat z Bliskiego Wschodu.

Ten który ostatecznie przejął Lechię Gdańsk?

Z Bliskiego Wschodu zainteresowanych było kilka podmiotów. Rozmowy postępowały i w końcu stwierdziliśmy, że musimy sprawdzić to rynkowo.

Kiedy ta decyzja ostatecznie zapadła?

W maju zeszłego roku. Było wtedy parę symptomów, które sugerowały, że zainteresowanych, którzy przystąpią do tej procedury będzie kilku.

Kilku to znaczy ilu?

Dwóch, trzech najpoważniejszych. Było też sporo zapytań. Tych otrzymaliśmy nawet kilkanaście.

Jakiego rodzaju były to zapytania?

Raczej sondujące jakie warunki trzeba spełnić, żeby móc przystąpić do przetargu. Wyglądało to wtedy bardzo optymistycznie. Była firma z kapitałem bliskowschodnim, która chciała przeprowadzić to bardzo szybko, tak żeby zdążyć przed startem sezonu.

Paolo Urfer i fundusz MADA Global?

Zgadza się. Ostatecznie nie złożyli wiążącej oferty i nie wpłacili wadium. Stwierdziliśmy wtedy, że mamy czas. Wystartował sezon, bardzo fortunny dla Śląska. My wycenę przygotowaliśmy przed jego rozpoczęciem, więc po niezbyt dobrym okresie dla klubu.

Bardzo delikatnie Pan to ujął.

No tak, na szczęście udało się wybronić. Wracając do wyceny, warto też o niej porozmawiać.

Proszę bardzo, chętnie posłucham.

W tym sezonie Śląsk gra fantastycznie, w związku z tym waloryzacja czy ewaluacja wartości klubu rośnie z każdym meczem.

No właśnie, o ile wzrosła na tę chwilę?

Myślę, że żeby otrzymać realną wartość musielibyśmy dzisiaj dokonać faktycznej i aktualnej wyceny. Jednak ostatecznie tak naprawdę to rynek decyduje, ile coś jest warte. Wracając do przetargu – finalnie na placu boju został jeden gracz.

Tym graczem jest firma Westminster. Jak na początku wyglądały rozmowy?

Na początku potencjalny inwestor starał się pokazać swoje walory. Robiono to zawsze w sposób bardzo profesjonalny. My mimo wszystko chcieliśmy i musieliśmy się upewnić, czy rozumiemy wszystko w ten sam sposób.

Stąd te częste spotkania?

Tak, w zeszłym tygodniu odbyło się kolejne, a w połowie grudnia mamy umówione następne. Te wszystkie spotkania przybliżają nas do finalnego porozumienia.

Na jakim poziomie jest teraz to zrozumienie?

Ostatnie dwa, może trzy spotkania sprawiły, że rozmawiamy tym samym językiem o tych samych parametrach biznesowych transakcji. To jest bardzo ważne.

Czyli powstaje jakieś zaufanie między wami?

Powstało zaufanie, ale powstało też partnerstwo strategiczne, jeśli mówimy o sposobie patrzenia na klub. Rozumiemy się w kwestii celów czy własności, ale nie tylko tej majątkowej, ale też emocjonalnej. Kluby piłkarskie to są żywe emocje. Oczywiście idą też za tym duże przelewy i ogromne pieniądze. Jednak zawsze ostatecznie chodzi o dobre emocje, budowanie tożsamości miasta czy budowanie legendy naszego wspólnego klubu.

To wszystko musicie zabezpieczyć.

Dokładnie tak i dlatego Prezydent Sutryk polecił nam stworzyć pewnego rodzaju zespół negocjacyjny, który ma odpowiednie doświadczenie w finansach i biznesie.

Jak to zabezpieczenie ma wyglądać?

Tu nie mówimy tylko o gwarancjach bankowych czy innych instrumentach, które tutaj są standardowe. Mówimy też o kwestii kontroli. Nie możemy przyjmować wszystkiego tylko na podstawie deklaracji o budowie pięknego i silnego klubu sportowego z aspiracjami do gry w Europie. Bo przecież wszyscy wiemy, że nie da się tego zrobić nie inwestując w klub, nie inwestując w piłkarzy i licząc tylko na pozyskanie sponsorów.

Wyciągnęliście wnioski z poprzednich prywatyzacji lub prób prywatyzacji?

