Jedno z najstarszych piłkarskich porzekadeł mówi, że atak wygrywa mecze, a obroną zdobywa się trofea. Trudno pozostać w opozycji do tej teorii, której często przyklaskują również trenerzy, zaczynając budować swój zespół właśnie od bloku defensywnego. Rzadko dochodzi do sytuacji, którą mogliśmy obserwować ostatnio w Manchesterze, kiedy to kibice z czerwonej części miasta wręcz domagali się od władz klubu zakupu obrońcy, którego nie będą musieli się wstydzić.
Najdroższy obrońca świata
Zarząd “Czerwonych Diabłów” wziął sobie do serca prośby swoich sympatyków i sprowadził na Old Trafford Harry’ego Maguire’a. 26-letni obrońca przeniósł się do Manchesteru z Leicester City, w którym grał od 2017 roku. Wydane na niego 87 milionów euro z miejsca uplasowały go na szczycie najdrożej zakupionych obrońców, spychając na niższy stopień podium Virgila van Dijka.
Anglik szerszej publiczności dał się poznać na mundialu rozgrywanym w Rosji, gdzie wystąpił we wszystkich spotkaniach, a w ćwierćfinale przeciwko Szwecji zdobył nawet bramkę. Od tamtej pory coraz częściej mówiło się o tym, że drużyna “Lisów” robi się dla defensora za ciasna i kwestią czasu jest zmiana przez niego klubowych barw.
Okazało się, że europejskie potęgi zaraz po turnieju musiały obejść się smakiem, ponieważ stoper jeszcze przez rok został na King Power Stadium i wraz z kolegami wywalczył dziewiąte miejsce w lidze. Wciąż gorące nazwisko Maguire’a w końcu pojawiło się oficjalnie przy nazwie nowego klubu i okazało się, że wyścig wygrał Manchester United, w którym swój autorski projekt próbuje rozwinąć Ole Gunnar Solskjaer.
Kogo „Diabły” wzięły?
Harry Maguire przez dwa ostatnie lata szlifował swoje umiejętności pod okiem Jonny’ego Evansa, więc przed przeprowadzką na pewno wiedział dokładnie, jakie ciężary spotka w nowej szatni. Swoją siłą i bezczelnością ma podnieść poziom gry obronnej Manchesteru i pozwolić De Gei na odrobinę więcej odpoczynku, niż Hiszpan miał zapewnione w ostatnich latach.
Nowy stoper United czasami w swojej grze wygląda, jakby poruszał się w składzie porcelany i za chwilę miała złapać go zadyszka. Prawda jest jednak taka, że obrońca świetnie czyta grę, a braki motoryczne rekompensuje doskakiwaniem do przeciwnika, nim ten zdąży się odwrócić. Nie boi się też interweniować wślizgiem i rzadko ten pomysł okazuje się nietrafiony, co przy Philu Jonesie na pewno będzie miłą odmianą dla sympatyków “Czerwonych Diabłów”. Poza tym nie obawia się pojedynków z napastnikami, a czasem nawet samemu rusza z piłką do przodu, często z zadziwiająco dobrym skutkiem. Obecność reprezentanta Anglii ma zapobiec tak częstemu traceniu bramek między innymi dzięki jego gabarytom. W kadrze „Czerwonych Diabłów” znajdował się do tej pory tylko jeden obrońca mierzący ponad 190 centymetrów wzrostu. Chris Smalling, bo o nim mowa, zyskał właśnie kolegę, który również będzie mógł patrzeć ponad głowami większości przeciwników.












