Niedzielna odsłona zmagań 29. kolejki Premier League stała bez wątpienia pod znakiem rywalizacji Manchesteru City z Chelsea. Szlagierowe spotkanie okazało się jednak ogromnym rozczarowaniem. Lider angielskiej ligi specjalnie się nie zmęczył, odnosząc skromne zwycięstwo nad fatalnie dysponowaną drużyną Antonio Conte. Przed starciem przyszłego mistrza Anglii z ustępującym sympatycy angielskiej piłki mogli również obserwować kolejne „popisy” piłkarzy Arsenalu, którzy coraz odważniej brną w stronę ogromnego kryzysu.
Po linii najmniejszego oporu
Z dużej chmury mały deszcz. Mecz kolejki stanowił niemiłą niespodziankę dla wszystkich, którzy ostrzyli sobie zęby na niedzielną rywalizację. Spotkanie nie należało do atrakcyjnych głównie za sprawą fatalnej dyspozycji Chelsea. Na Etihad Stadium nie odnotowano ani jednego celnego strzału w wykonaniu gości w pierwszej połowie. Kompletnie bezradni „The Blues” całkowicie oddali pole do gry Manchesterowi City. W pewnym momencie statystyka posiadania piłki wynosiła 85% do 15% na korzyść lidera Premier League.
Po raz kolejny czkawką odbił się menedżerowi Chelsea pomysł z posadzeniem obu napastników na ławce rezerwowych. Po raz pierwszy od długich 14 lat piłkarze z Londynu nie oddali celnego uderzenia w pierwszych 45 minutach gry. Fakt ten chyba najdobitniej potwierdza, że Antonio Conte rzeczywiście zatracił jakiekolwiek pomysły na grę swojego zespołu. I chyba piłkarskie małżeństwo Włocha z Romanem Abramowiczem faktycznie powinno dobiec końca. Dla dobra klubu.
Tak naprawdę jedynym istotnym do odnotowania faktem jest zwycięskie trafienie Bernardo Silvy z początku drugiej połowy rywalizacji. Gospodarze raczej dostosowali się do poziomu gry rywala i w bardzo prosty, ekonomiczny sposób zapewnili sobie zwycięstwo. Do samego końca spotkania piłkarze nie uraczyli nas klarownymi sytuacjami i „Obywatele” w pełni zadowoleni ze skromnego prowadzenia dowieźli rezultat 1:0.
Dobre dni Bernardo Silvy
Bohaterem starcia przeciwko londyńskiej Chelsea został Portugalczyk Bernardo Silva. Jeden z wielu architektów niedawnego sukcesu AS Monaco dosyć długo szukał swojego miejsca w pierwszym zespole Pepa Guardioli. Na 29 występów w Premier League szesnastokrotnie wchodził z ławki rezerwowych.
Na dobre wskoczył do pierwszej jedenastki w meczu z West Bromwich Albion ostatniego dnia ubiegłego roku. Od tego momentu wszystkie spotkania rozgrywa w pełnym wymiarze czasowym, dość aktywnie przyczyniając się do końcowych rezultatów osiąganych przez jego zespół. Na początku lutego zaliczył asystę w zremisowanym starciu z Burnley, w ubiegły czwartek otworzył rywalizację z Arsenalem, natomiast dziś zapewnił komplet punktów w hicie kolejki.