Wszyscy pamiętamy jakie mieliśmy przygody w przeszłości z prywatnymi inwestorami. Zanim zaczęliśmy nagrywać tę rozmowę powiedział pan takie zdanie, że lepiej mądrze stać niż głupio biegać. To idealnie wkomponowuje się w ten proces. Gdybyśmy mieli porównać protokół rozbieżności z firmą Westminster z początku procesu do teraz to ta różnica byłaby spora.

Jakiś przykład tych rozbieżności?

Było to już wspominane. My chcemy gwarancji finansowania rocznego klubu na poziomie 15 milionów złotych, ale to musi być zagwarantowane na takiej zasadzie, że jeśli tej kwoty inwestor nie pozyska ze źródeł zewnętrznych to będzie musiał dołożyć ją z własnego majątku.

Skoro już przy finansowaniu jesteśmy. Jaki byłby udział miasta w finansowaniu Śląska?

Udział budżetu miasta jako mniejszościowego udziałowca jest jeszcze od ustalenia, ale tutaj też już jesteśmy blisko, bo udało nam się pokazać i powiedzieć, że chcemy, żeby to było fair. Jeśli mamy 25% udziałów to nasz wkład powinien wynosić 25%. Czy to jest w porządku dla inwestora? To zależy od tego w jaki sposób chce kształtować politykę finansową klubu.

Czyli przy kwocie 15 milionów od Westminster miasto od siebie daje 5 milionów.

Zgadza się. Jest to proporcjonalne. Wtedy każdy rozumie, dlaczego dajemy 5, a nie 13. Oczywiście gdybyśmy dawali większe pieniądze to klub byłby mocniejszy, ale jednocześnie, jeśli jesteśmy mniejszościowym udziałowcem to mamy mniejszy udział w potencjalnych zyskach. Mamy też mniejszy udział w transferach, sponsoringach i innych benefitach z tym związanych. Pamiętajmy też, że gramy na naszym stadionie.

O ten stadion też chciałem zapytać. Temat był już poruszony? Ja już w sierpniu widziałem w mediach plotki o tym jak to temat upadł przez ten stadion, a potem jeszcze tego samego dnia otrzymywałem informacje od jednej i drugiej strony, że nawet o stadionie jeszcze nie rozmawiano.

To jest pakiet wiązany. Mamy duży, piękny stadion, który wczoraj, podczas meczu z Rakowem, wypełniony po brzegi pokazał po co został wybudowany. Takie mecze to są święta Wrocławia. Jeżeli teraz patrzymy na sam układ to ten stadion jest ewidentnie elementem dealu. Powstała wycena. My skalkulowaliśmy, jak wygląda w tej ofercie partnerskiej koszt użytkowania, łącznie z prawami do ochrony, do murawy i innymi elementami, które są niezbędne do zachowania jakości i bezpieczeństwa tych meczów. W tej chwili my jako jedyny właściciel musimy dbać o to wszystko.

Jaka oferta została przedstawiona inwestorowi?

Prezes Marcin Przychodny skalkulował bardzo realistyczną ofertę. Co więcej potencjalny inwestor widział stadion kilkukrotnie i jest zachwycony tym obiektem. Jego jakością, jego możliwościami jak i jego atmosferą podczas meczów. Kwoty jaka znalazła się w ofercie zdradzić nie mogę, bo mamy podpisaną klauzulę poufności i chciałbym to uszanować.

Szczerze mówiąc bardziej niż ta kwota interesuje mnie to czy inwestor tę ofertę zaakceptował.

Oczywiście.

Możemy zatem powiedzieć, że temat stadionu został przez obie strony omówiony i warunki zostały zaakceptowane?

To była bardzo uczciwa, racjonalna i wydaje się, że miło zaskakująca dla potencjalnego inwestora wycena. My nie chcieliśmy sztucznie podbijać ceny, żeby jeszcze zarobić, tylko przedstawić to realnie. Wiemy po co ten stadion został wybudowany. Należy pamiętać, że my cały czas ten obiekt spłacamy. Raty kredytu są zaplanowane do 2030 roku. Jednocześnie stadion świetnie się rozwija – dość powiedzieć, że jest już dodatnia EBITDA, co jest wielkim sukcesem zarządu. Zoptymalizowano także wiele procesów i skomercjalizowano wszystkie powierzchnie biurowe. To także świetna wiadomość dla inwestora w Śląsk, bo ma zabezpieczony światowej klasy obiekt sportowy na lata.

