Mawia się, że każda seria się kiedyś kończy. To prawda, ale proces jej budowania jest bardzo pasjonujący. Kolejne zwycięstwa nadmuchują balonik, oczekiwania rosną. Niejeden zespół nie udźwignie tej presji nałożonej z zewnątrz i zalicza dramatyczny zjazd w tabeli. Ginie od własnej broni. To, co kiedyś go nakręcało i dawało radość, staje się przekleństwem. Jak ten napór wytrzyma Raków Częstochowa, który śrubuje historyczne wyniki?
Dla drużyny spod Jasnej Góry kluczowe będzie utrzymanie obecnej dyspozycji aż do samego końca, do ostatniej kolejki. Jeśli dalej zagra tak jak teraz, to wiele wskazuje, że na koniec sezonu będzie mieć powody do radości.
Seria za serią, rekord za rekordem?
22 sierpnia 2020 roku, starcie z Legią Warszawa. To pierwsza kolejka nowego sezonu, a zarazem ostatnia do tej pory, w której Raków nie zdobył przynajmniej jednego punktu. Mamy początek listopada, kilka ładnych tygodni jest już niepokonany. Czy to ekstraklasa, czy puchar Polski, czy towarzyski sparing. Gra swoje.
Względnie niedawno rozpoczęta batalia rozgrywek już przyniosła historyczne dla Rakowa wydarzenia. Przez siedem kolejek w lidze nie zaznał smaku porażki. Jest niepokonany od prawie trzech miesięcy. To już nie dzieło przypadku, tylko efekt zamierzonych działań i ciężkiej pracy. Przez 19 spotkań zdobywał minimum jednego gola. W spotkaniu z Podbeskidziem zanotował najwyższe zwycięstwo w ekstraklasie, strzelając cztery gole i tracąc tylko jednego. Po szóstej kolejce wydarzyła się chyba najwspanialsza do tej pory rzecz dla sympatyków Rakowa. Ich zespół od tej chwili może patrzeć na inne drużyny z góry, gdyż zajmuje historyczne pierwsze miejsce. Nie wiadomo, jak długo jeszcze zdoła liderować, jednak po latach tułania się po niższych ligach i dramatycznej walki o klub ten mały sukces wiele znaczy.
Nieustanny rozwój
Odkąd na Limanowskiego 83 zawitał trener Papszun, drużyna stopniowo notuje ciągły progres. Nie ma wątpliwości, że ten szkoleniowiec to kluczowa postać. Pod każdym względem jego podopieczni stają się lepsi, udoskonalają to, co mogą, gdzie są jeszcze rezerwy. Przy tym cały czas grają konsekwentnie swoje, jedynie wymieniając poszczególne ogniwa na jeszcze mocniejsze.
Większość zawodników, którzy spotkali na swojej piłkarskiej drodze trenera Papszuna i trenowali pod jego okiem, mówi to samo: wielki fachowiec, zna się na tym, co robi. Zwraca uwagę na zupełnie nietypowe rzeczy, które w końcowym rozrachunku mają wpływ na osiągany rezultat. Próbkę tego, jak postrzega świat piłki, dał w wywiadzie dla Onetu.