Czyli temat stadionu jest zamknięty i mamy porozumienie między stronami.

Warunki brzegowe zostały ustalone.

Wróćmy w takim razie do wyceny klubu.

Często dostaję takie pytanie: To, ile ten klub jest warty? Teraz mamy kilka metod wyceny. Możemy patrzeć księgowo. Suma bilansowa to jest 15 milionów, jeżeli patrzymy na cały klub w tym roku. Jeżeli patrzymy na kapitał własny ostatnich 12 miesięcy to jest to 120 milionów. Oczywiście to jest kapitał, który rozlicza straty, które były w latach ubiegłych, dlatego suma bilansowa jest odpowiednio mniejsza. Aktywa trwałe to jest 3,5 miliona. Odnieśmy to teraz do ostatniej transakcji Cracovii, która sprzedała 33% akcji Comarchowi za 21 milionów co oznacza, że cały klub był wtedy wart około 64 miliony. Tymczasem wartość piłkarzy liczona po sumach kontraktowych była na poziomie 9 milionów, czyli 33% z tego to około 3 miliony. Dokonując precyzyjnego porównania warto pamiętać, że częścią transakcji w Krakowie było prawo użytkowania wieczystego gruntu o wartości 32 milionów. To naturalnie podnosi cenę.

Wracając do Wrocławia w Śląsku nie ma majątku trwałego. Stadion jest miejski.

Tereny przy Oporowskiej też są miejskie?

Oczywiście. Natomiast my jako miasto mamy wpisane głęboko w nasze DNA to, że bardzo chcemy tworzyć ekosystem. Śląsk to nie są tylko piłkarze, to nie jest tylko pan prezes czy dyrektor sportowy. To jest całe środowisko. Od piłkarzy przez kibiców czy rodziny, które na meczu z Rakowem Częstochowa tak licznie się pojawiły. Myślimy cały czas o tym, a także o Akademii Śląska, o możliwości tworzeniu tych nowych miejsc, które będą dostarczać pierwszej drużynie zdolnych piłkarzy.

To są fundamentalne i najważniejsze sprawy.

Zdajemy sobie z tego sprawę. Wiemy też, że to nie chodzi tylko o czyste biznesowe podejście. Tu chodzi o tworzenie bazy talentów i ich kształcenie dla Śląska.

Skoro już mówimy o bazie to trochę się wtrącę z tematem pobocznym. Co się dzieje z Wrocławskim Centrum Sportu? Jaki jest status tego projektu?

Plan jest jasny – chcemy stworzyć tam fantastyczny ośrodek sportowo-rekreacyjny, którego ważną częścią będzie Akademia Śląska Wrocław. Co ważne – WCS będzie przestrzenią otwartą dla naszych mieszkańców i przystosowaną do treningów różnych dyscyplin, ale także po prostu spędzania aktywnie czasu. Wierzę w to, że ośrodek powstanie, ale potrzeba tutaj dużo pieniędzy i dużo czasu. Zresztą od początku informowaliśmy, że WCS będzie budowane przede wszystkim ze środków zewnętrznych. Pierwszy grant udało nam się już pozyskać, choć powiedzmy sobie szczerze –
Wrocławskie Centrum Sportu będzie powstawało etapami przez lata, by służyć m.in. najzdolniejszej sportowo młodzieży z całego regionu.

No dobrze, ale odeszliśmy trochę od tematu wyceny. Musimy do niego wrócić.

Jasne. Są dwa wątki. Pierwszy jest taki, że jeżeli dzisiaj mielibyśmy sprzedać Śląsk firmie Westminster to musielibyśmy na nowo dokonać jego wyceny. Oczywiście to nie jest jakiś skomplikowany proces, bo nie robimy tego zwykłą metodą majątkową, NPV czy mnożnikowo, jak typowy biznes. Moglibyśmy zastosować metodę odtworzeniową, moglibyśmy wyceniać brand. Gdybyśmy mieli zyski to byśmy pewnie wycenili brand, żeby go amortyzować. To z pewnością scenariusze przyszłości.

Mnie bardziej interesują scenariusze teraźniejszości?

Wyceniamy kontrakty. To jest najbardziej uczciwe i realne. To jest ta wartość tu i teraz. Oczywiście nie jest materialna, ale fundamentalna i korespondująca z wartością odtworzeniową. W tym przypadku trzeba spojrzeć na to co się stało, gdy w maju Erik Exposito był transferowany.

A potem jednak nie był, nie pierwszy raz zresztą.

Tak, ale przypomnijmy sobie też te kwoty, a zobaczmy jaka jest jego wartość teraz. To jest oscylator. To jest wielokrotność tej atrakcyjności naszego kapitana. Na przykładzie tego jednego piłkarza możemy zobaczyć jak to wszystko bardzo szybko potrafi się zmienić. W związku z tym my musimy tą wycenę przygotować od nowa. Proszę też pamiętać, że na całym świecie te transakcje odbywają się rynkowo. To nieważne czy np. Abramowicz sprzedaje Chelsea, bo musi. On wystawia to za jakąś cenę. Jeżeli kupujący widzi w tym adekwatną wartość to zapłaci. Każdy z nas potrzebuje formalnej i aktualnej wyceny. Także Urząd Miejski Wrocławia jako właściciel klubu.

To są publiczne pieniądze.

Tak, my z kompletem dokumentów i finalną propozycją pójdziemy do Rady Miasta, ponieważ nie sprzedajemy zwyczajnych aktywów majątkowych. To jest wartość, która musi być oszacowana bardzo skrupulatnie i profesjonalnie.

Niektórzy radni zrobili się jakiś czas temu bardzo aktywni w temacie prywatyzacji Śląska.

W którym kierunku? Sprzedać czy nie sprzedawać?

W sierpniu niektórzy już publicznie pisali, że jest już po temacie.

Takie rzeczy niestety nie pomagają jak i również opinie o tym, że niepotrzebnie utrzymujemy tych, cytuję bardzo nieładne określenie – „kopaczy”. Nie zgadzam się z tym. Na szczęście okazuje się, że to są niewielkie banieczki, bo większość, być może częściowo na fali obecnych sukcesów, chciałaby, żeby ten klub był utrzymany przez miasto. Tutaj zresztą pojawia się jeszcze druga zmienna. Za nami połowa sezonu, Śląsk jest liderem. Jeśli teraz sondujemy trochę większe grupy to również widać, że większość chce, żeby poczekać ze sprzedażą do końca sezonu.

Ma to jakiś sens.

To zarówno dla inwestora jak i dla nas jako miasta jest w pewnym sensie element uczciwości i realnej wyceny i tego procesu. Jednak przede wszystkim jest to element spokoju. Dla piłkarzy, dla zarządu klubu, bo skoro dobrze idzie to po co to psuć? Lepsze jest wrogiem dobrego.

W tym momencie sytuacja wydaje się w końcu stabilna.

W tym momencie musimy uważać, żeby nie przedobrzyć, bo pojawienie się nagle inwestora może spowodować jakieś napięcia i oczekiwania. To jest proces negocjacji, mogą pojawić się emocje czy frustracje, a to zawsze wpływa na grę. Na pewno chcemy zakończyć tę rundę i to zapewne się uda, bo zostały nam dwa spotkania.

Pytanie jak zapatruje się na to inwestor?

Z moich obserwacji wynika, że inwestor też raczej będzie bardziej zainteresowany zakończeniem obecnego sezonu. To pozwoli zachować mu pełną jasność i podejmować racjonalne decyzje.

Czyli jeśli miałoby dojść do prywatyzacji to dopiero pod koniec sezonu?

Ustalenia i wiążące decyzje mogą zapaść nawet dzisiaj. Kwestia wejścia inwestora do klubu to jest zupełnie co innego. Tymczasem chciałbym jeszcze wrócić do wyceny.

Tak, znów od niej odeszliśmy.

Ponad 8 milionów. Na tyle wyceniliśmy klub w czerwcu. Jednak, żeby znać aktualną wycenę Śląska musimy dokonać profesjonalnej i rzetelnej wyceny poszczególnych piłkarzy, którzy teraz świetnie sobie radzą i ich wartość rośnie. Na to wszystko gotowy musi być inwestor, który wchodząc miał trochę inne spojrzenie, bo chciał kupić klub za ponad 8 milionów.

Klub, który był rozsypany.

Tak, a teraz kupuje klub z sukcesem, a te nasze wymagania co do dofinansowania są sparametryzowane również w czasie. No i z tego wszystkiego bierze się przedłużająca się procedura, ponieważ w tej dynamicznie zmieniającej się sytuacji, również finansowej inwestor musi podejmować różne decyzje finansowe. Po pierwsze zwiększają się te kwoty, po drugie zwiększa się możliwość komercjalizacji dla samego inwestora. On podejmuje teraz decyzje na poziomie dziesiątek, a jeżeli patrzymy szerzej w czasie powyżej 100 milionów. Musi też znaleźć sposoby finansowania, żeby te inwestycje mogły się opłacić.

Jak to wygląda z perspektywy miasta?

Dla miasta oczywiście każde pieniądze są ważne. Każdy tysiąc złotych jest ważny nie mówiąc już nawet o milionie, ale to nie jest w ogóle istota tej dyskusji, bo nawet kluby wyceniane na setki milionów są sprzedawane po wartości rynkowej. My na tę chwilę mamy tylko jednego partnera rynkowego, który tak naprawdę jest w stanie i chce zapłacić negocjowaną kwotę.

Jaka to kwota?

Będzie pochodną wyceny. Czy 75% z kwoty, która wyjdzie z wyceny czy to będzie inna kwota? Dla mnie to ma wtórne znaczenie.

Co w takim razie ma kluczowe znaczenie?

Najważniejsza jest kwota zobowiązania i sztywnego zagwarantowania sposobu finansowania przyszłości klubu. Jeżeli to nam się nie uda rozważymy formę partnerstwa strategicznego. To pozwala również się sprawdzić w czasie, bo można powiedzieć, że ostatnie pół roku to jeden wielki sprawdzian i sporo niespodzianek.

Pozytywnych czy negatywnych?

Pozytywnych, ale jednak niespodzianek, zmieniającej się rzeczywistości, bo okazuje się, że i trener, i kapitan, którzy wtedy przez wielu nie byli postrzegani jako bohaterowie teraz nimi są. Udowadniają swoją wartość i to jest istotą, bo nas interesują wyniki i jednocześnie możliwość zabezpieczania tych pieniędzy, które dało miasto.

Jeżeli w tym okresie będzie z punktu czysto biznesowego rozjazd w perspektywie inwestora i miasta to możemy to robić na dwa kroki.

Te dwa kroki to najpierw partnerstwo strategiczne, a potem przejęcie tego pakietu większościowego w postaci 75% akcji?

Tak. Ten proces się przedłuży, ale my mamy deklaracje od naszego partnera, który zresztą bardzo profesjonalnie i uczciwie podchodzi do tego procesu, że on może poczekać na Śląsk. Oni nie chcą kupić klubu. Oni chcą kupić udział w WKS Śląsk Wrocław. To jest różnica i taka deklaracja nastraja nas bardzo pozytywnie.

Dlaczego?

Bo daje do zrozumienia, że nie jesteśmy dla nich pierwszym lepszym klubem, który chcą przejąć na łapu capu, a potem od razu wyprzedać wszystkich piłkarzy dla samego zysku. Dzięki mechanizmom, które chcemy mieć w tej umowie prywatyzacyjnej nie chcemy do tego dopuścić. Nie dopuścimy też do zmiany lokalizacji klubu, do sprzedaży nazwy, zmiany barw, herbu. To są dla nas wartości bezcenne. Proszę spojrzeć na to jak wyglądają prywatyzacje na świecie. Często pojawiają się zakusy, żeby zmieniać nazwy.

Albo wynosić kluby do innych miejsc.

Dokładnie. Czasami to działa, a czasami działa tylko przez sezon lub dwa i kończy się tragicznie. Nie wiem, czy pan czytał historię Lyonu.

Obserwuję i z tego co widzę leżą na dnie.

Owszem, leżą na dnie. Podejrzewam, że tam oprócz poziomu sportowego leży też wiele innych rzeczy. My chcemy tego uniknąć. Szczególnie tu we Wrocławiu musimy uważać, bo mamy już kilku inwestorów w historii i wiemy, jak to było.

Macie innych chętnych w zanadrzu, gdyby nie udało się z Westminster?

Mamy. Co rusz się ktoś pojawia szczególnie teraz kiedy dobrze nam idzie. Spore zainteresowanie wykazują kapitały bliskowschodnie i azjatyckie. Pojawiają się też europejskie holdingi sportowe. Oczywiście możemy podać jako przykład Gironę, która teraz jak równy z równym walczy z Realem Madryt o lidera w Hiszpanii. To pokazuje, że te tak zwane kluby córki też mogą mieć swoje momenty glorii i chwały.

Czy to byłby dobry scenariusz dla Śląska?

Zadawaliśmy sobie kilka razy to pytanie, bo zgłaszały się tutaj te tak zwane wehikuły inwestycyjne.

Wydaje się to dość ryzykowne.

Dokładnie. Nawet jeśli przez moment byłoby dobrze to wiemy, że ostatecznie jest olbrzymie ryzyko długoterminowego utrzymania poziomu i rozwoju klubu. Wolimy to robić po swojemu, trochę na wrocławski styl. Tu zresztą też jest odpowiedzialność Prezydenta, który przecież chodzi na te mecze. Tutaj warto podkreślić, że nigdy nie wchodzi do szatni. Nigdy nie pozwala sobie na ingerencję i niczego nie narzuca Jackowi Magierze.

Ale odpowiedzialność spoczywa w dużej mierze na nim.

Tak, szczególnie za porażki, bo wiadomo, że sukces rozkłada się na wszystkich. Ja widzę, że Prezydent czuje się odpowiedzialny i dlatego ostrożnie podchodzi do tych tematów. Tutaj znów wracamy do powiedzenia, że lepiej mądrze postać niż głupio biegać. Nas po prostu nie stać na to, żeby popełnić teraz błąd.

To byłaby wielka szkoda dla Śląska.

Tak, musimy pamiętać, że odpowiedzialny inwestor zewnętrzny, którego stać na to, żeby pozyskiwać sponsorów zagranicznych poprzez swoje inne działalności jest wartością dodaną.

W wywiadzie dla Radio Rodzina powiedział Pan, że z obecnym potencjalnym inwestorem mieliście do siebie wiele trudnych pytań, ale zostały one rozstrzygnięte pozytywnie. Z tych punktów spornych została jeszcze tylko ta kwota rocznego finansowania czy są jeszcze jakieś tematy, w których macie inne wizje?

My zgodziliśmy się co do samej zasady prowadzenia klubu. Wiemy, że jeżeli mamy większościowego udziałowca to takie rzeczy jak to, że mamy swojego członka zarządu czy rady nadzorczej są rzeczami pochodnymi. Co do samej zasady umawiamy się na kierunek rozwoju i warunki brzegowe. My jako mniejszościowy udziałowiec, ale posiadający czy tę tak zwaną „złotą akcję” czy inne prawa musimy mieć zabezpieczoną choćby politykę transferową, żeby się nie pozbyć…

Erika Exposito?

Nie tylko. Powiem to raz jeszcze – Śląsk jest dobrem całego miasta. Więc albo zabezpieczymy nasz klub w sposób należyty, albo w ogóle go nie sprzedamy.

No dobrze. To jakie warunki zostały do omówienia z Westminster?

Są trzy takie warunki. Pierwszy to timming do decyzji, drugi to kwota wejścia, czyli kwota całej transakcji plus zabezpieczenia na najbliższe minimum 5-15 lat i trzeci, który określa, czy zaczynamy od razu od prywatyzacji czy zaczynamy od kroku pośredniego, czyli partnerstwa strategicznego. To wszystko zależy od decyzji inwestora i też od naszej, aczkolwiek my rozpatrujemy oba scenariusze jako dobre dla nas.

A jak wygląda kwestia due dilligence, czyli sprawdzenia kondycji przedsiębiorstwa?

Po stronie inwestora odbyło się badanie naszych dokumentów. Musi być powtórzone, bo to się zawsze robi też tuż przed transakcją zarówno po ich stronie jak i po naszej. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z graczem międzynarodowym, którego aktywa są rozproszone. Chcemy mieć transparentnie zweryfikowane i zabezpieczone.

Czyli wy dokumenty firmy Westminster też już raz dokładnie prześwietliliście?

Tak, zrobiliśmy wywiad i przegląd dokumentów, ale jeszcze ten właściwy i finalny due dilligence jest przed nami. Wiemy, jak wygląda struktura przepływów finansowych w spółce Śląsk Wrocław. Tam jest potrzeba dostępności do płynności finansowej przez cały rok. Tu nie mówimy tylko o rundzie wiosennej i jesiennej. To musi być cały rok z uwagi na wiele pozycji kosztowych jak choćby fundusz płac, który jest podstawą wydatków. Po to są instrumenty finansowe i gwarancje bankowe.

Chciałbym zapytać jeszcze o kwestie bezpieczeństwa. Jak Śląsk będzie zabezpieczony przed tym, gdyby inwestor nagle stwierdził, że on już nie chce się tym zajmować?

Po pierwsze temu między innymi mają właśnie służyć gwarancje bankowe. Po drugie patrząc nawet na partnerstwa strategiczne, prywatyzacyjne to jest w nich zawsze klauzula wyjścia. Chcemy to zrobić na uczciwym poziomie.

Jak rozumieć określenie uczciwy poziom?

Ten algorytm dotyczący ceny zakupu i poniesionych nakładów jest szlifowany przez nas, ale jesteśmy już w momencie, w którym on jest dobry dla miasta i realny dla inwestora.

Co to znaczy?

To oznacza, że nie ma takiej możliwości żebyśmy my jako miasto po bardzo krótkim czasie przy splocie odpowiednich okoliczności musieli płacić wielokrotność tego co zostało zainwestowane. W ogóle nas to nie interesuje. Po drugie, jeżeli partner jest uczciwy i patrzy długofalowo to on bez problemu te nasze warunki zaakceptuje.

Dlaczego?

Bo wynika z nich, że jeżeli się wycofa to odzyskuje kapitał, który zainwestował, a gdy spełnią się odpowiednie warunki płaci karę, bo my wykorzystujemy gwarancje bankowe. To rozsądne propozycje dla inwestora stabilnego i długoterminowego. Ze spekulantami nie chcemy rozmawiać.

Rozumiem, że Westminster takiego problemu nie ma.

Nie odbieramy takich sygnałów. To jest tak, że zawsze tego typu problemy mogą się pojawić tuż przed podpisem, ale chciałbym tutaj podkreślić, że rozmawiamy uczciwie o liczbach i o biznesie. Nie musimy sobie powtarzać jak bardzo tego chcemy i jak bardzo Westminster jest zdeterminowany. Inwestor chce to zrobić na dobrych warunkach dla wszystkich i jest gotowy poczekać na nas, jeśli my będziemy potrzebowali czasu. My też jesteśmy w stanie wypracować z nim taki model, żeby najpierw sobie wspólnie popracować i lepiej się poznać.

Jaki jest plan inwestora na Śląsk? W jaki sposób chce go rozwijać i jakie są jego cele?

Tutaj mamy dwie płaszczyzny. Pierwsza to ta czysto biznesowa. Niestety nie mogę rozmawiać o szczegółach, ale mogę powiedzieć, że jest to bardzo rozsądny plan pozyskiwania dodatkowych partnerów i sponsorów. Oczywiście jest to plan zagwarantowany i zabezpieczony ich własnym majątkiem. Sama struktura bardzo wykładniczo rośnie, jeżeli chodzi o ilości potencjalnych wpływów. Bardzo skrupulatnie przygotowany biznes plan.

Jak wygląda druga płaszczyzna, czyli ta czysto sportowa?

Tutaj więcej na pewno mógłby powiedzieć prezes Załęczny. Ja też nie wchodzę nigdy do szatni, nie jestem sportowcem i nie chcę być kolejnym tak zwanym „ekspertem”. Staram się zabezpieczyć te generalne pozycje, czyli pozycje transferowe, prawa nabyte oraz kadry zarządzające i tutaj mogę powiedzieć, że patrzę z dużym podziwem na pracę pana prezesa. Dla Patryka Załęcznego to stanowisko było czymś nowym, a do tego przejął klub w trudnej sytuacji wprowadzając do niego spokój i jakość, której wszyscy oczekiwaliśmy.

W przypadku przejęcia klubu przez Westminster prezes Załęczny pozostanie na stanowisku?

Inwestor jest również pod wrażeniem pracy prezesa Załęcznego i chce utrzymać go na stanowisku. Przynajmniej takie były ich ostatnie deklaracje. To samo dotyczy trenera Jacka Magiery. Tutaj nawet nie ma o czym dyskutować.

To co trener zrobił z tą drużyną, jest czystą magią

Tak właśnie jest. To wszystko się udaje, więc nie ma sensu tego zmieniać. Wróćmy jednak do planów rozwojowych, bo u inwestora widzę bardzo dużą ambicję i jasny plan. Oni chcą za rok utrzymać to co jest teraz. Za 2, 3 lata zrobić krok naprzód, a za 5 lat mieć budżet na poziomie 100 milionów z plusem i wejść pewnym krokiem na arenę europejską.

Podobne informacje słyszałem. Westminster ma plan, który zakłada, że w ciągu pięciu lat Śląsk będzie mógł się śmiało równać z Legią czy Lechem.

Dokładnie i tu chodzi o to, że to nie jest tylko myślenie życzeniowe. To jest możliwe, a my możemy tylko temu przyklasnąć. To jest skorelowane z najważniejszym elementem, czyli z pozyskiwaniem funduszy, a także jakością i stabilnością tych funduszy, które wpływają. Wreszcie to nie jest model biznesowy oparty na miejskiej dotacji, co bardzo cieszy, ponieważ najbliższe lata nie będą łatwe i każdy milion, który zostanie zwolniony umożliwi wyremontowanie podwórka, zbudowanie chodnika czy kolejnego kilometra ścieżki rowerowej.

Jasne, zbliżamy się do końca. Kilka krótkich pytań mi zostało. Jakby Pan w skrócie ocenił teraz status tych rozmów? W którym miejscu jesteście?

Myślę, że jesteśmy w ostatniej ćwiartce. Używając nomenklatury piłkarskiej jesteśmy w drugiej połowie, ale jeszcze nie w dogrywce.

Rozumiem. W przyszłość patrzymy z optymizmem?

Tak. Powtórzę, że jeśli to nie będzie prywatyzacja, o której mówiliśmy jeszcze w maju czy czerwcu to na pewno jest to krok do partnerstwa strategicznego. Oba scenariusze są dla nas dobre.

Teraz czas, na pytanie którym jestem wręcz zasypywany przez kibiców. Kiedy finalizacja?

To jest ciężkie pytanie, a chciałbym odpowiedzieć na nie uczciwie. Jeśli pan zapytałby mnie o to miesiąc temu to odpowiedziałbym, że za miesiąc na pewno już będziemy coś wiedzieć.

Ja słyszałem, że to spotkanie, które odbyło się pod koniec listopada miało być już takim na którym zapadną kluczowe decyzje.

Taki był plan i to było bardzo owocne spotkanie.

Ale jednak zostało jeszcze coś do załatwienia?

Liczę na to, że przed Świętami będziemy już mieli jakąś konkretną informację

Pytanie na koniec. Widuję wiele opinii pod tytułem „jest dobrze, więc urzędnicy pewnie się rozmyślą i porzucą pomysł prywatyzacji”. Czy dobre wyniki mają wpływ na decyzyjność miasta na temat sprzedaży klubu?

Te wyniki utwierdzają nas tylko w przekonaniu, że nie chcemy tego procesu prywatyzacji przeprowadzać za wszelką cenę, szybko i byle jak. Najważniejszy dla klubu i dla miasta jest długi dystans. My chcemy wskoczyć na wyższy poziom jakościowy.

Współpraca z Westminster będzie tym skokiem na wyższy poziom jakościowy?

Po to tak długo rozmawiamy z inwestorem. Po trudnym początku mówimy wreszcie o tych samych wartościach i tym samym spojrzeniu biznesowym. Inwestor rozumie pozycję miasta, mieszkańców, kibiców czy prezydenta Jacka Sutryka, który przecież nie reprezentuje siebie tylko mieszkańców naszego Wrocławia.

Komentarze
Pilar (gość) - 3 miesiące temu

Dzięki za dobry wywiad. Wiele konkretów. Oby Śląsk trafił do dobre ręce i cieszył nas przez lata swoją grą!

Odpowiedz
WKSiak (gość) - 3 miesiące temu

Wielkie zapowiedzi, milion słow zero tresci. Zabrakło docisku ze strony niby "dziennikarza". Straciłem czas na czytanie dlugiego i nudnego PRowego pierdolenia. Konkretu totalne zero.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze